Wróg Ludu
GazetaPolska
285 obserwujących
872 notki
1701k odsłon
  132   0

LINIE ZWROTNE

W stabilnych demokracjach linie podziału politycznego w elektoracie są względnie ustalone. Zmiany odbywają się powoli i głównie pod wpływem wymiany pokoleniowej. Przejęcie władzy w takich społecznościach jest możliwe

dzięki zwiększonej mobilizacji albo zaangażowaniu dodatkowych kilku procent ludzi nieaktywnych. Są jednak wydarzenia, które powodują, że następują czasowe albo średnioterminowe przesunięcia preferencji. To linie zwrotne, mające krytyczny wpływ na wybory.

W Polsce około 40 proc. społeczeństwa ma poglądy konserwatywne i mniej więcej tyle samo liberalno-lewicowe. Około 20 proc. znajduje się gdzieś pomiędzy. Ten elektorat środka jest jednak często bardziej zdecydowany w swoich wyborach niż pozostały, kierując się przy wyborze na przykład tylko jednym z czynników podziału sceny politycznej. Stąd też tak mało miejsca na „partie środka”.

W 2015 roku doszło do ogromnej mobilizacji elektoratu konserwatywnego wokół jednego obozu politycznego, co spowodowało przejęcie władzy przez ten obóz aż na dwie kadencje. Mobilizacja miała charakter ruchu społecznego, więc mało było spraw, które można uznać za krytyczne. Wybijała się kwestia taśm ujawnionych przez Piotra Nisztora, a sprawę bardzo mocno podgrzała histeryczna reakcja władzy i wyjazd Donalda Tuska do Brukseli, co bez względu na motywację szefa PO i premiera uznano za ucieczkę, czyli przyznanie się do winy. Psychologicznie jest więc zrozumiałe, dlaczego po tylu latach Tusk chciał te taśmy zdezawuować, odsuwając od siebie winę za klęskę swojego obozu.

Od 2015 roku PO próbuje stworzyć takie linie krytyczne wokół kilku spraw, licząc na gwałtowne ruchy elektoratu. Do tych linii miały należeć: praworządność (temat zupełnie społecznie się wypalił), aborcja (mam wrażenie, że sprawa coraz mniej determinuje wybory i za rok wręcz będzie szkodziła PO), udział Polski w UE – strach przed jakimś armagedonem w tej sprawie maleje, za to rośnie zniechęcenie Polaków wobec Unii (to uboczny skutek używania UE jako narzędzia do przyklepywania każdego absurdu). Ostatnim cudownym narzędziem przemiany jest inflacja. Drożyzna dzisiaj najbardziej męczy Polaków, ale szczyt inflacji chyba właśnie przechodzimy. Energia – przynajmniej na razie – zaczyna tanieć i za pewien czas, jak nie zdarzy się nic gwałtownego, odczujemy to w portfelach. Przegrzanie przez opozycję tematu inflacji może jej mocno zaszkodzić. Na jesieni przyszłego roku inflacja będzie dwa razy mniejsza niż obecnie.

Pytanie, czy PiS ma takie linie zwrotne? Z całą pewnością długo należała do nich obawa przed utratą świadczeń socjalnych typu 500 plus. Dzisiaj to działa, ale dużo słabiej. Niejasna jest kwestia bezpieczeństwa. Polacy niezbyt boją się ataku konwencjonalnego ze strony Rosji, widząc jej słabość na Ukrainie (ta ocena jednak może za parę lat być nieaktualna), za to bardzo obawiają się jakiegokolwiek użycia broni masowego rażenia. Tutaj Rosja jawi się jako coś na tyle przerażającego, że ma to istotny wpływ na nasze postawy. Rząd wyznaczył dobrą linię w tej sprawie: maksymalna ochrona parasolem atomowym USA, z udziałem w programie Nuclear Sharing włącznie. Donald Tusk popełnił ogromny błąd, krytykując ten pomysł, i do zostawienia go za burtą wystarczy ten temat nieustannie podkreślać. Obóz władzy słabo to wykorzystuje, nie doceniając tematu albo nie do końca zauważając, jak wielkie są różnice w postawie Polaków wobec jakiegokolwiek zagrożenia ze strony Rosji a zagrożeniem nuklearnym. W tym wypadku ocena społeczeństwa jest dużo bardziej racjonalna niż elit, które sprawa ta chyba lekko zaskoczyła.


Tekst pochodzi z najnowszego tygodnika „Gazeta Polska” nr. 44, data: 2.11.2022.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka