Słuchajcie no, wy wszyscy wielbiciele „ruskiego miru”, „denazyfikatorów”, „bohaterów rosji” i innych patologicznych fantazji z rosyjskich kanałów na Telegramie
Rosjanie właśnie przeżywają kolejny etap swojej wielkiej, historycznej misji cywilizacyjnej: odkrywania, że ukraińskie drony i rakiety potrafią dolecieć dalej niż ich propaganda.
Kiedyś to było 1000 km. Potem 1500. Teraz już ponad 2000. Lutyj z tłokowym silnikiem, FP-1 z ładunkiem 120 kg, Palanycia pędząca 900 km/h, Pekło, Long Neptune, a na deser ten cudowny Flamingo – latająca bomba z tonową głowicą, która wygląda jak V-1, ale lata jak samolot pasażerski i spada dokładnie tam, gdzie Kreml najmocniej krzyczy „to fake news”.
Obrona powietrzna?
Oczywiście działa wzorowo. Sparaliżowana, zdezorientowana, ale w telewizji ciągle „wszystko pod kontrolą”. Bazy FSB płoną, rafinerie za Uralem robią za nocne niebo nad Sylwestrem, a strategiczne lotniska dostają prezenty prosto z Kijowa. Rosjanie są tak zaskoczeni, że aż się nie ruszają. Paraliż doskonały. Może to nowa forma patriotyzmu – leżeć i nie przeszkadzać.
A teraz przyszła kolej na prawdziwy cios w serce narodu. Nie czołgi, nie mosty, nie sztaby. Magazyny Wildberries. Tak, drogie paczki z tanią chińszczyzną, kamizelkami kuloodpornymi i skarpetkami dla „bohaterów specjalnej operacji”. Pięć trupów, sześciu rannych pod Moskwą.
Pożar.
Ewakuacja pod Petersburgiem.
Bo okazuje się, że najskuteczniejsza broń psychologiczna to odebranie Iwanowi możliwości zamówienia nowego powerbanka i pary butów za 1500 rubli. Kijów zrozumiał: elektorat Putina nie mieszka w pałacach, tylko w małych miasteczkach, gdzie Wildberries to centrum wszechświata. Uderz w paczkę – i nagle wojna przestaje być „gdzieś daleko”.
A na deser?
Ukraińscy droniarze z 51. brygady znowu polują na rzadkie okazy. 2S43 Małwa albo 2S44 Hiacynt-K – te cudowne, kołowe haubice, których Rosja ma tak mało, że prawie jak sumienie. Miały konkurować z polskimi Krabami i niemieckimi PzH 2000, strzelać na 40 km, robić wrażenie nowoczesności. Zamiast tego skończyły jako kolejny filmik z napisem „cenny łup”. Trzeci albo czwarty egzemplarz w krótkim czasie. Rosyjska artyleria traci to, czego i tak miała jak kot napłakał.
To już nie łomot.
To nie nawet systematyczne niszczenie.
To elegancki, precyzyjny, coraz bardziej ironiczny holokaust rosyjskiej dumy, logistyki i wiary w własną niezwyciężoność.
Dronami, które latają dalej niż Putina sięga wyobraźnia.
Rakietami, które spadają bliżej Moskwy niż jego „czerwone linie”.
I zwykłymi magazynami e-commerce, które bolą bardziej niż utracone czołgi.
Trzy dni do Kijowa.
Cztery lata później Kijów dostarcza prezenty prosto pod Moskwę i Petersburg.
A rosyjska odpowiedź? Kolejne „to prowokacja”, „cywilne cele”, „wszystko idzie zgodnie z planem”. Planem, w którym plan jest coraz bardziej podobny do rozkładu jazdy ukraińskich dronów.
I w którym jedyną rzeczą, która naprawdę działa bez zarzutu… jest ukraińska produkcja latających niespodzianek.
Brawo imperium.
Naprawdę imponujące.
ps.
Notka na podstawie wspomnień moich i moich kolegów z IDF i GRU. Więcej moich tekstów znajdziecie na Niepoprawni.pl i na Nasze Blogi.pl.
(Wysłuchał i spisał Potomek Radzieckich Wołyniaków)
Z Tel Awiwu z dumą
Mirek Skalski Wasz bloger z Izraela
Potomek Radzieckich Wołyniaków
Am Yisrael Chai!

Jeśli ktoś zamierza bezczelnie podszywać się pod moja tożsamość, to uprzedzam że to przestępstwo z art. 190a § 2 k.k.
W myśl art. 190a § 2 k.k. karze do trzech lat pozbawienia wolności podlega ten, kto, podszywając się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej
poprzednia notka w tym temacie -
Potomek Wołyniaków - cóż za wspaniały czas dla „drugiej armii świata”




Komentarze
Pokaż komentarze (6)