39 obserwujących
478 notek
759k odsłon
6643 odsłony

Marta Lempart - kobieta która kompromituje feministki

Wykop Skomentuj250

Wiedza która wymaga więcej miejsca niż pole powierzchni ekranu smartfona przestaje być osiągalna. Widzę to od lat i tak jak wiele osób jestem tym załamany. Coraz mniej ludzi jest dziś zdolnych do dyskusji, większość portali i forów dyskusyjnych (nie wyłączając też niestety Salonu) jest oblepionych trollami, a memy i agitacja ideologiczna huśta już naszymi emocjami na takich amplitudach że od publicystów wymagamy już wyłącznie tego żeby nam uzasadnili słuszność naszego fanatyzmu i naszej wściekłości. Dlatego im bardziej absurdalna histeria i im bardziej kosmiczne oszczerstwa tym bardziej wydają nam się wiarygodne.

.

Pewnie to też znak czasów – a nade wszystko rozmazanie definicji zawodowego polityka, za którego dziś uważany jest każdy krzykacz czy megaloman potrafiący wyczuć koniunkturę na rynku sloganów. Erystyka w dzisiejszych czasach przestała istnieć, mało kto w ogóle zna dziś takie słowo – sztukę prowadzenia sporów zastąpiła sztuka wprowadzania ludzi w błąd, wiarygodnego ich okłamywania i huśtania ich emocjami. Ludzi po prostu ogłupiono … taki znak czasów . Tylko wielu znajomych trochę szkoda … Choć na pociechę jest to, że klepiąc modne slogany czują się bardziej akceptowani. I niech im będzie na zdrowie.

.

Ale do rzeczy. Nie chcę mówić o formie tych protestów, bo poziom tej retoryki to smutny obraz upadku. Niestety też na potrzeby ideologii fałszywie definiowany jako „pokojowe protesty” czy „dobre i potrzebne emocje”. Nie drodzy moi – wrzeszczenie komuś w twarz żeby wypierdalał i że się go jebie to nie jest przejaw pokojowego protestu – to przejaw werbalnej i emocjonalnej przemocy. Tak: przemocy ! Prowokowania do konfliktu, do agresji i nawoływanie do krzywdy, prymitywnego hejtu. Nienawiść i wściekłość to nie są dobre i potrzebne emocje, nawet jeśli Was o tym przekonują feministki albo lewicowi aktywiści. Nigdzie! - w domu, w rodzinie, w pracy, na ulicy wrzeszczenie „wypierdalaj !” nie jest przejawem dobrych i pokojowych intencji. I proszę – nie dajcie się oszukiwać, kobiety które tak narzekają że żyją w piekle zrobią piekło z Waszego życia.

Oczywiście nie uzurpuję sobie prawa do decydowania o zasadach dokonywania aborcji – nie czuję takich kompetencji. Choć nie jestem do końca pewien czy geje, lesbijki i transwestyci, machający na tych protestach tęczowymi flagami mają tych kompetencji więcej ode mnie. Podobnie jak nie jestem pewien czy mają ich więcej 16-to, czy 17- letni uczniowie domagający się dymisji rządu.

1. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę co w przyszłości zrobi z życia kobiet narzucenie zasady: „mój brzuch – moja sprawa”, albo „mój brzuch – mój wybór”? Nawet chyba nie wiecie z jaką ulgą przyjmą tę zasadę chłopcy lubiący seks bez konsekwencji. Wszak konsekwencje istotnie nie będą już ich sprawą. Oby te biedne ogłupione dziewczyny rysujące sobie dziś z dumą czerwone pioruny na ramionach nie usłyszały kiedyś „twój brzuch – twoja sprawa” - a nawet „twój brzuch – twój wybór”! Od narzeczonego, od rodziny, od przyjaciół, od wychowawcy w szkole, od lekarza … . To będzie realne piekło kobiet.

2. Każdy ma oczywiście prawo do krytyki rządu – forma argumentów zależy od poziomu inteligencji i umiejętności wyrażania myśli. Mam jednak nadzieję że większość z Was wie, że rząd w naszej demokracji jest rekomendowany przez większość parlamentarną wybieraną w wyborach. I nawet jeśli 100 – 200 – czy 500 tysiącom demonstrantów na ulicy ten rząd się nie podoba, to jedyną sensowną i inteligentną argumentacją jest żądanie nowych wyborów. Hasło: „wypierdalać !” bo tak chcemy jest obrazem braku inteligencji.

3. Ogłaszanie powołania „komisji koordynacyjnej” mającej przejąć funkcję rządu może wynikać wyłącznie z – powiedzmy – niewielkiego rozeznania w zasadach demokracji parlamentarnej. Praca i ustawy przygotowywane przez rząd są bowiem głosowane przez większość parlamentarną. Aktywistki Strajku Kobiet niestety ośmieszają tu nie tylko siebie ale też tysiące kobiet które im zaufały.

4. W mojej świadomości ów dotychczasowy „kompromis aborcyjny” był jakąś formą konsensu społecznego. I jestem – mimo pewnej hipokryzji … - jego orędownikiem. I ten konsensus jest dokładnie tak samo deptany przez aktywistki z czerwonymi piorunami jak i przez katolickich doktrynerów. Kompromis ten nie polegał NIGDY na zasadzie że „kto nie ma wyrzutów sumienia” to może, albo „kto chce” to może. Polegał wyłącznie na pewnej „furtce” w najbardziej dramatycznych przypadkach. Przyznawanie nagród artystkom śpiewającym o prawie do aborcji z powodu zagrożonego komfortu dużego mieszkania było dokładnie takim samym zamachem na ten kompromis jak najbardziej ideologiczne argumenty konserwatystów. Dlaczego wówczas tzw „obrońcy kompromisu” nie czuli się oburzeni ? Dlaczego nie wyszli na ulice ? Jeśli piszecie sobie na profilach hasło że aborcja zależy wyłącznie od wyboru to albo ktoś Was, powiedzmy, zdezorientował. Albo po prostu nie przemyśleliście do końca zgodności haseł jakie przyswoiliście z tym co chcielibyście wyrazić.

Wykop Skomentuj250
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo