Prezydent Duda od środy przebywa w USA, zaproszenie na rozmowę z nim przyjęli tylko lokalni politycy: burmistrz 250-tys. Jersey City, gubernator stanu Illinois i burmistrz Chicago.
Mimo kręcenia p.Szczerskiego wiadomo, że nasz heros spotkał się z chamem z New Jersey, wymienili się prezentami. głośne okrzyki i protesty polonii przeciwko takiemu uhonorowaniu tego typa skutecznie próbowała zagłuszyć swoim słowotokiem reporterka telewizji rządowej podczas relacji na żywo. Informacji o tym, że nasz Heros przepraszał Jełopa-Fulopa za hejt polskich internautów - nie ma.
Pierwsze spotkanie odbył nasz Prezydent ze środowiskami żydowskimi (międzynarodowy cwaniak Foxman z ADL i in.). Wyglądało jakby z lotniska nasza Głowa biegła na złamanie karku, jak syn marnotrawny do ojca do tych diasporowych sępów. Żenada i wstyd...

Ilustracja. Pierwszy krąg, do którego popędził Prezydent. W otoczeniu organizacji żydowskich polska pierwsza para aż promienieje. Tylko ta polonia amerykańska coś mąci...
A pozostali, których Kongres Amerykańskich Żydów (AJC, którą to NGO witał p.Duda tak serdecznie w Warszawie i fotografował się na tle sztandaru Solidarności i ucztował) delikatnie przymusił do przyjęcia naszego Herosa, żeby nie został jak himilsbach z angielskim?
Popzostali to burmistrz Chicago i gubernator stanu Illinois. Dlaczego oni? Skąd Illinois?
Żadna to zagadka. W Chicago zapewne czekałby naszego Prężnego bojkot z każdej strony (KOD już wcześniej zapowiadał bojkot i pisał do burmistrza w tej sprawie a polonia po Prezydenckich amorach z Fulopem, po milczeniu na temat S447, po braku podziękowań polonii za jej wysiłki - jeśli by przyszła, to tylko po to, by wygwizdać). A tak popierał dwa dni przed wetem lipcowym p.Duda demonstrujących KOD-omitów i... wszystko na nic. Cóż więc pozostało niecnocie koniunkturaliście? To co zwykle. Ostatnia deska ratunku, czyli wsparcie Przyjaciół z Bratniego Narodu. Pierwszy w historii żydowski burmistrz Chicago, czyli Rahm Israel Emanuel pospieszył na pomoc, by zapobiec kompromitacji naszej Głowy (Głowy, ale od połowy...).
A gubernator stanu Illinois, który dziś się też spotka z... niespotykanym Prezydentem, który wymieniał dusery z wójtem, który poobrażał trzecią osobą w państwie i resztę Polaków? Kimże on ci jest, ten dzielny gubernator? Skąd ta chuć w Illinois, by uścisnąć dłoń Głowie państwa polskiego? Zafrapowało mnie to...
Gubernator stanu Illinois Bruce Rauner to wieloletni przyjaciel Israela Emanuela. Rauner nie mógł odmówić kumplowi, który pomógł mu finansowo i pijarowo wygrać wybory.

Ilustracja. Pan Israel Emanuel w siedzibie AJC i w uścisku swego protegowanego, przyszłego gubernatora Illinois, który odbiera nagrodę za opiekę nad populacją żydowską. Czyżby oczyma wyobraźni już widzieli nadlatującego przez ocean naszego Prezydenta?
Sam zaś Rauner to oślizgła postać wielce. Część internautów nazywa go mianem "krypto-Żyd". Miliarder, filantrop (a jakżeby inaczej!). W wyborach zbiera głosy większości Żydów. Biznesowo, sądząc z artykułów prasowych to taki Gawłowski amerykański (toute proportion gardée, oczywiście). Obyczajowo zaś to wypisz wymaluj Kaziu Marcinkiewicz skrzyżowany z Petru. Pierwsza żona Żydówka. Później wraz z rozwojem kariery kochanka, podwójne życie, separacja. Gdy dzieci miały 6,4 i 1 - nasz Crypto-Jew zostaje przyłapany przez żonę na romansie z... inną Żydówką. O 7 lat młodszą od pierwszego modelu żydowskiej (otwierającej wiele drzwi w USA) żony, zaangażowaną w świat fundacji wszelakich, która też musiała swojego męża powiadomić o rozwodzie. Potem ślub etc.

Ilustracja. Obie żydowskie żony burmistrza Illinois
W 2013 nasz amerykański Kaziu odbiera od AJC, Amerykańskiego Kongresu Żydów (ukochanego przez naszego Prezydenta) nagrodę za... ochronę żydowskiej populacji w niebezpieczeństwie [sic!].
To by było tyle o tych, do których pielgrzymuje p.Duda zlekceważony przez Amerykanów coś znaczących i przez Polaków. Ale może p.Duda zadowolony? Kto wie. Na zdjęciu z Braćmi Diasporowymi taki dumny i radosny. Może niedługo już większość podróży zagranicznych naszego Prezydenta będzie OD RAZU kierowana do diaspor w różnych krajach. Może jakiś Birobidżan w Warszawie utworzony na Starówce? Kto wie. Nasza rzeczywistość polityczna jest tak zaskakująca, że jak to w piosence: "Wszystko się może zdarzyć"...
=============================



Komentarze
Pokaż komentarze (2)