87 obserwujących
349 notek
890k odsłon
4063 odsłony

Przyszłość Rosji to nie rewolucja, a gnicie systemu i narastające separatyzmy.

Wykop Skomentuj55

Szanowana w Rosji socjolog Lilla Szewcowa w wywiadzie dla niezależnego portalu Znak mówi, że jej zdaniem rozpowszechniona obecnie w kraju narracja mówiąca o tym, że ostatnie wydarzenia w Moskwie, a ma na myśli masowe demonstracje jakie mają tam miejsce od kilku tygodni, są oznaką kryzysu władzy i początkiem rewolucji jest „braniem własnych życzeń za rzeczywistość”.

    Jeżeli jednak nie mamy do czynienia z kryzysem, ani początkiem rewolucyjnych zmian, to jak nazwać to co się ostatnio w Rosji dzieje? Szewcowa argumentuje, że mówienie o kryzysie w którym demonstracje są czymś na kształt gorączki, a ta świadczy, że organizm polityczny żyje i walczy, jest pomyłką. Jej zdaniem obecnie obserwujemy raczej rozkładem systemu, jego gnicie, a to znacznie gorsza faza. Ta drobna, acz istotna dystynkcja sprowadza się w gruncie rzeczy do odpowiedzi na pytanie czy obecna rosyjska władza jest w stanie znaleźć polityczne rozwiązanie obecnych problemów. Otóż jej zdaniem nie, co nie oznacza, że jej kres jest bliski. Choć nagłego zawalenia się władzy nie można wykluczyć, zdaniem rosyjskiej socjolog taka „faza gnicia” może trwać nawet dziesięciolecia. Istotne, dla opisu obecnej sytuacji, są jej zdaniem trzy zjawiska. Po pierwsze rządzące obecnie Rosją elity mają świadomość ryzyka jakie wiąże się z umownie nazwanym powtórzeniem „scenariusza Gorbaczowa”, tzn. odrzucają wariant pewnego poluzowania w obszarze wolności i swobód obywatelskich, bo to, ich zdaniem, prowadzi do destabilizacji całego systemu. W związku z tym, i to jest drugi argument, jaki formułuje, agresywne podejście ze strony sił porządkowych do moskiewskich demonstracji, które w krótkiej perspektywie może być uznane za błąd, bo miast uspokajać, raczej zwiększa skłonność do protestów, w dłuższej jest zwiastunem trendu przechodzenia od fazy miękkiego autorytaryzmu do twardego systemu, z większą liczbą zakazów, ograniczeń i represji. I wreszcie, po trzecie, polityczna przyszłość Rosji zależy też od tego na ile opozycja będzie w stanie przejąć inicjatywę, narzucić swą narracje całemu krajowi i w tym sensie zdyskontować wybuchające na prowincji protesty. Bo jej zdaniem, ale teza ta pojawia się w opiniach wielu wypowiadających się ostatnio rosyjskich socjologów i politologów, to, że ludzie protestują przeciw wysypisku śmieci w guberni archangielskiej (Szies), podniesieniu opłat komunalnych w Nowosybirsku, regulacji granicy w Inguszetii, likwidacji parku w centrum i budowie w tym miejscu cerkwi, to jeszcze nie znaczy, że mamy do czynienia z ogarniającą cały kraj falą protestów. Rozproszone ogniska same z siebie nie stają się falą, która ma swoje kierownictwo i ponadregionalne cele.

    Można co prawda zauważyć pewne oznaki przechodzenia od fazy w której społeczeństwo mogłoby być określane mianem masy pozbawionej tożsamości i oblicza do pojawiających się pierwszych ośrodków samoświadomości, ale to faza wstępna, a kierunek ewolucji dość niejasny. Od strategii opozycji wiele będzie, zdaniem Szewcowej, w najbliższej przyszłości zależeć.

    Jeśli idzie o ruch związany z Nawalnym, to ma on zamiar, o czym właśnie ogłosił, kontynuować ideę „rozumnego głosowania” w 30 regionach Rosji, w których 8 września odbędą się wybory. Leonid Wołkow z Fundacji Walki z Korupcją poinformował, że ruch uruchamia specjalną stronę internetową na której mogą się rejestrować wszyscy mieszkańcy Rosji, chcący wziąć udział w tym przedsięwzięciu. Na czym ma ono polegać? W największym skrócie rzecz ujmując na tym, że na kilka dni przed wyborami, każdy otrzyma instrukcję na kogo głosować, nie ważne czy mieszka w Petersburgu, czy w Chabarowsku, czy w jego regionie wybierać będą gubernatora czy przedstawicieli lokalnej Dumy. Zasada ma być jedna – głosujemy na tych kandydatów, którzy mają szansę wygrać z przedstawicielami Jednej Rosji, niezależnie od tego czy będą to komuniści czy eserzy, czy wreszcie nie związani z władzą samodzielni kandydaci. Dodatkowo Fundacja Walki z Korupcją ma zamiar skierować do wszystkich 3298 komisji wyborczych w Moskwie swoich obserwatorów, którzy będą śledzić prawidłowość głosowania. Anonimowo indagowani przez rosyjskie media o stosunek do tej akcji przedstawiciele administracji rosyjskiego prezydenta mówią, że jedyne co Nawalny jest w stanie osiągnąć to odebranie kilku punktów przedstawicielom Jednej Rosji, a układu sił w lokalnych dumach nie zmieni. Propozycja ta spotkała się też z ostrą krytyką byłej konkurentki Putina w wyborach prezydenckich Kseni Sobczak, która powiedziała, że w gruncie rzeczy akcja ta jest na rękę władzom. Przede wszystkim z tego powodu, że w ten sposób Nawalny doprowadzi do zwiększenia frekwencji wyborczej i legitymizacji głosowania, które w wielu miastach, a szczególnie w Moskwie i Petersburgu, należy unieważnić w związku z nadużyciami na masową skalę, jakie miały miejsce w czasie rejestracji kandydatów. Warto zwrócić uwagę na fakt, że postawieniem takiego właśnie żądania (jednego z kilku) zakończył się ostatni 60-tysięczny wiec na moskiewskim Prospekcie Sacharowa. W gruncie rzeczy, to co powiedziała Sobczak jest częścią wcale nie tak znowu niepopularnej w środowisku rosyjskich opozycjonistów (Sobczak można byłoby co najwyżej zaliczyć do opozycji glamour) narracji w myśl której Nawalny pracuje w istocie dla Kremla i jest kimś w rodzaju Azefa (jeden z liderów partii eserów będący agentem Ochrany), a jego raporty na temat skorumpowanych urzędników są przejawem walki kremlowskich klanów. Gwoli sprawiedliwości trzeba napisać, że wielu ludzi sympatyzujących z rosyjską opozycją, np. przywoływana przeze mnie na początku Lilla Szewcowa, zdecydowanie odrzuca tego rodzaju narrację, uważając, że ruch Nawalnego i on sam uznawani są przez obóz władzy za radykałów z którymi żadnego kompromisu być nie może. Już wiosną tego roku, przy okazji przygotowań do wyborów w Petersburgu pojawiły się oskarżenia, że ludzie Nawalnego finansowani są przez Jewgenija Prigożina „kucharza Kremla” i patrona prywatnej armii jaką jest Grupa Wagnera. Niezależnie od tego czy mamy do czynienia z prawdziwymi informacjami, czy wręcz przeciwnie, jest to dezinformacyjna robota ludzi władzy pojawienie się tego rodzaju sugestii i przyjęcie ich przez część opozycji pokazuje do jakiego stopnia jest ona podzielona i jak trudno jej będzie wypracować jedną „ogólnorosyjską” strategię działania. Tym bardziej, że władze nie zamierzają jej dopomóc i już pracują nad strategią wciągnięcia do współpracy niektórych przedstawicieli opozycji, których uznaje za umiarkowanych i którzy reprezentują siły polityczne bez szans na szersze poparcie. Takim przykładem, z ostatnich dni, jest zarejestrowanie kandydatury Sergieja Mitrochina, reprezentanta Jabłoka, w wyborach do moskiewskiej Dumy.

Wykop Skomentuj55
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka