Gra mi teraz w duszy melodia piosnki „Że mnie ktoś pokochał dziś”. No, dużo na wyrost, ale właśnie odkryłem, że 4-krotnie napisał do mnie (dokładnie odpisał mi) sam sir Ryszard Henry Francis EUroposeł Czarnecki. Zwarzywszy, że do tamtej pory liczba komentów jego była mniejsza od setki, stanowiłoby to 5% całości!
Poczułem się prawie jak Milan Dżilas (prawa ręka Broz-Tity, jugosłowiańskiego komunistycznego przywódcy) na audiencji u Wodza Światowego Proletariatu w 1944 roku – wrażenie opisane w jego wspomnieniach i cytowane u Bullocka i Davisa. Ba! jak Kordian u Papy Rzymskiego! Zresztą z tamtego spotkania ( w 1944, nie w 1844 !), Dżilas wyniósł niezapomnianą odpowiedź humanisty Stalina na pretensje, że wyzwalający krasnoarmiejcy masowo gwałcą każdą napotkaną kobietą:
-„Radziecki żołnierz, wyzwalając Europę spod faszystowskiego jażma, miesiącami i latami oderwany wojną od domu i swojej kobiety, ma prawo do jakieś rozrywki damsko-męskiej, więc nie zawracajcie mi to głowy mielocziami”
Odpowiedź ta dziś wywołałaby wielką wrzawę, nie, nie wśród feministek, bo o takim silnym i stanowczym człowieku Szczuki i Gretkowskie skrycie marzą nocami i nie tylko,
ale homosie i inne biedronki krzyknęły by:
-„Towarzyszu Słonce Ludzkości (czy jak tam przyszła noblistka spod Wawelu o Nim pisała , gdy większość porządnych ludzi siedziała w więzieniach lub piwnicach ), w szeregach Wyzwolicielskiej Niezwyciężonej Armii Radzieckiej jest wielu wiernych Komunizmowi gejów [rus. =piedikow], komsomolców, kandydatów i członków Partii. Oni by też chcieli potrachać na cześć i chwałę Waszą. Wielu kręci Wasz orli nos i sumiasty wąs.”
Ale nieźle zszedłem z tematu, „wracajmy do naszych baranów”, jak mawiał Wielki Kombinator Bender. Nie ten faszysta z PZPR, lecz Osip z „12 krzeseł” Ilji i Pietrowa.
Ryszard Czarnecki mimo, że członek (znowu Freud !) – założyciel Zjednoczenia Chrześcijansko Narodowego budzi we mnie ambiwalentne uczucia. Nie zawsze (delikatnie pisząc) zgadzam się z jego posunięciami, co do poglądów trudno powiedzieć, bo grecka Pytia miała wyrazistsze, ale nie mogę mu odmówić zapierającej dech w piersiach wytrwałości, przebiegłości, dystansu do siebie. Par exelence człowiek sukcesu. Nie taki jak Kościuszko, co dobrze chciał, ale nic mu nie wychodziło, albo Mikołajczyk co ubzdurał sobie, że wykiwa Największego Chytrusa XX wieku, wyżej wspomnianego – chyba z jego casus ukuło się powiedzonko, „kupi go i sprzeda, a ten nawet nie zauważy tego”. No i nawet sekretarkę musiał Stalinu ostawić. Jego decyzja (Rysia oczywista, bo Józef i Stasio daleko dalej od Solowek) startowania do PE z „Samoobrony” wywołała oczywiście śmiech i błoto maluczkich i obrzydliwków, ale mi przypominała genialne zagrywki Dziadka (,który wprowadzał swoich ludzi do różnych partii, aby mieć nad nimi pewną sterowność).
-„Panowie szlachetni –mawiał szyderczo swym pięknym wileńskim zaśpiewem – nie chcą w gówno włazić? Nawet dla Polski, rodzicielki i Matki?!!!!!”
I tak groźnie marszczył kraczaste brwi, że najmężniejsi drżali, jak nie przymierzając Spawacz w 1983 r. przed Wojtyłą.
( Potem wprawdzie Urban podał, że spotkało się dwóch wielkich Polaków, co moja Nauczycielka historii p. Bogumiła Stępniak skomentowała:
-„Przykleiło się gówno do statku i mówi – płyniemy!”).
Znowu powrót do XXI wieku: Czarnecki startując z Samogwałtu odchamił troszkę wizerunek tej agentury, ale tylko nieznacznie, a zajął i tak pewne w 2004 r. Samoobronie miejsce jakiegoś erotomana (francuz tylko bez gumki – Golik) lub innego barachła. Od razu kombinował jak przeskoczyć do lepszego towarzystwa, będąc rozsadnikiem tego „gorszego SLD”. Niewątpliwie przyczynił się do skonsumowania przystawek, niezłej zagrywki epigona Marszałka. I chwała mu za to i wdzięczność Ojczyzny wolnej od leperów [ esp. = łobuzów] i Filipków. Mnie tylko jest żal wrobionego i porzuconego jak zużyty kondon Łyżwy. Tylko wierna Wanda przy nim stoi, takie są polskie dziewczyny! Rację miał Rosiewicz w 1978 roku.
Cenzor jebaka ciężarnych sekretarek dawno na wolności (Małkowski b.prezydent Olsztyna, archiwalny text o Niego –tzn. o jego areszt, choćby tymczasowy, okazał się miał moc sprawczą równie skuteczną jak zaproszenie do Muzeum Powstania Warszawskiego pewnych wyjątkowych gości stolicy ;) - w prawym akapicie bloga,
a mój ulubieniec – twarz (a raczej morda) -symbol wizerunku Samoobrony – dalej kibluje, choć z ciężarnymi się nie zabawiał!
Panie EUropośle, nie żal Panu, nomen omen, Pańskiego byłego kolegi ?
Czy Poparłby Pan mój protestblog „Uwolnić Łyżwę! Choćby z aresztu tymczasowego. My tu na s24 mamy zdolnych, młodych prawników, prawdziwe Młode Wilki juristycznego rewiru, dla takiej sprawy POMOŻEMY! I zaoszczędzimy Państwu Polskiemu milionowego odkszkodowania, które niechybnie będzie musiało zapłacić, gdy przetrzymywany ponad 2 lata bez twardych dowodów rzeczowych poskarży się Trybunałowi w Strasbourgu.
Żona Wanda i żniwa czekają” ? Ma Pan cojones!
„I believe In You”!
(Tak kończy się moja ulubiona LP The Mission – „The most of all, I believe In You” - piękny angielski gotic-rock)
“Miło było Pana poznać” tak napisałby pewien zarozumiały licealista, ulubieniec salonowego Czejena, Ja wyrażę tylko nadzieję, że los pozwoli nam pobiesiadować kiedyśkolwiek w przyszłości, oby niedalekiej!
Paldies.
Komentarze
Pokaż komentarze (8)