Areszt Tymczasowy jak sama nazwa wskazuje powinien być stosowany na krótki okres czasu dla uzupełnienia, przygotowania materiału dowodowego i zapobieżenia ewentualnym próbom matactwa ze strony oskarżanego. Normą jest 3-miesięczny termin, w przypadkach szczególnych powtarzany raz jeszcze. Przedłużanie tego procederu jest jedną z wielu patologii polskiego wymiaru sprawiedliwości. Prześladowaną słusznie przez Trybunał w Strasburgu, który nakłada na nasze państwo wielotysięczne kary tytułem odszkodowania za niesłuszne pozbawianie wolności obywateli.
23 sierpnia miną pełne 2 lata jak Sejm RP przegłosował uchylenie immunitetu poselskiego Stanisławowi Łyżwińskiemu, wydając zgodę na jego tymczasowe aresztowanie, co nastąpiło niebawem po pamiętnych perypetiach z windą w gdańskim szpitalu wojewódzkim. „Tymczasowe” zamieniło się na razie w dwuletnie, a zapewne pani prokurator nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa!
Jest to co najmniej dziwne, zważywszy, że do opinii publicznej nie dotarły wiadomości o nowych istotnych dowodach w tzw. sprawie Anety Krawczyk, byłej członkini Rady Nadzorczej Oczyszczalni Ścieków w Tomaszowie Mazowieckim na pewno, a według jej zeznań również „dobrowolnej sexualnej niewolnicy” wierchuszki Samoobrony w tym oskarżonego Stanisława i samego Andrzeja L.
Zeznań tej "specjalistki od ekologii" nie traktowałbym poważnie, pamiętając o gorączkowych poszukiwaniach ojca jej najmłodszej córeczki, o którego ojcostwo oskarżała ona kolejno kilkunastu członków kierownictwa swojej partii, co świadczy o tym, że albo prowadziła niezwykle bujne życie płciowe, przebijając na tym polu nawet zniesławianą za rubieżami Rossiji Katarzynę II, w swojej ojczyźnie wspominaną zawsze z przydomkiem Wielka (jak żaden inny władca Rosji za wyjątkiem reformatora i twórcy nowoczesnego państwa - Piotra I Wielkiego Romanowa).
Pamiętam, jak jesienią 2 lata temu opowiadała, że gdy po porażce jej partii w wyborach samorządowych straciła synekury w Oczyszczalni Ścieków i paru innych lokalnych instytucjach, zwróciła się do swego byłego kochanka o pomoc, on zaoferował jej „jedynie pół etatu i dopiero w nowym roku”. A tu bieda, brak wykształcenia i ochoty do normalnej, skromnej pracy skłoniły ją do zainteresowania swoją osoba mediów. Na ich potrzeby koloryzowała i tak pikantne sexualne excesy partii nazywanej nie bez przyczyny „Samogwałt”. W myśl zasady „każdy sposób dobry, o ile będzie skuteczny” i wiedząc, że samotna kobieta z dziećmi na rękach zdobędzie pełną sympatię opinii publicznej. Zwłaszcza, że na schwarzcharakter wyznaczono nawet jak na to zbiorowisko politycznej hołoty wyjątkowo odrażającą wizerunkowo postać (fizjonomia, sposób bycia i zasadne zarzuty prokuratorskie o zabór mienia). Pod biedną, porzuconą pannę Anetę podczepiło się natychmiast sporo osób liczących na zrobienie szybkiej kariery: politycy, dziennikarze, pani mecenas o krótkim nazwisku i długim balejażu.
Jasne jest dla mnie, że Aneta K. wstąpiła i udzielała się w swej partii dla osiągnięcia lepszego statusu materialnego i otrzymywała go, zresztą niezgodnie ze swymi kompetencjami i wykształceniem ( Rady Nadzorcze m.in. Spółdzielni Mieszkaniowych i Zakładów Oczyszczania Miasta ). Był jej to sposób na życie, stąd wielkie rozżalenie, gdy się on skończył. I zemsta kobiety porzuconej.
2-letnie trzymanie pod kluczem Łyżwińskiego kontrastuje jaskrawo z dosyć łagodnym traktowaniem „potwora z Olsztyna” byłego prezydenta Czesława Jerzego Małkowskiego pracownika PRL-owskiej cenzury (młodszym przypomnę, że był to urząd zajmujący się niedopuszczaniem do obiegu treści niezgodnych z ideologią komunistyczną lub według zmieniających się wytycznych KOM -partii zwanej dla niepoznaki PZPR). Potwór nie tylko z wyglądu, ale i całości życiorysu, członek Kompartii od młodych lat, nauczyciel historii (CO ON MÓGŁ MŁODZIEŻ NAUCZYĆ? :„Socjalizm największym dobrem jaki mógł spotkać ludzkość”, „Faszyzujące, zbrodnicze i nieliczne AK”, „Patrioci z UB i KBW jak gen.Świerczewski, który się kulom w Hiszpanii, na Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej i podczas antypartyzanckich zaczistek nie kłaniał” itd.), zaufany Aleksandra Kwaśniewskiego, czuł się „na swoim folwarku” bezkarnie, bez skrupułów wiele lat wykorzystywał sexualnie swoje podwładne (w razie odmowy traciły prace), bezkarnie potrącił na pasach dziecko, które trafiło do szpitala – sprawę umorzono! Dość dobrze udokumentowano mu gwałt na kobiecie w 9-miesiącu ciąży. W porównaniu do prawdopodobnych przewinień Łyżwy, są zdecydowanie bardziej karygodne, mimo to były cenzor po półrocznym areszcie na wolności oczekuje procesu. I być może mija swoje ofiary na spacerze w niedużym olsztyńskim parku… Koszmar molestowanych ofiar powraca, ale to Łyżwiński, nie Małkowski, jest izolowany. Od 2 lat na inwalidzkim wózku.
Najgorsze w tej sprawie jest to, że ten były TW SB za swój 2-letni wikt i opierunek na nasz koszt dostanie pokaźne odszkodowanie od Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Tzn. do Trybunału otrzyma, a tysiące euro wypłaci mu w ekwiwalencie w złotówkach Skarb Państwa. Czyli każdy z nas.
W tej sprawie zabierałem juz głos, pragnąc zainteresować salon24.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)