Wielu przede mną publicznie zastanawiało się kim jest Janusz Palikot, czy tylko robi z siebie błazna czy naprawdę jest idiotą ?
Dziś przy oglądaniu jedynkowych „Wiadomości” w poimprezowym zmęczeniu, olśniło mnie! Palikot jest Urbanem Trzeciej Rzeczpospolitej.
Do polotu, inteligencji i talentu szyderstwa pierwowzoru mu oczywiście daleko, ale wyczuwam paralelę z jaką podczas pierwszej kadencji prezydenckiej redaktor naczelny tygodnika „NIE” obrzucał był błotem Wałęsę za prawdziwe (a było ich, trzeba przyznać, wiele) i rzekome przewiny, z trwającą od oszałamiającego „salon warszawsko-gdański” zwycięstwa Lecha Kaczyńskiego jesienią 2005 roku kampanią opluwania, ba oblewania żygowinami obecnego prezydenta. I on jak pierwszy obiekt ataku, popełniał liczne błędy, szczególnie w sztuce pijarowskiej oraz polityce personalnej, chociaż do ogromu „faux pas” pierwszego prezydenta przecież mu bardzo daleko.
Jednak obrzydliwy atak gorszego Urbana trwa i chyba podoba się ukrycie przeciwnikom Małego Kaczora (nazewnictwo za red. Mazurek & Zalewski ze „Wprost”) i jego politycznym konkurentom z przebierającym do Pałacu Namiestnikowskiego Donkiem na czele. Ciekawe czy w końcu nie „przegną” i kwestia smaku zadecyduje u większości społeczeństwa, że ten obsceniczny show w odcinkach zacznie przynosić efekty odwrotne do zamierzonych przez jego pomysłodawców / wykonawców. Krytykowałem kilkakrotnie, także na salonie 24, potknięcia i styl ludzi obozu prezydenckiego, jednak niekończące się obelgi dewianta z Lublina zaczynają mnie irytować i napełniają wzrostem determinacji, aby głosować na Kaczora za wszelką cenę i mimo jego pewnych niedostatków. Bo kto o dobrym smaku chciałby być w jednym obozie z Palikotem ? Wkurzyły mnie bardzo ostatnie oskarżenia o rzekomy alkoholizm prezydenta. Czy Palikot ma spóźniony refleks ? Był taki prezydent, za przeproszeniem, Polski, który wchodził do samochodowego bagażnika, owijał się narodową flagą, o Charkowie pisać spokojnie nie mogę... Jakoś wtedy nie dbał Palikot o stan psychoalkOLOwego zdrowia prezydenta RP , a miał na to 10 lat. Gdyby nie gwałtowne rozwinięcie się „wirusa filipińskiego” w 2007 roku alkoholizm „prawdomównego magistra” z ZSMP pozostałby on w sferze niepotwierdzonych plotek. Tak jak pewne dewiacje sexualne, które bystry sexuolog dostrzegł u posła Palikota.
Również nie wykluczałbym u niego uzależnień , w myśl zasady „przyganiał kocioł garnkowi”. Mój sąsiad określał innego mianem „dilera”, a to właśnie jego wyprowadzono o 6-ej rano w kajdankach na rękach. Pomawiany do dziś cieszy się wolnością...


Komentarze
Pokaż komentarze (38)