293 obserwujących
1353 notki
4272k odsłony
  1191   2

Wyłudzacze na zbiórkach. To przez nich rośnie nieufność do akcji charytatywnych

Ani seicento, ani kasy

Zatroskany o losy polskiej demokracji cwaniaczek, żerujący na naiwności polityków i wyborców, to niejedyny przykład skutecznego osłabiania społecznego wizerunku zbiórek na cele charytatywne. Dość wspomnieć o Michale S. – mężczyzna kilka lat temu zbierał pieniądze, posługując się wizerunkiem chorego Antosia. Rozgłaszał, że potrzebuje ogromnych środków na walkę z siatkówczakiem u dziecka, „bojącego się ciemności”. Do niezwykle popularnej akcji dołączyło ponad 5,5 tys. osób, a 100 tys. zł wpłacili na aukcji Robert i Anna Lewandowscy. Dzięki nagłośnieniu zbiórki złodziej oszukał „pomagaczy” na kwotę ponad pół mln zł. W ekspresowym procesie, trwającym zaledwie trzy miesiące, 24-letni wówczas kłamca został skazany na 6 lat więzienia.

Z kolei organizator zbiórki na nowe Seicento dla uczestnika wypadku z kolumną aut przewożących Beatę Szydło w Oświęcimiu zebrał aż 150 tys. zł. Pieniądze jednak przepadły, bo Rafał B. wydał je na cele prywatne. Podejrzewany o doprowadzenie do kolizji nie zobaczył więc ani kasy, ani samochodu, wartego 100 razy mniej niż wpłacono.

Nie trzeba dodawać, iż na rzecz Sebastiana Kościelnika zrzucali się wyborcy opozycji wyłącznie w akcji sprzeciwu wobec polityki rządu byłej premier. Rafał B. pokazał im jednak figę z makiem. „Organizator zbiórki pieniądze rozdysponował wraz z żoną na własne cele. Prokuratura podkreślała, że działanie to z punktu widzenia moralnego ocenia zdecydowanie negatywnie, ale nie jest to przestępstwo” –oświadczyła prokuratura.

Lewica też goli frajerów

Ze zbiórek żyją też lewicowi aktywiści. Hanna Zagulska, młoda sympatyczka Lewicy, prosiła o pieniądze na komputer. Z jej internetowej twórczości wynika, że młodym ludziom ciężko znaleźć w Polsce dobrze płatną pracę. Może i jest to w jakiejś części prawda, bo na dostatnie życie i gadżety Apple’a trzeba zarobić ciężką harówką i wykorzystaniem talentu. Zagulska uzbierała na sprzęt, tłumaczyła też, że za resztę opłaci ratę kredytu na mieszkanie. Jednak przyznała przy okazji, że miała do dyspozycji całkiem sprawny komputer, a dzięki zbiórce kupiła sobie kolejny. Poza organizowaniem zbiórek Zagulska i jej partner Jaś Kapela (żądający tantiem za udzielanie wywiadów, w których się wygłupia) zajmują się walką o prawa kobiet, tolerancję i przeciwstawiają się „kulturze gwałtu”. Oczywiście nie za darmo.

Bart Staszewski wpadł na pomysł, by ze zbiórek pokryć wszystkie procesy z gminami o wprowadzające w błąd oznaczenia miejscowości „Strefa wolna od LGBT”. Jak to bywa z lewicową wrażliwością, jeszcze się tym wszem i wobec pochwalił, zamiast pójść do uczciwej pracy i zarobić. Pojęcie odwagi cywilnej Staszewskiemu jest zwyczajnie obce.

O czym świadczą wszystkie te tak drastycznie różne przykłady? Niestety, łatwo zdezawuować coś naprawdę społecznie potrzebnego, takiego jak zbiórki. Wśród nas żyje wiele chorych dzieci, kombatantów, samotnych matek, wielodzietnych rodzin na granicy ubóstwa. To im powinniśmy okazywać wsparcie. Krętacze, niejednokrotnie o politycznych ambicjach, sprawiają, że coraz trudniej jest ufać w prawdziwość celi zbiórek charytatywnych.

Z kolei działacze lewicowi robią wszystko, by odwrócić uwagę właśnie od tych, których interesy powinni reprezentować. Jasne, każdy niech wpłaca, na co sobie życzy. Czy jednak większa korzyść z punktu widzenia ogółu płynie z wpłaty na operację ciężko chorego dziecka, czy na nowy laptop dla Zagulskiej albo prawnika dla Staszewskiego? Dlaczego wciąż tak wielu daje się nabierać? 

Tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej"

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo