283 obserwujących
1320 notek
4140k odsłon
6139 odsłon

I kto tu się uwłaszczył, czyli "Wyborcza", Agora i casus Morawieckiego

Wykop Skomentuj190

Kolejne sensacje "Gazety Wyborczej", tylko przypadkowo związane z finiszem kampanii wyborczej, mogą paradoksalnie wniosą więcej świeżego powietrza do polityki. Nie ma jednak wątpliwości, że środowisko autora tekstu o działce małżeństwa Morawieckich jako ostatnie ma moralne prawo do wytykania komuś "uwłaszczenia".

Dla porządku zacznijmy najpierw od encyklopedycznego wyjaśnienia terminu "uwłaszczenie". Wszak Jacek Harłukowicz i redakcja "Gazety Wyborczej" postawili taką oto tezę, że w zasadzie Mateusz Morawiecki dostał coś za bezcen, uwłaszczył się, a w dodatku czytelnik, spoglądający tylko na okładki (a tacy są i to niemała grupa), uzna, że chodzi o ostatni czas w karierze premiera. 

W wielkim skrócie. "Uwłaszczenie – przekazanie osobie prawnej bądź fizycznej prawa własności do mienia skarbu państwa, komunalnego lub spółdzielczego. Jest ono nieodpłatne lub częściowo płatne (w przeciwieństwie do prywatyzacji)". Działka na wrocławskim Oporowie o powierzchni 15 ha należała do Kościoła. Kościół uzyskał do niej prawa z tytułu ustawy o stosunkach z państwem z maja 1989 r. Komisja Majątkowa na ogół przyznawała kuriom ziemie, nie bez kontrowersji, zagrabione przez komunistów. To ta instytucja przyznała wrocławskiemu Kościołowi grunty w Oporowie pod koniec lat 90. Jakoś nigdy nie słyszałem, by Platforma Obywatelska rozprawiła się z orzeczeniami komisji. Mateusz Morawiecki w 2002 roku był poza polityką, zasiadał w zarządzie BZW BK. 700 tys. złotych jak za 15 ha to i na ówczesne czasy brzmi zachęcająco. W każdym razie - nie ma mowy o uwłaszczeniu. Nabywca zakupił grunt od prawowitego właściciela. Nie uzyskał ziemi za darmo lub "częściowo płatnie". Kościół wrocławski nie rościł też żadnych pretensji.

Oczywiście, warto zadać pytanie, czy Morawiecki nabył grunt w Oporowie po znajomości z kardynałem Henrykiem Gulbinowiczem. Natomiast nawet, jeśli tak, to nie ma tutaj mowy o "uwłaszczeniu". Odnoszę wrażenie, że "Gazecie Wyborczej" przeszkadzają dwie rzeczy:

1. Morawiecki mógł się na działce - dziś o kilkukrotnie większej wartości - dorobić, zamiast stracić. W dodatku zakupił ją za własne, uczciwie zarobione pieniądze. Jeśli jest inaczej - trzeba pokazać jakikolwiek dowód.

2. Na gruncie nie doszło do drogowych inwestycji, bo wtedy byłby niezbity dowód na to, że Morawiecki wiedział, co robi, dokonując transakcji i pełniąc funkcję radnego dolnośląskiego z ramienia AWS.

Harłukowicz twierdzi, że były bankowiec jeszcze przed zakupem działki w Oporowie doskonale wiedział, iż radni planują stworzyć plan zagospodarowania przestrzennego wokół terenu. W 2003 roku zapadła decyzja, że na inwestycji Morawieckich powstanie droga szybkiego ruchu. Do dzisiaj jakoś nie powstała i Morawiecki milionów nie zarobił. Ale mi to uwłaszczenie i perfekcyjnie poprowadzona nieczysta działalność. Stwierdzenie zaś, że wartość nieruchomości ziemskiej po niemal dwóch dekadach wzrosła do mitycznych 70 mln złotych, zakrawa o abstrakcję. Drogi panie Harłukowicz, kupując mieszkanie w centrum Krakowa dwie dekady temu, dziś można się nieźle obłowić na wynajmie lub sprzedaży.

Oczywiście, dla prawicowych wyborców, działalność Morawieckiego sprzed ery politycznej, choć przecież zgodna z prawem, może rodzić wątpliwości. Premier, odkąd związał się z obozem Jarosława Kaczyńskiego, dystansuje się od elit III RP. Sam był jej częścią jeszcze do 2012 roku. Przy tym - co nawet potwierdza nieprzychylna Morawieckiemu książka byłego rzecznika BZ WBK - promował historię, ważnych bohaterów i Dolny Śląsk. Jego bank łożył ogromne środki na pokazy filmowe, książki, upamiętnienie Żołnierzy Wyklętych, "Czarny Czwartek" Antoniego Krauze.

Nieprzypadkowo Donald Tusk złożył mu propozycję zasiadania w Radzie Gospodarczej przy premierze. Trudno sobie wyobrazić, by szef rządu nie prześwietlał majątku swoich doradców. Tu mała dygresja - nie zwalam winy na Tuska, zwyczajnie przypominam dalszy ciąg politycznych losów bohatera tekstu "Wyborczej". Premier ma instrumenty, by wybadać pochodzenie majątku swoich współpracowników. Albo tego nie zrobił albo uznał, że przekazanie części majątku żonie przez Morawieckiego nie stanowi problemu.

Morawiecki odbiegał wizerunkiem i charakterem od znanych mocarzy na scenie biznesowej. Jednak nie stronił od towarzystwa rekinów w świecie finansów, był utożsamiany z liberalnymi poglądami. Jako szef rządu, Morawiecki przyjął pozę socjalistycznego państwowca, który akceptuje lokomotywy wyborcze w postaci "piątek". Potrzebnych z punktu widzenia zaniedbania najbiedniejszych warstw po 1989 r., ale jednocześnie wielce ryzykownych w przyszłości.

Grunt Morawieckiego, Śląsk Wrocław Schetyny

Nie mam wątpliwości, że dziennikarskie śledztwo "Wyborczej", poprowadzono tak, aby szturchnąć Morawieckiego na ostatniej prostej. By musiał się tłumaczyć, by nie zdążył odpowiedzieć politycznej konkurencji. W tym Grzegorzowi Schetynie.

Wykop Skomentuj190
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka