284 obserwujących
1323 notki
4148k odsłon
1917 odsłon

Balast Andrzeja Dudy. Oczekiwania opozycji a rzeczywistość

Wykop Skomentuj44

Opozycja gorączkowo poszukuje kandydata na prezydenta. Trudno się dziwić, ponieważ ewentualne zwycięstwo nad Andrzejem Dudą wywróciłoby system władzy w Polsce przynajmniej na pięć lat. I chociaż nic na to nie wskazuje, by PO zwyciężyła w wyborach prezydenckich, to jednak obóz Zjednoczonej Prawicy nie może mieć takiej pewności siebie, jak niegdyś Bronisław Komorowski i jego otoczenie.

Niemal pewne jest, że opozycja nie wystawi jednego, wspólnego kandydata w wyborach prezydenckich w 2020 r. Dzięki temu wzrastają szanse prezydenta Andrzeja Dudy na uzyskanie reelekcji już w I turze. Wystarczy bowiem, że oprócz jednego silnego polityka wystartuje drugi i kilku pomniejszych, którzy poprzez swój udział odbiorą trochę punktów Platformie Obywatelskiej. Z perspektywy interesów antypisowskich formacji pożądane jest wysunięcie kilku kandydatów, a w wypadku dogrywki wystawienie najsilniejszego i nawoływanie do oddania głosu właśnie na kontrkandydata Andrzeja Dudy. Piszę o głowie państwa jako o pewnej karcie w talii PiS, ponieważ nic nie wskazuje na rezygnację z walki o reelekcję z jego strony ani na wystawienie innego polityka do wyborczej walki. – Jeśli tylko Andrzej Duda ogłosi chęć startowania w wyborach, to z całą pewnością Zjednoczona Prawica go poprze – zapewniał mnie w niedawnym wywiadzie dla „Gazety Polskiej” przewodniczący Komitetu Wykonawczego PiS Krzysztof Sobolewski. 

Pewny Andrzej Duda

Wbrew pozorom relacje prezydenta Dudy z PiS nie były usłane różami. Moment krytyczny w mariażu prezydencko-rządowym nastąpił latem 2017 r., gdy dość niespodziewanie doszło do zawetowania ustaw sądowych. Wielu polityków Zjednoczonej Prawicy nie potrafiło zrozumieć motywów Andrzeja Dudy, tym bardziej w obliczu demonstracji KOD i sędziów oraz ogromnej krytyki, jaka przetoczyła się w Unii w związku z planowanymi zmianami w sądach. Gdzieś w kuluarach pojawiały się nawet komentarze, że trzeba będzie szukać innego polityka w przyszłej rozgrywce.

Nic z tych rzeczy, prezydent w pełni porozumiał się niedługo po kryzysie z Jarosławem Kaczyńskim, utrzymuje też całkiem dobre relacje z premierem Mateuszem Morawieckim. Z części zapisów ustaw sądowych PiS musiało się wycofać i to nie z powodu weta prezydenta, a z powodu wyroku TSUE. Formacja rządząca zgodziła się na powrót sędziów wysłanych w stan spoczynku do Sądu Najwyższego. Ustąpiła też w sprawie prezesury Małgorzaty Gersdorf, która notabene zaraz kończy kadencję, a obóz władzy musi znaleźć jej następcę.

Andrzej Duda cieszy się od 2015 r. największą popularnością wśród polityków, przewodzi w rankingach zaufania, a co najważniejsze, może się pochwalić najmniejszym elektoratem negatywnym pośród liczących się polskich polityków.

Elektorat negatywny

Rozgrywkę prezydencką wygra bowiem nie tyle kandydat, który utrzyma poparcie własnego elektoratu i przyciągnie kawałek innego, ile polityk z najmniejszą liczbą ocen negatywnych. Wie o tym doskonale Donald Tusk i dlatego zrezygnował ze startu w przyszłorocznych wyborach. Były premier podobno z własnej kieszeni pokrył koszty sondażu, z którego wynikało niezbicie, że ma dość duży elektorat negatywny. W badaniu dla opozycyjnego Oko.press na nazwisko Tuska – niezależnie od tego, kto będzie jego rywalem – alergicznie zareagowało aż 44 proc. respondentów. Dla porównania Andrzej Duda uzyskał 37 proc. negatywnych ocen. Dokładne pytanie brzmiało: „Nie wiadomo, kto wystartuje w wyborach prezydenckich w 2020 r. Ale czy nawet nie wiedząc, z kim walczyłby w drugiej turze, dopuszcza Pan/Pani możliwość głosowania na…”. Pomińmy na chwilę tytuł medium, którego redakcja wylewa krokodyle łzy nad niewdzięcznymi wyborcami, niedoceniającymi inteligencji i polotu Tuska. To tak naprawdę najważniejszy sondaż na obecnym etapie prekampanii. Od tego, kogo nie znoszą wyborcy, zależy, kogo opozycja wystawi w wyborach.

Chyba, że Grzegorzowi Schetynie marzy się polityczne samobójstwo i grzanie ław opozycyjnych w kolejnej kadencji - o ile partyjni towarzysze lidera PO po prostu nie pogonią, bo na to - nie ma wątpliwości - zupełnie zasłużył. W sondażu, dotyczącym negatywnych odczuć wobec polityków, na Małgorzatę Kidawę-Błońską na pewno nie chce zagłosować 33 proc. badanych. Natomiast na Władysław Kosiniaka-Kamysza 31 proc. To sporo, biorąc pod uwagę, że byliby tak naprawdę nowymi kandydatami w wyborach prezydenckich, powiewem świeżego powietrza w zjełczałym i wyprutym z pozytywnych emocji środowisku opozycji.

PiS ciąży Dudzie? 

Niektórzy komentarzy, jak Renata Grochal i nie tylko, uważają, że dla Andrzeja Dudy rządy PiS są jakimś niewyobrażalnym balastem. Hola, hola, PiS od 2015 roku wygrywa w cuglach kolejne wybory, może obecnie liczyć na ok. 43 proc. wyborców, ponad 8 mln głosów. Łatwiej będzie Andrzejowi Dudzie dobić do ponad połowy głosujących już w pierwszej turze, niż Kidawie-Błońskiej lub Kosiniakowi-Kamyszowi dostać się do drugiej i ją wygrać. Łatwiej bowiem startować z pułapem, który ma Duda - zakładając racjonalnie prowadzoną kampanię i brak kompromitacji po drodze - niż z potencjałem 28 proc. dla największej partii opozycyjnej. Jasne, wybory prezydenckie mają inny charakter od parlamentarnych, ale nie da się ukryć, że wszyscy kandydaci będą ściśle związani z konkretnymi obozami. Podział jest bardzo prosty: PiS kontra anty-PiS.

Wykop Skomentuj44
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka