
Te nawoływania, żeby z pobudek patriotycznych kupować tylko i wyłącznie polski sprzęt wojskowy, to jest w obecnym kontekście strategia dywersyjna. W zasadzie należałoby brać pod lupę każdego, kto do tego nawołuje, jako podejrzanego o udział w agenturze wpływu rosyjskiego.
Na dzisiaj możemy robić rocznie max. 50 sztuk tej gwiazdy. Jak się HSW napnie, to może podniesie produkcję do 70 szt. rocznie. Żeby zrobić w rozsądnym czasie tyle sztuk, ile potrzeba Polsce - kilkaset haubic - trzeba by rozbudować HSW przynajmniej czterokrotnie, co jest teoretycznie możliwe, ale wymaga góry pieniędzy, których nie ma, oraz dużo czasu, którego też nie ma. W Polsce jest potrzebna na wczoraj gotowa do użytku broń, a nie rozgrzebany plac budowy nowych hal produkcyjnych, w których się będzie tą broń robić za pięć lat.
Przypominam, że siły zbrojne II RP miały zostać gruntownie przezbrojone do 1942 roku, i gdyby starczyło czasu, to wynik meczu mógłby być inny – ale nie starczyło.
HSW będzie dalej produkować tyle Krabów ile tylko dadzą radę, ale trzeba dokupić więcej haubic tam, gdzie mają moce produkcyjne, żeby zrobić dużą ilość na cito, w tym wypadku w Korei Pd.
No i w tym momencie w Przywiślańskim Kraju wyłażą z dziur i szpar wybrzydzacze, zadaniowani na obrzydzenie importu tych kilkuset haubic z Korei.
Polskość Kraba polega na bardzo dobrym polskim systemie kierowania ogniem Topaz. System Topaz można zintegrować z każdą haubicą samobieżną 155 mm. 7 września 2022 roku podpisano kontrakt o wartości 139,5 mln dolarów pomiędzy Hanwha Defence a polską firmą WB Electronics na integrację Topaza w pierwszych 221 haubicach K9A1 zakupionych w Korei
Poza tym, polski Krab to jest trochę ulepszone koreańskie podwozie K9 z brytyjską wieżą AS 90M z brytyjskim działem L131 opracowanym w latach 60-tych XXw., w samej Wielkiej Brytanii już wycofanym z produkcji jako przestarzałe. Lufę polski Krab ma albo brytyjską, albo niemiecką (Rheinmetall), albo francuską (Nexter), albo dopiero od stosunkowo niedawna polską.
Z tym, że w Polsce nie ma ani odpowiedniej metalurgii, ani pieniędzy i czasu, żeby ją szybko postawić, więc półfabrykaty hutnicze do dalszej obróbki w produkcji luf do Kraba w HSW i tak trzeba kupować z importu.
Patriotyczna narracja "precz z obcymi, tylko polskie!" ma na celu uwalenie koncepcji przezbrojenia polskiej artylerii na dużą skalę. Komentatorzy czynni w tej narracji dobrze wiedzą o ograniczonych mocach produkcyjnych w kraju i o konsekwencjach ewentualnego przestawienia się z produkcji broni na rozbudowę zakładów produkcji broni.
Co do jakości, koreańską haubicę K9 Thunder kupiły na razie Australia, Egipt, Estonia, Indie, Finlandia, Norwegia i Turcja. K9 w różnych wersjach stanowi 50% całego światowego parku wszystkich haubic samobieżnych (gąsienicowych i kołowych) wyprodukowanych od 2000 roku. Wszyscy odbiorcy są tak zadowoleni, że korzystają z opcji, żeby kupić więcej, albo kupują licencje na lokalną produkcję.
Każdy z krajów kupujących K9 miał skrupulatny, szczegółowy, często wieloletni program ewaluacji tej haubicy. Wszystkie zdecydowały, że ten sprzęt jak najbardziej sprawdza się w tak różnych warunkach terenowych i klimatycznych jak australijski / egipski / indyjski tropik i fińska Arktyka.
Ale tu rozlega się fanfara i wchodzi pluton szturmowy im. Marka Zuckerberga i emerytowani generałowie LWP, wszyscy na biało, z transparentem "Nie będzie Azja Pluć Nam w Twarz".
Zaczyna się wybrzydzanie oparte na założeniu, że Polacy wszystko wiedzą lepiej, zaś potrzeby polskiej armii są tak unikalne w skali galaktycznej, że wymagają absolutnie unikalnego sprzętu, najlepszego w całym Kosmosie, którego zrobienie musi, ale to musi, zabrać 10-20 lat. A w ogóle to najlepiej przeznaczyć cały polski budżet wojskowy na konstrukcję Gwiazdy Śmierci na orbicie Jowisza albo zakup tablic Mendelejewa, bo wtedy nikt nam nie podskoczy.
To jest czysta dywersja, wariant perfekcyjnie opanowanej przez MON taktyki opóźniającej, polegającej na dodawaniu wymagań dla sprzętu aż do punktu, w którym jego produkcja staje się nieekonomiczna, niemożliwa technicznie, lub przynajmniej opóźniona o lata lub dekady.
Cel strategiczny jest zawsze ten sam – uwalić zaopatrzenie Polski w broń potencjalnie groźną dla Rosji, ponieważ nielzia, nie nużno i nie nada. Każdy z wybrzydzaczy i emerytów powinność swej służby rozumie bez słów.
Dlatego rząd obchodzi MON w przedmiocie nowych zakupów broni, nie mając na razie siły politycznej ani czasu na osuszenie bagna.
PS.
Ostrożnie z rozdmuchiwaniem nadziei na fortunę z eksportu Krabów. Krab ma 1000-konny silnik dieslowski STX MTU Friedrichshafen MT881 Ka-500, produkowany w Korei na licencji niemieckiej. Czy ktoś pochylił się nad warunkami koreańsko-niemieckiej umowy licencyjnej? Żeby się potem nie okazało, że Niemcy mają prawo weta re-eksportu tych silników do krajów trzecich... Kiedy Turcja zawarła w 2000 roku umowę z Koreą na zakup 350 haubic K9 Thunder z dostawą do 2011 roku, Niemcy zawetowały sprzedaż licencyjnych silników MTU do Turcji, państwa członkowskiego NATO. Uchylenie embarga trwało długo, oraz drogo Turków i Koreańczyków kosztowało - Korea musiała w końcu kupić w tym celu niemiecki okręt podwodny za kilkaset mln dol.
Czy ktoś sprawdził, czy Niemcy mają prawo weta dla koreańskich części zamiennych do silników Krabów znajdujących się na uzbrojeniu polskiej armii? Żeby nie wyszło, że Niemcy zawetują części do silników Krabów do czasu wyboru Tuska...
Co z silnikami MTU w 18 Krabach przekazanych i 58 Krabach sprzedanych Ukrainie i częściami zamiennymi do nich?


Komentarze
Pokaż komentarze (19)