Rzeczników ci w Polsce dostatek. Rzecznik Praw Obywatelskich, Rzecznik Praw Dziecka, Rzecznik Praw Konsumenta, Rzecznik Praw Pacjenta i zapewne wielu innych. Piękna fucha, być rzecznikiem. Rzecznik bierze takie sprawy jak sam uważa, postępuje z nimi jak mu fantazja dyktuje, nikt go z niczego nie rozlicza, może bredzić ile zechce.
Ale jak ktoś wyśle dziecko na wakacje na anektowany przez Rosję Krym, który w każdej chwili może się stać strefą działań wojennych, to Rzecznik Praw Dziecka siedzi cicho, zamiast wnosić do prokuratury o odebranie rodzicom praw rodzicielskich i alarmować Straż Graniczną. Dopiero kiedy jakieś dzieci zginą w bombardowaniu, będzie się odbywało darcie szat na temat 'jak można było na to pozwolić'. Ochotnicze wysyłanie dzieci na Krym w charakterze żywej tarczy nikogo nie interesuje, choć powinno.
Rządowa rosyjska agencja TASS informuje, że 15 lipca do międzynarodowego dziecięcego centrum „Artek” przyjechała kolejna grupa dzieci licząca 3,2 tys. osób. Z komunikatu wynika, że ściągane są tam dzieci nie tylko ze wszystkich rosyjskich regionów, ale z ponad 50 krajów. - To młodzież z Niemiec, Szwecji, Hiszpanii, Kanady, Polski, Izraela, Libanu, Syrii, Egiptu, Mongolii, Serbii, Kirgizji, Kazachstanu, Armenii, Uzbekistanu, Tadżykistanu, Abchazji, Białorusi, Francji, Finlandii i innych państw – twierdzi TASS. O potwierdzenie informacji dotyczących obecności obywateli polskich w dziecięcych obozach na okupowanym Krymie „Rzeczpospolita” zwróciła się z zapytaniem do MSZ. W momencie napisania tego tekstu nie mieliśmy jednak odpowiedzi z resortu dyplomacji.
Komentarze
Pokaż komentarze (1)