Obudźcie się!
To się rozwija w kierunku zamachu jakiegoś psychopaty typu Cyba lub Wilmont na życie prezydenta, według wypróbowanego schematu motywacyjnego zamachu na prezydenta Gabriela Narutowicza w 1922 roku.
Google AI: "Gabriel Narutowicz, pierwszy prezydent RP, został zastrzelony 16 grudnia 1922 roku w warszawskiej Zachęcie przez Eligiusza Niewiadomskiego, malarza i krytyka sztuki. Do zdarzenia doszło pięć dni po zaprzysiężeniu głowy państwa, w atmosferze brutalnej nienawiści politycznej podsycanej przez środowiska prawicowe."
"W atmosferze brutalnej nienawiści politycznej' - brzmi znajomo? Antyprezydencki hejt metodycznie podsycany w mediach społecznościowych przez zgadnij kotku kogo, już dawno przekroczył poziom nienawiści wytoczonej przeciwko prezydentowi Narutowiczowi w 1922 roku, choćby ze względu na zasięgi – w 1922 roku internetu nie było.
Policja w końcu przestanie przyjeżdżać, no bo to przecież fałszywe alarmy, a przecież nie można się ciągle niepotrzebnie naprzykrzać, no i uruchamiane środki swoje kosztują. Po czym na scenę historii wejdzie wyhodowany tym celu psychulec z nożem lub bronią palną, przypadkowo artysta, który odniesie sukces, a podczas spóźnionej interwencji sił porządku publicznego zginie, więc nie będzie mógł zeznać kto i jak go hodował.
Pogrzeb będzie wspaniały, przylecą Trump, Merz, Macron, Melloni i Starmer. ZełenskI się spóźni, ale też będzie. Papież wspomni o zmarłym w niedzielnym kazaniu. Przed trumną, wśród innych odznaczeń, będzie niesiony nadany pośmiertnie amerykański Prezydencki Medal Wolności. Premier Tusk wygłosi elegię na temat jak śp. Prezydent potrafił dla dobra Ojczyzny wznieść się ponad doraźne spory polityczne i wyzna, że głęboko w sercu sam był admiratorem tragicznie zmarłego Prezydenta i nosił w portfelu jego fotografię.
Po pogrzebie policja będzie tłumaczyć, że nie sposób było rzucać wszystko i jechać natychmiast, na bombach, do każdego alarmu, bo fałszywych doniesień różnego rodzaju na numery alarmowe jest w mieście kilkadziesiąt dziennie, więc ganianie tam i z powrotem do każdego całkowicie sparaliżowałoby służby. Okaże się, że alarm o zamachu na prezydenta – po licznych precedensach fałszywych alarmów – wydał się sztucznej inteligencji policyjnego systemu informatycznego z wysokim prawdopodobieństwem fałszywy, więc przydzielono mu automatycznie, bez udziału żywej ręki ludzkiej (tak się złożyło, że oficer dyżurny był akurat w toalecie), niski priorytet interwencji, no i przyjazd się niestety opóźnił o 45 minut – ot, błąd softwarowy, zdarza się, winien komputer.
Ale za to, dumnie doda rzecznik rządu, przybyli na miejsce zdarzenia policjanci zastali tam sprawcę, który poczekał na policję. Został zastrzelony, bo groził policjantom bronią. Funkcjonariuszom nie można nic zarzucić, próbowali przedtem obezwładnić sprawcę paralizatorem, ale zbiegiem okoliczności była w nim niesprawna bateria, ukarano magazyniera i technika odpowiedzialnego za sprawność sprzętu.
Minister SWiA, pełen skruchy, poda się do dymisji i zostanie ambasadorem w Chile albo prezydentem Warszawy, zaznaczając wszakże, że nie poczuwa się do osobistej winy za zamach na prezydenta, no bo przecież nie sposób wymagać od nikogo jasnowidzenia.
Obowiązki prezydenta obejmie zgodnie z Konstytucją Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty.
Ustalonym zwyczajem, szef ochrony śp. prezydenta otrzyma awans.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)