...Prokuratura pytała o dowody na poparcie hipotez, że: * to nie była katastrofa lotnicza, ale zamach, * samolot rozpadł się w wybuchach, * skrzydło nie mogło się rozpaść w zderzeniu z brzozą.
(...)
Śledczym udało się przesłuchać najsłynniejszego eksperta Antoniego Macierewicza - prof. Wiesława Biniendę z Uniwersytetu w Akron w USA. Czekali na niego od wiosny zeszłego roku. Profesor nie przekazał śledczym słynnej symulacji, która ma dowodzić, że skrzydło winno wytrzymać zderzenie z brzozą. Mówił, że nie jest dysponentem tych materiałów ani programu komputerowego, jest to własność uniwersytetu (uczelnia twierdzi, że nie wydała na Biniendę ani dolara, pracował prywatnie). Profesor poprosił też prokuratorów o parametry skrzydła tupolewa. To ciekawe, bo bez tych danych nie da się stworzyć symulacji zachowania się skrzydła w zderzeniu z przeszkodą.
http://wyborcza.pl/1,75478,14617664,Jak_eksperci_Macierewicza_skompromitowali_sie_w_prokuraturze.html#MT#ixzz2f96Pt9d7Pardso
Pardon, a w jakim charakterze prokuratura tych profesorów przesłuchała?
Bo o ile ja wiem, to w prokuraturze można zostać przesłuchanym w charakterze świadka, podejrzanego, pokrzywdzonego lub biegłego, i w żadnym innym.
A hipotezy każdy sobie może formułować w każdej sprawie w jakiej zechce, i nie są one ani na kartki, ani nie wymagają zezwolenia z urzędu na używanie wlasnego mózgu. Formułowanie hipotez w dowolnej sprawie nie jest ani prawem zakazane, ani karalne.
Podejrzanymi o spowodowanie katastrofy Tupolewa profesorowie nie są, świadkami też nie, bo w Smoleńsku nie byli, a na biegłych ich Prokuratura nie powołała, bo do tego potrzebna umowa i uzgodnione honorarium. Pokrzywdzeni nie są, bo nie są członkami rodzin ofiar ani właścicielami Tupolewa.
Do pogawędek z prokuraturą na tematy ogólne aż do skutku, to jest aż do czasu, kiedy prokuratura znajdzie sobie w tych pogawędkach coś, co da się podciągnąć pod jakiś paragraf, nikt nie jest prawnie zobowiązany. Każdy musi zostać pouczony przed rozpoczęciem przesłuchania w jakiej sprawie jest przesłuchiwany i w jakim charakterze.
W NKWD kazali zatrzymanemu siadać przy stole i pisać życiorys. Trzy razy, trzynaście albo trzydzieści, albo co trzeci dzień przez kilka miesięcy. Potem porównywali wszystkie kopie ze sobą, i o ile nie były identyczne, to stawiali zarzut wprowadzania organów w błąd. Dzisiejszej polskiej prokuraturze wyraźnie brakuje tego historycznego zaplecza w postaci cel w piwnicy, do których można było każdego wsadzić i trzymać, aż sobie przypomni czym zawinił wobec tzw. świętej sprawy socjalizmu, umożliwiająć śledczym w ten sposób dopasowanie mu właściwego paragrafu.
I jeszcze jedno – nie należy wdawać się w żadne w ogóle pogawędki z jakimkolwiek urzędem, który swoje jadowite uwagi o tych pogawędkach i takie wyrwane z kontekstu cytaty, jakie mu pasują, natychmiast opublikuje w Gazecie Wyborczej, w taki sposób, by ośmieszyć interlokutora. Jeśli to ma być oficjalna rozmowa przeprowadzona w ramach śledztwa, to gdzie jest napisane w kodeksie postępowania karnego albo w ustawie o prokuraturze, że materiały śledztwa podlegają obowiązkowi natychmiastowej publikacji w Gaz Wyb?


Komentarze
Pokaż komentarze (8)