Jako agnostyk, mogę wypowiadać się swobodnie, albowiem nie ciąży na mnie, jak na wiernych Kościoła katolickiego, ani “pięć przykazań kościelnych”, ani obowiązek posłuszeństwa, ani żadna inna pragmatyka służbowa tej instytucji.
Otóż uważam, że w konsekwencji swojej kryształowo jasnej wypowiedzi, którą następnie desperacko usiłowano odkręcić, nazywając ją lapsusem językowym, ksiądz arcybiskup Michalik powinien zostać poddany procedurze, którą w korporacjach nazywa się “rozwiązanie umowy o pracę ze skutkiem natychmiastowym, bez zachowania okresu wypowiedzenia, z powodu utraty zaufania zwierzchności” czyli “dismissal without notice on the grounds of loss of confidence”.
To znaczy, papież Franciszek powinien moim zdaniem odwołać księdza arcybiskupa z zajmowanych stanowisk kościelnych, a następnie mocą przysługujących mu uprawnień umieścić ks. Michalika w klasztorze o możliwie surowej regule, najlepiej przewidującej zachowanie całkowitego milczenia, za wyjątkiem wspólnej modlitwy i pół godziny dziennie konwersacji przy wspólnej skromnej wieczerzy w refektarzu. W klasztorze, znajdującym się w innym kraju, by w Polsce już nie gorszył, a w nowym miejscu posługi kapłańskiej refleksją i modlitwą przez resztę życia zadośćczynił temu, co powiedział.
Natomiast właściwe miejsce społeczne duchownych, molestujących seksualnie dzieci, jest w więzieniu. Tylko i wyłącznie. W celach ogólnych, nie w pojedynkach.


Komentarze
Pokaż komentarze (36)