Radzio ćwierka:
----------------------------------
Jako emigrant z niemal trzydziestoletnim stażem, nie mający powodu na swoją dolę narzekać, postanowiłem zwierzyć się PT Rodakom z Kraju, wybierającym się na emigrację, z tajemnicy emigracyjnego sukcesu.
Otóż należy czytać Radzia “Słońce” (l’etat, c’est moi) Sikorskiego i postępować dokładnie odwrotnie do tego, co Radzio radzi.
Chyba, że ktoś uważa, że Radzio jako multimilioner (sam dworek w Chobielinie wart sześć dużych baniek), megaloman niepośledniego formatu, absolwent Oxfordu (choć o włos nie wyrzucony stamtąd za ściąganie w 1984 roku) oraz gość znakomicie ustawiony po obu stronach Atlantyku, pochyla się nad polskim człowiekiem pracy z duchowej potrzeby, z autentyczną troską o jego tułaczy los.
Jest u ktoś taki? Nie widzę... nie słyszę…
Dziękuję, tak właśnie myślałem.
Pomijając już bezczelność Radzia podsuwającego brytyjskiemu premierowi swoje cenne sugestie, jak Brytyjczycy mają u siebie urządzać swój własny system opieki społecznej, aby Polacy byli z nich zadowoleni, jeszcze lepsza jest Radziowa sugestia, by rodacy co prędzej porzucali pracę na Wyspach oraz pobory wyższe od krajowych i w te pędy wracali prosto w otwarte ramiona urzędników Rzeczypospolitej, oraz w szeregi bezrobotnych tejże.
Otóż ja uważam, że należy postąpić odwrotnie.
Rodacy! Zamiast wracać, naturalizujcie się.
Po pięciu latach pobytu w UK macie do tego ustawowe prawo. Wymagania nie są uciążliwe. Zaś myśl, że politycy pokroju Radzia mogą obywatelowi brytyjskiemu zasadniczo naskoczyć – bezcenna.
Co do brytyjskich świadczeń socjalnych, nie ma wtedy już żadnej wątpliwości, że się one obywatelowi należą jak psu micha.
Polska skarbówka też nie będzie miała wielkich szans udowodnienia, zwłaszcza przed brytyjskim sądem, że obywatel brytyjski pochodzenia polskiego, stale zamieszkały z całą rodziną w Wielkiej Brytanii, dalej ma swoje centrum interesów życiowych w Polsce, bo się stamtąd nie wymeldował, więc powinien dalej się jej słono opłacać; skarbówka będzie wam mogła zatem zrobić to samo co Radzio.
Procedura naturalizacji cudzoziemca, obywatela innego kraju członkowskiego Unii, w Wielkiej Brytanii, to jest pomnik prostoty i logiki w porównaniu z meandrami nietrzeźwego węża, pijanego władzą i bezkarnością, wykonywanymi przez (kiedyś wasze, dziś Radzia i kumpli) państwo nad Wisłą, które wasze pieniądze weźmie chętnie, ale do niczego w zamian się nie poczuwa, z przestrzeganiem własnego prawa włącznie.
Jeśli komuś się wydaje, że ta procedura jest uciążliwa, to niech się wybierze do dowolnego polskiego urzędu, żeby coś zalatwić, albo do konsulatu RP w Londynie, a zrozumie, że wymagania Home Office wobec osób ubiegających się o obywatelstwo brytyjskie są wręcz pieszczotliwe.
O czym Radzio powinien wiedzieć najlepiej, ponieważ w swoim czasie się w UK bez kłopotu naturalizował i był obywatelem brytyjskim przez lat około dwadzieścia.
Naturalnie, Radzio i zaprzyjaźnione mendia krajowe będą wam tłumaczyć, że nie powinniście tak czynić, bo zawsze będziecie na tej nieludzkiej, obcej, niedobrej ziemi obywatelami drugiej kategorii. Jak wam tak powiedzą, odłóżcie na chwilę na bok krajowe merdia.
Następnie wybierzcie się jeszcze raz do tego samego polskiego urzędu w którym już raz byliście, albo do tego samego konsulatu RP w Londynie, aby sprawdzić tam organoleptycznie, której kategorii obywatelami jesteście dla własnych, swojskich, rodzimych ziomali - polskich urzędników.
God save the Queen.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)