
Oglądałem wczoraj fragmenty telewizji z Ukrainy, i zupełnie niespodziewanie pokazał się wywiadowany tłusty Olo Kwaśniewski.
Ja nie po to wyemigrowałem, żeby wysłuchiwać cennych opinii Ola, więc nie potrafiłbym streścić jego wypowiedzi, zwłaszcza że, jak to u komuchów, była pokrętna.
Ale nie sposób było nie zauważyć, jak mówił. Spocony, zdenerwowany, czerwony na gębie, Olo mówił bez wysiłku całkowicie biegle po rosyjsku, potocznym i idiomatycznym językiem. Robiło to takie wrażenie, jakby Olo lepiej znał rosyjski niż ukraiński dziennikarz, który przeprowadzał wywiad. Tłumacz z rosyjskiego na ukraiński ledwie nadążał za Olem.
O ile mnie pamięć nie myli, Olo zawsze gorączkowo wypierał się ukończenia w latach 1979-80 kursu dziennikarzy-politruków w MGIMO, wówczas zamkniętej uczelni radzieckiej, Alma Mater kadr radzieckiego MSZ i radzieckiego wywiadu zagranicznego (wtedy Zarząd I KGB, dzisiaj SWR).
Czyżby dostał SMS-a od kogoś, z kim był w tej samej grupie dziekańskiej, chlał wódę i ganiał za panienkami, że wróg u bram, więc Olowi pora na Ukrainę?


Komentarze
Pokaż komentarze (6)