Po znacznym odzewie społecznym na moją notkę pt. "Jakby mi kto w pysk dał" (niemal 800 odsłon, 35 komentarzy), postanowiłem dać upust swojej nabranej podczas wielu dekad życia między Anglosasami sympatii dla pojęcia fair play oraz słów 'fair' i 'reasonable', na których w znacznej mierze trzyma się Anglosfera.
Podobają mi się te słowa. Podoba mi się, że minister złapany na publicznym kłamstwie w parlamencie lub sądzie MUSI się podać do dymisji, choć nie jest to nigdzie napisane. Podoba mi się wpisany do umowy zbiorowej i ściśle przestrzegany nakaz apolityczności urzędnika, który MUSI formułować tej samej jakości porady dla każdej opcji politycznej jaka sprawuje rządy. Podobają mi się umoralniające mowy sędziów do stających przed nimi polityków oskarżonych o korupcję, wygłaszane bezpośrednio przed ogłoszeniem wyroku więzienia bez zawieszenia.
Tak mam. Wolno mi.
Praktykując zatem fair play chciałbym dziś nadmienić, że w Polsce można przechodzić drogę ewolucji światopoglądowej nie tylko od kontestatora do pieszczocha systemu, tak jak w opisanym poprzednio wypadku. Można także odwrotnie, tj. od pieszczocha do kontestatora.
Nie posiadając togi Marka Porcjusza Katona, ani elastyczności umysłowej sędziego Rzeplińskiego, nie formułuję osądów moralnych. Zresztą już nie muszę, bo moja chata z kraja.
Lato 1968 roku, po marcu a przed inwazją Czechosłowacji. Jan Pietrzak, 31-letni socjolog po Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR, wychowanek Korpusu Kadetów im. gen. Karola Świerczewskiego, członek PZPR i były oficer Ludowego Wojska Polskiego, w państwowej telewizji chłoszcze biczem satyry zgniłych kosmopolitów, którym za ciasno w PRL. Wszyscy wiedzą, o kim mowa. Uważałem wtedy i uważam teraz, że to haniebna piosenka.
1 maja 2015 roku. Jan PIetrzak, 78-letni nestor satyryków antykomunistycznych, w Telewizji Trwam chłoszcze biczem satyry PRL.


Komentarze
Pokaż komentarze (32)