5 obserwujących
69 notek
45k odsłon
  1068   0

Skąd wziął się konflikt o Elektrownię Turów

Z publikacji zamieszczonych w S24 nie sposób dowiedzieć się, skąd wziął się tytułowy konflikt.

Idąc za apelem Radia Maryja ("trzeba siać, siać, siać!") zamieszczam rzeczowy, poszerzający wiedzę na ten temat artykuł z fachowego portalu.


KOPALNIA (I ELEKTROWNIA) TURÓW MAJĄ NATYCHMIAST STANĄĆ

Unijny Trybunał Sprawiedliwości, na wniosek Czech, nakazał natychmiastowe wstrzymanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów. Postanowienie jest jednoznaczne z obowiązkiem wyłączenia całej Elektrowni Turów o mocy 2 GW. Co to oznacza, skąd wziął się ten konflikt i czy musiał się tak zaostrzyć?

Trybunał Sprawiedliwości UE uznał, że ze względu na możliwość wyrządzenia mieszkańcom Czech nieodwracalnych szkód, należy – do czasu wydania ostatecznego wyroku – nakazać natychmiastowe wstrzymanie wydobycia w kopalni węgla brunatnego Turów.

Ze względu na brak możliwości przechowywania węgla brunatnego w ilości wystarczającej na dłuższą pracę elektrowni, ta także powinna, zgodnie z postanowieniem, zostać niemal natychmiast wygaszona, w tym także jej najnowszy blok o mocy 495 MW, oddany do eksploatacji zaledwie tydzień temu. Wykonanie postanowienia TSUE oznaczałoby konieczność wyłączenia łącznie siedmiu bloków tej elektrowni o łącznej mocy blisko 2 GW, pracującej na co dzień z mocą od 0,4 do 1,4 GW, a więc pokrywając blisko 5% zapotrzebowania polskich odbiorców na energię.
Postanowienie zostało wydane na wniosek czeskiego rządu, który domagał się nakazu wstrzymania działalności kopalni do czasu rozpatrzenia skargi. Rząd Republiki Czeskiej złożył taki wniosek 26 lutego 2021 roku.

"Polski manewr, czeski kontratak"

Czeska skarga jest odpowiedzią na decyzję Polski z marca 2020 roku o przedłużeniu koncesji dla KWB Turów do 2026 roku. Trybunał nie zajmuje się natomiast na razie kolejnym wydłużeniem koncesji z kwietnia 2021 roku, w którym rząd umożliwił kopalni pracę do 2044 roku na podstawie znowelizowanego Prawa geologicznego.

Najwyraźniej część polityków i menedżerów PGE oceniała, że sprawa nie potoczy się tak źle dla polskiej strony. Rząd, aby poradzić sobie z czeskimi zastrzeżeniami, zastosował wybieg proceduralny, który miał dać mu więcej czasu. Ponieważ procedura przyznawania docelowej koncesji do 2044 roku ślimaczyła się, przyznał koncesję “tymczasową”, do 2026 roku. Przy okazji jednak naruszono unijną dyrektywę, poprzez nieszczęsny rygor natychmiastowej wykonalności.
− Oni [Czesi – red.] robili wszystko, żeby zablokować ten normalnie biegnący proces koncesyjny, gdzie jest raport środowiskowy, decyzja środowiskowa. Wkurzyli się, bo Polska znalazła sobie rozwiązanie przejściowe na 6 lat – ustawowo wprowadziła możliwość wydania koncesji bez decyzji środowiskowej, ale ten proces uzyskania normalnej koncesji trwa – mówił na komisji sejmowej Stanisław Żuk, były wiceprezes PGE GiEK, a obecnie poseł Kukiz’15. − Jeżeli jednak celem jest to, żeby ostatecznie doprowadzić do zamknięcia Turowa, to na to absolutnie zgody nie będzie i ciężko się zdziwicie, gdy wcześniej czy później zobaczycie, że Turów będzie istniał do tego momentu, kiedy będzie miał ostatnie tony złoża – dodał poseł.

Rząd w Pradze chciał przez cały 2020 r. negocjować z Warszawą. Domagał się , aby Polska partycypowała w kosztach rozbudowy infrastruktury zaopatrzenia w wodę w Kraju Libereckim. Chodziło m.in o budowę nowych ujęć w Uhelnej, Vaclavicach i Hradku nad Nysą. To miało kosztować 176 mln koron czyli 30 mln zł.
Dużo droższe byłyby jednak kolejne wodociągi, które postulowali Czesi. W sumie miały kosztować 836 mln koron czyli 140 mln zł. Ponadto Czesi chcieli powołania Funduszu Małych Projektów, który dbałby o zaopatrzenie w wodę w regionie. Ale to już niewielka kwota - zaledwie 2,5 mln koron

Polacy zgadzali się tylko na ostatni pomysł, przy czym miał być zupełnie “oderwany” od Turowa. Z punktu widzenia polskiego rządu udział w tych projektach oznaczał przyznanie się, że elektrownia wpływa na stosunki wodne po stronie czeskiej, a tego bardzo chciano uniknąć.

Ponadto strona polska była pewna, że Czesi przegrają sprawę w unijnym sądzie. Powoływano się na precedens z Belgii w 2019, w którym unijny trybunał oddalił skargę organizacji ekologicznych na przedłużenie działania elektrowni atomowej w Doel bez oceny oddziaływania na środowisko. Trybunał uznał, że priorytetem jest w tym wypadku bezpieczeństwo energetyczne a  w przypadku natychmiastowego zamknięcia elektrowni istnieje realne ryzyko zakłócenia dostaw prądu.

Na całe zamieszanie mają też wpływ wybory parlamentarne w Czechach, które odbędą się jesienią. Startuje w nich ugrupowanie hejtmana (odpowiednika naszego marszałka województwa) regionu libereckiego, Martina Puty.

Lubię to! Skomentuj33 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka