Polacy lubią swoich bohaterów. Lubią też swoje bohaterki — dzielne, ofiarne, oddane sprawie. Ale historia ma jeszcze rozdziały mniej wygodne: o kobietach, które znalazły się blisko zdrady, szpiegostwa, ideologii i politycznej kalkulacji.
Nie chodzi o legendy ani o czarny PR przyklejany kobietom przez przeciwników. Chodzi o źródła, akta, zeznania, korespondencję i pytanie, które przez lata wracało niechętnie: jaką realną rolę odgrywały te kobiety, gdy historia działa się poza światłem oficjalnych kronik?
Weźmy Karolinę Sobańską. Piękna, inteligentna, obracająca się w najwyższych sferach intelektualnych swojej epoki. Znali ją najwybitniejsi poeci romantyzmu — Aleksander Puszkin i Adam Mickiewicz. Obaj byli nią zafascynowani. Żaden nie wiedział, że ta sama kobieta, która słuchała ich zwierzeń, regularnie składała raporty carskiej policji politycznej. Jej alkowa była nie tylko miejscem miłosnych uniesień — była gabinetem przesłuchań, w którym nie padało ani jedno oficjalne pytanie, a mimo to wydobywano informacje bezcenne dla Ochrany. To nie jest mit. To udokumentowana historia.
Albo Bianka Kaczorowska. Jej nazwisko nie pojawia się w podręcznikach szkolnych. Tymczasem to właśnie ona wystawiła Gestapo generała Stefana Grota Roweckiego — komendanta głównego Armii Krajowej, jedną z kluczowych postaci polskiego podziemia. Jej zdrada miała cenę. I miała twarz.
Książkę „Polskie zdrajczynie — piękne, okrutne i złe” zamówisz → Zamów teraz.
Historia lubi tworzyć dychotomie. Dobro i zło. Bohater i zdrajca. Obrońca i szpieg. Problem w tym, że rzeczywistość rzadko układa się tak schludnie. Weźmy Zofię Dzierżyńską — żonę Feliksa Dzierżyńskiego, człowieka zwanego „czerwonym katem”, twórcy sowieckiej Czeki. Sama kierowała radiostacją nadającą po polsku, której głównym zadaniem było zachęcanie Polaków do wywołania Powstania Warszawskiego. Kiedy Niemcy mordowali w Warszawie dziesiątki tysięcy ludzi, a Stalin celowo wstrzymywał pomoc, polskojęzyczne audycje z Moskwy wciąż nawoływały do walki. Ile żyć kosztowała ta propaganda? Tego dokładnie nie wiemy. Ale wiemy, kto za nią stał.
A Wanda Wasilewska? Chrześnica Józefa Piłsudskiego — i kochanka Stalina. Córka ministra odrodzonej Polski, która w czasie II wojny światowej stanęła po stronie Sowietów i aktywnie działała na rzecz komunizacji swojej ojczyzny. Jej życiorys to jeden z najbardziej paradoksalnych w całej polskiej historii. Symbol rodziny, która wydała Polsce niepodległość, i kobieta, która tej niepodległości pomagała pogrzebać.
Te biografie nie są przypadkowym zestawieniem. Łączy je coś więcej niż epoka czy płeć. Łączy je mechanizm — sposób, w jaki kobiety przez wieki mogły zdobyć realną władzę lub wpływ tylko przez działanie w cieniu, przez sojusze, intrygi i kompromisy, których cena bywała niewyobrażalna. Pytanie, czy to usprawiedliwienie, czy jedynie wyjaśnienie, pozostaje otwarte.
Książkę „Polskie zdrajczynie — piękne, okrutne i złe” zamówisz → Zamów teraz.
Sławomir Koper od lat opisuje mniej wygodne zakamarki polskiej historii i robi to w sposób, który przyciągnął szerokie grono czytelników. Jego książki sprzedały się w ponadmilionowym nakładzie. W „Polskich zdrajczyniach” zebrał dziewięć portretów kobiet rozpiętych na przestrzeni kilku stuleci — od średniowiecza po PRL.
Elżbieta Łokietkówna, siostra Kazimierza Wielkiego, pomogła bratu uwieść Klarę Zach. Skutkiem była krwawa zagłada całego węgierskiego rodu Zachów. Marysieńka Sobieska, żona Jana III Sobieskiego — jednego z największych polskich wodzów — przez lata działała jako nieoficjalny agent króla Ludwika XIV. Polityczna intrygantka, która po śmierci męża stała się gorącą wdową i nie przestała rozgrywać europejskiej szachownicy.
Joanna Grudzińska, księżna łowicka, żona rosyjskiego wielkiego księcia Konstantego — tego samego, który w czasie Powstania Listopadowego wymknął się z Belwederu przebrany w damskie suknie. A Zofia Beynar-O'Bretenny, żona wybitnego historyka Pawła Jasienicy, przez lata współpracowała ze Służbą Bezpieczeństwa PRL, regularnie donosząc na własnego męża. Doniesienia trafiały do akt. Jasienica płacił za nie zdrowiem i karierą.

Książkę „Polskie zdrajczynie — piękne, okrutne i złe” zamówisz → Zamów teraz.
Róża Luksemburg to przypadek osobny i najtrudniejszy do jednoznacznej oceny. Współzałożycielka Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy, jedna z głównych postaci międzynarodowego ruchu robotniczego. W Polsce jest postacią głęboko niejednoznaczną — dla jednych ikoną lewicy, dla innych symbolem ideologii, która przyniosła krajom Europy Środkowej dziesiątki lat cierpień. Koper nie rozstrzyga tego sporu. Stawia pytania i prezentuje fakty.
I o to właśnie chodzi w tym projekcie. Nie o potępienie. Nie o rehabilitację. O to, by przestać udawać, że polska historia składa się wyłącznie z bohaterów i ofiar. Że kobiety w tej historii były albo niewidoczne, albo nieskazitelne. Że za każdym wielkim wydarzeniem nie stały konkretne decyzje, konkretne motywacje i konkretni ludzie — w tym kobiety, które świadomie wybierały to, co wybierały.
Brązownicy historii robili swoje przez wieki. Polerowanie pomników, zamiatanie pod dywan tego, co niewygodne, przemilczanie tego, co kłopotliwe. Efekt jest taki, że znaczna część Polaków zna historię swojego kraju w wersji ocenzurowanej — wypreparowanej z tego, co ludzkie, złożone i niejednoznaczne.
Czasem za wielkim mężczyzną stała kobieta. I czasem naprawdę mu nie życzyła dobrze.
Pytanie, które zostaje po lekturze tych historii, nie brzmi: „jak mogły?” Brzmi: „ile jeszcze takich historii czeka na odkrycie — i co nam powiedzą o nas samych?”




Komentarze
Pokaż komentarze