W mocy słów
Życie nie jest do godzenia za śmiercią, tylko szukania dla niej dostatecznie dobrego powodu
2 obserwujących
79 notek
16k odsłon
60 odsłon

A masz, ty niedobry! - czyli komu przydaje się winny z urojenia

Wykop Skomentuj

Pamiętam taką babcię, która nawalała meble, ściany, drzwi, ilekroć o nie potknął się jej wnuczek, żeby wyciszyć jego płacz ukaraniem winnego jego bólu. I to działało. Czy to przez to, że dziecko baraniało na widok niesprawiedliwości dziejącej się w jego obronie, czy przerażone irracjonalnością babci, że oszalała, albo przez usatysfakcjonowanie, że ktoś gotowy jest walczyć z wszystkimi prawami natury dla jego uszczęśliwienia, nie wiadomo, ale płacz ustawał.
Dlatego - nie wiadomo - bo chociaż ten przykład może wydawać się trywialnie prosty do przejścia drogi myślowej, czy drzwi są mi winne, że się nimi walnąłem w głowę, czy – nie, to nie ma nic oczywistego w tym, do jakiego rozstrzygnięcia dochodzi człowiek w sprawie swojej własnej winy, czy tylko możliwości poprawy/udoskonalenia się, gdy mu pokazać sposób na usprawiedliwianie się kłamstwem, ignorowaniem doświadczenia lub wiedzy, a szczególnie kozłem ofiarnym, na którego można złożyć niechciane przeżycia.
A w takich nieoczywistościach  także po kimś, kto właśnie upuścił szklankę, można spodziewać się agresji, że mu coś nie wyszło, bo jego droga myślowa, nie dość, iż może być bardzo daleka od uniewinnienia mnie z tego lub od zamiaru jego poprawiania się w czymkolwiek, to może nawet nie zmierzać do zainteresowania się prawdą dotyczącą zakresu odpowiedzialności, a na przykład być w fazie rozżalenia, dlaczego inni żyją swoim życiem, a nie moim. Dlaczego nie emocjonują, czy uda mi się donieść szklankę tam gdzie ją niosę, nie płaczą, kiedy płaczę, nie cieszą się, kiedy cieszę, więc przywalenie należy im się za samo nieskupienie na mnie, za ich indywidualność, za niebycie mną. Porządnie opieprzę lub przywalę za tą ich obojętność, to nauczą się, co powinni czuć, jak bardzo mnie kochać.
Żądza miłości, to taki czynnik zakłócający ogląd rzeczywistości, że choćby człowieka uchronić przed różnymi babciami namawiającymi do zadawania bólu rzeczom i ludziom, rozliczania krzywd, to nie zabezpieczy się go w ten sposób przed wykształceniem się w nim tego typu babć. Fałszywej waleczności nie narażającej siebie na żadne straty, odwracania uwagi od własnych win, czy niedbalstwa, przenoszenia odpowiedzialności, i ostatecznie wszystkiego złego, co tylko zapatrzenie w siebie potrafi zrodzić.
O czym do takiego mówić, czego uczyć, dopóki relatywizuje prawdę i bez klucza korzyści nawet nie nadstawia ucha do słuchania, bo mu to na nic, gdy ma się za najlepszego (jedynego zainteresowanego) obrońcę siebie i grup interesu, które sam chce identyfikować/skalkulować, czy mu się opłacają. 
W takim stanie słowa: „Drzwi nie są temu winne, że nie umiesz przez nie przechodzić”, nie tylko nie nasuną człowiekowi rachunku sumienia, czy nie spycha z siebie winy na winowajców urojonych, dzięki czemu mogłyby mu spaść jakieś klapki z oczu, a jeszcze przywiodą do głowienia oddalającego od widzenia - ale dlaczego ktoś się czepia, jak ja chodzę, może wcale nie chcę iść przez żadne drzwi i w ogóle, kto tego nie wie, że drzwi są niewinne, ktoś ma mnie za głupca, albo z tymi drzwiami jest całkiem na odwrót i jest w nich wola zablokowania mi przejścia itd.
Jak ktoś się uprze znaleźć jakieś drzwi do nawalania, to zawsze znajdzie i wskaże, że to ten jest przeszkodą do szczęśliwości, to tamtego trzeba usunąć, żeby było dobrze. Dobrze dla wszystkich – a jakże – bo na dodatek tacy ludzie wiedzą, że to o jakiś „wszystkich” wypada się martwić, z wyjątkiem tych „toksycznych”, „psychicznych”, „innej opcji”, czegokolwiek innego, skoro nieprzydatnego do zachwycania nimi.
Tak samo bezowocnie jest powiedzieć dla pouczenia: „Bóg wszechmogący jest miłością”, bo nikt z zakochanych w siebie nie zrobi od tego rachunku sumienia - ile nie zmieniam na lepsze przez mój własny brak miłości, chociaż jest w niej taka moc, ani dla którego zła świata jestem ciągle bramą, skoro widzę, jaki widzę – tylko – ale jaki Wszechmogący patrzy na to wszystko z obojętnością, czemu toleruje (umie kochać?) tych wszystkich złych lub dlaczego się wywyższa stworzeniem nas takimi nieudanymi...
I jeszcze poczytują to sobie za inteligencję lub racjonalne myślenie, niczego tą swoją zarozumiałością nie zadając ludziom poza śmiercią. Tak na nic ponad śmierć nie zasługują i tylko z łaski żyją.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo