Ars Longa Vita Brevis
Krótko (albo i nie) o rzeczach ważnych i nieważnych
8 obserwujących
17 notek
32k odsłony
188 odsłon

Krótka historia początków oporu

Żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza, Wołożyn, I połowa lat 20-tych XX w. Kolekcja Krystyny Kosiby, Penrhos, Walia. Źródło: KresyNieutracone.pl
Żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza, Wołożyn, I połowa lat 20-tych XX w. Kolekcja Krystyny Kosiby, Penrhos, Walia. Źródło: KresyNieutracone.pl
Wykop Skomentuj1

A więc weszli. Kopiąc leżącego. Sowieci.

A pierwszymi, którzy zmuszeni byli stawić im czoła (i stawiali przez kolejne dwa tygodnie, mimo porażającego stosunku sił) byli żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza. Garstka (nie waham się użyć tego słowa) nie przez wszystkich lubianej "elity oficerskich elit" , która wzięła na siebie cały ciężar powstrzymania lawiny, tupiącej dziesiątkami tysięcy wysmołowanych kamaszy, huśtającej na legendarnych już sznurkach antyczne karabiny i wykrzykującej hasła o braterstwie, miłości i równości, w życie zaś wprowadzającej całkowitą ich odwrotność. Te wysmołowane, zabezpieczone w ten sposób przed wodą i błotem kamasze, stanowiły zresztą znak rozpoznawczy zbliżającego się niebezpieczeństwa. Jakiś czas temu, w położonych na Wołyniu, niedaleko Równego, Tajkurach, pewna stara Ukrainka opowiedziała mi historię tej smoły, i smrodu, i sowieckiej inwazji. 


- Wszystkie wiedzieli, że Ruskie idą, wszystkie wiedzieli. Polaki, Ukraińcy, wszystkie. Wszystkie my wiedzieli.

- Ale skąd ? 

- Smród szedł po całej wiosce, zanim się jeszcze pojawili ... Wiele godzin przed nimi ... Smród szedł przed nimi. Wiedzieliśmy, że po nas idą.

Bolą stare rany i wrogowi, choćby nie wiadomo jak był grzeczny, czysty i światowy, zawsze przypisze się wszystko co najgorsze, włącznie z kłami wilka i jedzeniem na śniadanie małych dzieci z okolicznych wiosek. Niemcy hałasowali przecież swoimi bombami i samolotami, strasząc bydło i ludzi. Ruscy zaś śmierdzieli z kilkunastu kilometrów, niosąc strach i upodlenie. Ta legenda stała się nawozem dla pamięci. Na tym chciałem zakończyć jednak moja rozmówczyni była pewna swego.

- Buty im śmierdziały.

- Buty im śmierdziały ?

- Tak. Stąd wiedzieliśmy, że już idą. Naszym tutaj nigdy tak potwornie z butów nie cuchnęło. Stąd też wiedzieliśmy,że już czas się bać.

Wysmołowane, sowieckie kamasze, wystawione na wyjątkowo gorące tej jesieni, późnowrześniowe słońce, rzeczywiście musiały potwornie cuchnąć. Nie chodziło przecież o dwie pary, czy o cztery, ale o tysiące tych par. Dziesiątki tysięcy. Wszystkie w smole, wszystkie w zdrowym, komsomolskim, żołnierskim pocie, wytupujące swoje śmierdzące pam-pam-pam w kresowym kurzu, pyle i gorącu. A lato było ponoć wyjątkowo upalne tego roku, jesień zapowiadała się podobnie.I gdy zawiał wiatr, poniósł przed siebie smród nadchodzącego nieszczęścia : hen daleko, daleko, kilometrami ... Aż do wołyńskich Tajkur, aż do kolejnych wsi, wiosek, miast i miasteczek. Taki śmierdzący oddech Historii.

Na jego drodze stanęły jednak zmobilizowane naprędce (i zdziesiątkowane już wcześniejszą walką) oddziały KOP - u. Korpusu Ochrony Pogranicza. 

* * * 

Można się śmiać z tych przysłowiowych, wykpiwanych latami przez komunistyczną propagandę "szaleńców na koniach", post sanacyjnych kowbojów, rzucających się na ogierach na uzbrojone czołgi - obojętnie czy niemieckie, czy sowieckie. Jednak to właśnie Korpus, ze skutecznością sprawnie działającego, dobrze naoliwionego automatu, przez kolejne dwa tygodnie nękał napływających coraz większą falą Sowietów, nie pozwalając im na lekką,przyjemną i łatwą realizację zadania, wyznaczonego w Moskwie. Wbrew oczekiwaniom Stalina, Polacy byli jednak całkiem nieźle przygotowani do walki na dwa fronty, jeśli zaś nie - wykazywali się zdolnością do improwizacji. Wiele miesięcy przed sowiecką inwazją Warszawa zdawała sobie doskonale sprawę z zagrożenia, rosnącego za wschodnią granicą. Nie wiedziano tylko, kiedy to zagrożenie przerodzi się w realne i bezpośrednie niebezpieczeństwo. 

Już w roku 1938, ze względu na zaogniającą się sytuację w regionie, podjęto decyzję o wzmocnieniu granicy polsko - słowackiej, obsadzając ją wzorcowo zorganizowanym 2 pułkiem KOP „Karpaty”. Podjęto też prace nad sformowaniem plutonów przeciwpancernych i specjalnych (były to drużyny: saperska, przeciwpancerna i zwiadowcza). Częściowa mobilizacja zarządzona w marcu 1939 r. objęła jednostki KOP (zgrupowano cztery baony odwodowe, osiem szwadronów kawalerii, przerzucono na zachód cztery kompanie saperów), w kwietniu zmobilizowano dwa kolejne baony odwodowe, a w maju przerzucono z Baonu KOP „Sienkiewicze” kompanię odwodową i kompanię ckm w rejon Helu. Wojenna mobilizacja sił Korpusu pomału stawała się faktem. 30 sierpnia 1939 r. dowództwo KOP przeszło w trybie natychmiastowym na wojenną strukturę organizacyjną. Nadchodziło decydujące starcie. 

* * * 

Gdy 17 września 1939 r. Armia Czerwona (łącznie 750 tys. żołnierzy) przekroczyła granicę wschodnią Polski, pozostawiona do ochrony wschodniej granicy, osamotniona formacja, składała się z dowództwa, 1 brygady (Brygada KOP "Polesie") oraz 7 pułków (były to pułki : „Wilno”, „Głębokie”, „Baranowicze”, „Polesie”, „Sarny”, „Równe” i „Podole”). Ze względu na włączenie najwartościowszych żołnierzy w struktury armii walczącej z Niemcami, na granicy wschodniej pozostali mniej doświadczeni żołnierze i zwyczajni rezerwiści. Mimo tego KOP nie zamierzał kapitulować. 21 września dowódca naczelny Korpusu, generał Wilhelm Orlik-Rückemann przegrupował swoje siły w rejonie Woli Kucheckiej (blisko 9 tysięcy żołnierzy, w tym 300 oficerów) i nakazał natychmiastowy marsz w kierunku Kocka, następnie zaś, w miarę możliwości, dołączenie do Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” gen. bryg. Franciszka Kleeberga - a co za tym idzie : dalszą walkę. Po drodze, na przełomie 29 i 30 września doszło do zainicjowanego przez Kopistów dramatycznego starcia pod Szackiem. Grupa solidnie dała się we znaki 52 Dywizji Strzeleckiej Armii Czerwonej - wieś została dosłownie zmieciona z powierzchni ziemi ostrzałem artyleryjskim, o zwycięstwie zaś rozsądziła bezpośrednia walka wręcz - na bagnety, niejednokrotnie też pięści, głowy i kamienie. Znalezione zaopatrzenie poprawiło sytuację wyczerpanych fizycznie i psychicznie polskich żołnierzy. Pościg za Sowietami trwał do wieczora - bez większych jednak rezultatów : Rosjanie najzwyczajniej w świecie uciekli. 

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura