2 obserwujących
28 notek
12k odsłon
  1371   2

Czyste ręce Tomasza Grodzkiego i energetyka.

Za cenę pogorszenia bezpieczeństwa energetycznego części mieszkańców Polski udało się rządowi utrzymać wiarygodność naszej argumentacji ws bezwzględnej potrzeby wstrzymania importu surowców energetycznych, w tym przede wszystkim gazu ziemnego, z Rosji do UE. Wiarygodność argumentacji, która była faktycznie podważana przez Tomasza Grodzkiego.

Zaczynając w listopadzie ub. roku swoje pisanie o energetyce umieściłem w tytule bloga słowo: wojna.

Jednak , chociaż w tym czasie wywiady naszych sojuszników miały już mieć pewną wiedzę co do decyzji Putina o zaatakowaniu Ukrainy, nie będę udawał: o dzisiejszej gorącej wojnie na Ukrainie żadnej wiedzy nie miałem, a tytuł miał nawiązywać do nieuniknionej, jak mi się wtedy wydawało, wojny energetyczno-ekonomicznej w ramach Unii Europejskiej.

Chociaż ta energetyczna wojna kryła się jeszcze na zasłoną dyplomatycznej narracji już wtedy nie miałem wątpliwości, że unijne „brygady” „nie będą brały jeńców” i będziemy skazani na diabelską alternatywę: albo otwarty konflikt o europejską politykę klimatyczną i jego wszelkie konsekwencje, albo przyjęcie rozwiązań, które wprost, na długie lata, zepchną nas na pobocze ścieżki szybkiego rozwoju gospodarczego.

24 lutego 2022 pokazał z jednej strony, że słowo wojna nie musi wcale być przenośnią, ale z drugiej potwierdził, że jej gorący charakter nie unieważnia dotychczasowych dyskusji o kwestiach energetyki. Dodaje tylko nowy kontekst.

O ile kwestie szczegółowych uwarunkowań decyzji Rosji napadającej na Ukrainę będą, z pewnością, przedmiotem analiz specjalistów przez długie lata, to jednak jedno jest już pewne. Rosja mogła pozwolić sobie na tą napaść dlatego, że przez wiele lat zarówno Unia Europejska jak też inne kraje zapewniły finansowanie jej zbrojeń poprzez zakupy surowców energetycznych.

Gaz, węgiel, ropa naftowa. Wszystkie te surowce, niezbędne w dzisiejszych czasach do normalnego funkcjonowania, Rosja mogła i może nadal dostarczyć do Europy na lepszych warunkach niż konkurenci.

Kupowała także Polska. Ropę, bo jeszcze za czasów RWPG powiązani zostaliśmy z rosyjskimi złożami rurociągiem „Przyjaźń”. Kupowaliśmy i nadal jeszcze kupujemy gaz bo w czasach, kiedy Rosja nie wydawała się jeszcze tak odrażającą wybudowaliśmy wspólnie gazociąg Jamalski, który uzupełnił istniejący system przesyłu gazu przez Białoruś i Ukrainę.

Wreszcie zaczęliśmy kupować węgiel, bo tańszy i lepszej jakości od krajowego, co istotne w szczególności dla mniejszych instalacji ciepłowniczych i gospodarstw domowych.

Czy przed 24 lutego, a może lepiej , jeszcze kilka lat temu mogliśmy zrezygnować z tych zakupów?

Tak, mogliśmy. Chociaż to trudne do wyobrażenia to jednak możliwe jest odstawienie samochodów i kuchenek gazowych. Kopciuchy też mogły spalać krajowy miał.

Oczywiście taka wizja chociaż teoretycznie możliwa jeszcze doniedawna musiałaby bazować na ideologicznym zacietrzewieniu.

Co najmniej do roku 2008, a może jeszcze do 2014 nikt nie kwestionował oczywistego faktu istnienia Rosji jako wiarygodnego i konkurencyjnego dostawcy surowców energetycznych.

Jednak po roku 2008 po agresji Rosji na Gruzję w roku 2008, Polska jako pierwsza właściwie zidentyfikowała problemy z uzależnieniem od dostaw surowców energetycznych z Rosji.

Gazoport, Baltic Pipe, dywersyfikacja kierunków dostaw ropy naftowej są tego niekwestionowanymi dowodami.

Czy można było szybciej? Pewnie tak, ale trzeba by wcześniej skutecznie pozbyć się pożytecznych idiotów, którzy w międzyczasie piastowali stery polityki krajowej.

Znamienne jest jednak to , że mając na pokładzie tych idiotów, a może nawet ewidentnych dywersantów, Polsce, jako krajowi sąsiadującemu z Rosją, udało się osiągnąć stopień dywersyfikacji zaopatrzenia energetycznego większy niż u wielu naszych unijnych partnerów. Więc jednak mimo „sypania piasku w tryby” poszło nie najgorzej.

Czy teraz, kiedy maski opadły i fakt agresywnego stosowania polityki energetycznej przez Rosję wydaje się oczywistością, może być już tylko łatwiej?

Rozważania można zacząć od opisu sytuacji na rynku gazu ziemnego.

Przez wiele lat Niemcy wspierały Rosję w działaniach na rzecz uniezależnienia dostaw gazu dla Europy od tranzytu przez terytorium Polski i Ukrainy i tak powstały cztery nitki gazociągów Nord Stream I i II.

Polska wielokrotnie, ale i bezskutecznie deklarowała swój negatywny stosunek do tych inwestycji Gazpromu i jego zachodnioeuropejskich partnerów.

Oba Nord Streamy ostatecznie powstały, a za pośrednictwem pierwszego z nich corocznie tłoczone są do Niemiec dziesiątki miliardów m3 gazu rocznie.

Oficjalnym powodem sprzeciwu Polski wobec wykorzystania alternatywnym dróg transportu gazu były aspekty fizycznego bezpieczeństwa dostaw gazu do Polski. Potencjał transportowy obu Nord Streamów pozwoliłby zabezpieczyć odpowiedni poziom dostaw do Europy nawet w przypadku zatrzymania dostaw przez systemy rurociągów białoruskich i gazociąg Jamalski, które zapewniają obecnie dostawy gazu rosyjskiego do Polski.

W przypadku konfliktu z Polską Rosja, korzystając z systemu Nord Stream, mogłaby wstrzymać dostawy gazu do Polski nie uderzając jednocześnie w zaprzyjaźnionych odbiorców zachodnioeuropejskich.

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka