2 obserwujących
28 notek
12k odsłon
  175   0

Energetyka czasu wojny.

Nikt w naszym regionie Europy nie mógł mieć gazu tańszego niż w Niemczech!

Choćbyśmy całkowicie odeszli od energetyki węglowej to i tak bylibyśmy na wiele lat skazani na import energii z Niemiec.

Nasze nowobudowane i planowane elektrownie gazowe były bez szans!

I podobnie z przemysłem chemicznym i nawozowym.

Czy bez zatrzymania importu węgla z Rosji nasz protest w sprawie uruchomienia NS2 byłby równie wyraźnie słyszany?

Tego nie wiem.

Faktem jest, że w czasie kiedy sami uderzyliśmy w nasze bezpieczeństwo węglowe nastąpiło jednocześnie ograniczenie szans triumfu „niemieckiego” gazu. UE zadeklarowała cel zaprzestania importu z Rosji do roku 2030, przy jego znacznym ograniczeniu już w roku 2022.

Być może unieruchomiony NS2 stanie się symbolem tego zwycięstwa nad niemieckim egoizmem.

Warto jednak, na marginesie, zauważyć, że o ile trudno sobie obecnie wyobrazić powrót do importu węgla z Rosji do Polski to jednak opcja BAU w stosunkach gazowych Niemiec z Rosją wciąż jest na stole. „Zwycięstwo gazowe” jest wciąż tylko jedną z możliwych opcji.

A z węglem jest tak: do dziś nikt nie może dać gwarancji, że odpowiednie ilości węgla dojedzie przed zimą do polskich domów! I jest oczywiste, że jeśli jakiś węgiel dojedzie to będzie horrendalnie drogi.

Widać wyraźnie, że ani opozycja prowokując embargo na rosyjski węgiel, ani rząd , który je zrealizował nie mieli „planu B”.

W sytuacji geopolitycznych uwarunkowań decyzji o embargu węglowym uderzającym, w interesie całego kraju w interesy tylko niektórych jego obywateli rząd rozpoczął rozpaczliwe poszukiwanie środków łagodzących.

Po nieudanym pomyśle z zagwarantowaniem dostaw kontyngentu taniego węgla dla indywidualnych odbiorców rząd przyjął rozwiązanie dwuczłonowe.

Z jednej strony podjął działania na rzecz pozyskania węgla zdatnego do spalania w indywidualnych piecach węglowych, a z drugiej strony, spodziewając się, że węgiel ten będzie znacznie droższy niż dotychczas podjął inicjatywę przekazania dofinansowania na zakup tego surowca przez odbiorców indywidualnych.

Trudno stwierdzić w jakim stopniu kwota dodatku węglowego pozwoli na sfinansowanie wzrostu cen węgla dla ogrzewnictwa indywidualnego. Uzasadnienie do odpowiedniej ustawy nie zawiera w tym zakresie żadnych kalkulacji.

W efekcie moglibyśmy traktować dodatek węglowy jako rodzaj szacunkowej rekompensaty z tytułu politycznej decyzji rządu uderzającej w interesy ekonomiczne ograniczonej grupy obywateli typu „nie wiedzieliśmy ile, ale daliśmy ile mogliśmy, a mogliśmy nie dać nic”.

Takie podejście nie świadczy najlepiej o naszych (państwowych) możliwościach analitycznych jednak mogłoby być usprawiedliwione koniecznością szybkiego uruchomienia instrumentu osłonowego.

I na tym temat rekompensat mógłby się, póki co, zakończyć.

Mógłby, ale jednak tak się nie stanie.

W ramach „bujania łódką” senat, argumentując to względami społecznej sprawiedliwości zaproponował, żeby dodatkami objąć wszystkie gospodarstwa domowe.

W efekcie , odrzuconej ostatecznie inicjatywy wszyscy otrzymaliby identyczne dodatki finansowane z własnych kieszeni (przyjmuje, że nie dyskutujemy już o tym skąd rząd ma pieniądze!). Kwestia sprawiedliwości energetycznej i „helikopter money” sprowadzone do absurdu!

Nie wiem, czy rząd myślał o całkowitym odrzuceniu roszczeń odbiorców innych nośników ogrzewania, których ceny wzrosły już nie ze względu na jego własne decyzje, ale ze względu na całokształt sytuacji ekonomicznej i politycznej, w tym wojny na Ukrainie. Jeśli nawet o tym myślał to w roku przedwyborczym zrobić się tego nie zdecydował.

W efekcie inicjatywy senackiej i rozgrzewanych emocji mamy deklarację wprowadzenia zróżnicowanych dopłat dla wszystkich „indywidualnych”. Inaczej za gaz, pelet, olej opałowy i inne.

O ile można przyjąć, że senacka inicjatywa 3 kPLN dla wszystkich była zgłoszona „dla jaj” i nie musiała być oparta na żadnych analizach to jednak takiego charakteru nie może już mieć rozwinięcie rządowe.

Więc musimy oczekiwać wyliczeń i analiz np. potwierdzających , o ile zaproponowane już wstępnie wielkości dodatków ograniczą skalę potencjalnego ubóstwa energetycznego i dlaczego niemożliwe jest przyznanie tych dodatków w powiązaniu z kryteriami dochodowymi i socjalnymi.

Można mieć uzasadnione obawy, że jeśli nie sama wojna na Ukrainie to jej ekonomiczne skutki będą długotrwałe i dotkliwe. Niestety uzasadnione jest oczekiwanie pogorszenia poziomu życia Polaków tak w wyniku wzrostu cen energii jak też wzrostu cen innych produktów. I jest oczywiste, że wszystkich negatywnych skutków nie będziemy w stanie zrekompensować. Koszty wojny musimy ponieść!

W tej sytuacji mam nadzieję, że, z pozycji odpowiedzialności za Państwo, posłowie i senatorowie opozycji będą bezwzględnymi recenzentami nieuzasadnionego rozdawnictwa naszych wspólnych pieniędzy i nie tylko nie podtrzymają wcześniejszej inicjatywy senackiej, ale będą mieli odwagę walczyć o odrzucenie jej „zmiękczonej” wersji rządowej.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka