2 obserwujących
29 notek
13k odsłon
  134   1

Krajowy, czy z importu, czyli po co nam prąd, skoro jest już w Berlinie?

Rzeczywistą stawką w grze o reformę europejskiego rynku energii będzie osiągnięcie sukcesu w zakresie zapewnienia szeroko pojętego krajowego bezpieczeństwa elektroenergetycznego.

Z punktu widzenia energetyki ubiegły tydzień zaznaczył się dwoma istotnymi tematami.

Po pierwsze rozegrały się kolejne odsłony wieloletniej już historii budowy polskiej elektrowni atomowej. Najpierw uniósł się balon niosący ze sobą państwowo-prywatną koncepcję elektrowni, która miałaby wyprzedzić projekt państwowy. Szybko jednak z projektu PAK-owsko, PGE-owsko koreańskiego zeszło nieco powietrza i w trybie pilnym powróciła koncepcja rozwiązania państwowo-amerykańskiego. W efekcie tydzień atomowy nie zakończył się czymś więcej niż potwierdzeniem tego co wiemy od dawna: na ogłoszenie finalnej decyzji trzeba jeszcze poczekać. Może do końca roku.

Nie oznacza to jednak, że bez atomu krajowa energetyka tkwi w bezruchu.

Wręcz przeciwnie!

Po wprowadzeniu, z początkiem października, ograniczeń cen energii na rynku bilansującym i inicjatywie zniesienia obliga giełdowego w handlu energią nieformalny krajowy energetyczny trójpak rynkowy został sfinalizowany w zeszłym tygodniu ustawą wprowadzającą limity cen energii dla odbiorców domowych i innych grup wymagających ochrony. Uwzględniając wytyczne Komisji Europejskiej, ustawa procedowana obecnie w Senacie wprowadziła jednocześnie limity cen dla wytwórców energii.

Rządowa ofensywa legislacyjna nie pozostała bez echa. Jednym z istotnych głosów jest opinia, że nowy "trójpak” doprowadził lub wkrótce doprowadzi do ostatecznej likwidacji rynku energii w Polsce.

Jedni mówią o tym z widocznym żalem, inni chyba z lekką nutą czegoś co Niemcy określają jako schadenfreude (znowu „oni” coś spieprzyli).

Tak, czy inaczej, sprawa wygląda poważnie i warto się przyjrzeć bliżej negatywnej opinii o ostatnich działaniach regulacyjnych.

Patrząc” z wysoka” jest oczywiste, że „trójpak” nie prowadzi do złamania żadnej unijnej regulacji.

Rynek bilansujący działa nadal wg zasady merit order, a zaproponowane ograniczenia ofert cenowych nie naruszają tego porządku, ani nie stanowią zagrożenia dla opłacalności rozliczania energii na tym segmencie. Jednocześnie wdrożone, póki co bezterminowo, ograniczenia wprowadzają wiarygodną metodę ustalenia cen referencyjnych i to zarówno dla rynku bieżącego jak też rynków terminowych.

Warto przy okazji przypomnieć, że ograniczenia, które, jak się wydaje, tak silnie wpłynęły na obniżkę cen na wszystkich krajowych rynkach handlowych, dotyczą tylko energii oferowanej przez tzw Jednostki Wytwórcze Aktywne tj. największe jednostki wytwórcze w największych elektrowniach. Poza obszarem tych ograniczeń znajduje się większość jednostek kogeneracyjnych oraz jednostki energetyki odnawialnej, które w już roku 2021 stanowiły ok 50% mocy zainstalowanej w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym i zapewniły pokrycie ok. 1/3 krajowego zapotrzebowania na energię.

Także ostatnio procedowane krajowe regulacje dotyczące ograniczenia przychodów poszczególnych jednostek wytwórczych są zgodne z nadrzędnymi regulacjami unijnymi będąc pochodną unijnej decyzji o ochronie odbiorców końcowych energii przez skutkami gwałtownego wzrostu cen.

Pozwolono krajom członkowskim na wdrożenie ograniczeń cenowych na krajowych rynkach detalicznych energii elektrycznej umożliwiając sfinansowanie tych działań poprzez pobieranie od firm energetycznych nadwyżki przychodów osiąganych w wyniku uzyskiwania cen wyższych od pewnych ustalonych administracyjnie cen maksymalnych.

Mechanizm pobierania nadwyżki, przewidziany na okres od 1 grudnia 2022 do 30 czerwca 2023 ograniczy dochody wytwórców, natomiast nie powinien wpływać na ich pozycje konkurencyjna na rynku..

W pierwszym odruchu widziałbym w tym rozwiązanie para podatkowe, które jako dodatkowe obciążenie firm nie powinno być w wdrażane w trakcie roku podatkowego. Nie słyszałem jednak, żeby ktokolwiek, na poziomie unijnym lub krajowym, podnosił tą wątpliwość, więc pewnie problemu nie ma.

Co do skutków rynkowych, nowy „podatek” zadziała odmiennie w różnych segmentach rynku.

W przypadku giełdowych rynków bieżących ograniczenie dochodów nie powinno wpłynąć na sposób ofertowania i poziom cen określanych w formule pay-as-clear.

Nadal uzasadnione będzie ofertowanie wg własnych kosztów zmiennych, żeby w efekcie maksymalizować wolumen własnej sprzedaży, która ostatecznie będzie wynagrodzona na rynku wg ceny marginalnej.

Z tej kwoty wytwórca będzie musiał zwracać odbiorcom, za pomocą odpowiednich rozliczeń i instytucji pośredniczących, różnicę pomiędzy uzyskaną ceną giełdową i, ustaloną dla niego administracyjnie, cena maksymalną.

Inaczej rzecz się będzie miała w przypadku giełdowych rynków terminowych, gdzie każdy otrzymuje tyle ile zażądał.

Wiedząc, że ostatecznie ze sprzedaży energii można uzyskać co najwyżej tylko „administracyjną” cenę maksymalną „rozsądny” wytwórca nie zaoferuje ceny wyższej. Może też zaoferować cenę niższą jeśli uzna, na podstawie analizy rynku, że „lepszy rydz, niż nic”.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale