Adwokatem została pani pod wpływem ojca?
Od dziecka przysłuchiwałam się rozmowom rodziców, które krążyły wokół wymiaru sprawiedliwości. O zostaniu adwokatem marzyłam od czwartej klasy podstawówki. Nie byłam pewna, czy dostanę się na prawo, więc przygotowałam plan awaryjny. Gdyby nie wypaliły studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, pewnie zostałabym kosmetyczką. Nie jestem typową kobietą, nie znoszę chodzić po sklepach, ale w perfumeriach potrafię spędzić nawet 2 godziny.
Ojciec poparł pani wybór?
Gdy dowiedział się, że idę na prawo, przeprowadził ze mną rozmowę ostrzegawczą. Próbował mi uświadomić, że bycie adwokatem to nie jest zabawa i będę musiała się zetknąć z kryminalistami.
Namawiał na zmianę kierunku?
To była krótka rozmowa, ale bez wywierania presji. Na zasadzie: „Chcesz się w to bawić, to spróbuj, ale pamiętaj, że to nie jest łatwy kawałek chleba”. W czasie studiów zaczęłam pracować w poradni, w której studenci udzielali darmowych konsultacji...
(fragment pochodzi z książki
Zamach na prawdę
Małgorzaty Wassermann i Bogdana Rymanowskiego)



Komentarze
Pokaż komentarze