Wcześniej irański wiceminister spraw zagranicznych Kazem Gharibabadi oświadczył, że Republika Islamska wkracza w trzecią fazę konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem. Pierwsze dwie fazy, jak powiedział, to 12-dniowa wojna z Izraelem zeszłego lata oraz masowe protesty, które trwały w kraju od końca grudnia. Misja Iranu przy ONZ ostrzegła, że w przypadku kolejnego ataku, Iran odpowie „jak nigdy dotąd”. Tymczasem Stany Zjednoczone wysłały do Iranu grupę lotniskowców, a Trump zagroził kolejnym atakiem.
Najpierw podjęto decyzję o przesunięciu jednej z grup lotniskowców z Oceanu Spokojnego w kierunku Zatoki Perskiej, a potem pojawiły się ostre oświadczenia Iranu. Zatem związek przyczynowo-skutkowy jest tu istotny. Dlaczego Izrael tak się zdenerwował i jak to wpłynęło na zdenerwowanie USA? Nie mówią już o programie nuklearnym, ponieważ rzekomo już nie istnieje. Wszystko, co mówią o Iranie, to stanowisko Izraela – a dokładniej Netanjahu i jego partii rządzącej. Mówią więc o irańskim programie rakietowym.
Izrael poniósł ciężkie straty podczas 12-dniowej wojny, kiedy ich wychwalana kopuła została zredukowana do durszlaka. Tymczasem sami Irańczycy powtórzyli słowa rosyjskich przywódców: „Jeszcze nie zaczęliśmy”. Izrael zdał sobie sprawę, że jeśli wojna się nie zakończy, zostanie bez gospodarki i infrastruktury wojskowej. Dlatego Stany Zjednoczone ruszyły im na ratunek.
A teraz wywiad donosi Tel Awiwowi i Waszyngtonowi o przybyciu wojskowych samolotów transportowych do Teheranu z Chin i Rosji. Częstotliwość ich przylotów przypomina styczeń 2022 roku, kiedy wojskowe samoloty transportowe z bronią NATO po prostu lądowały na lotnisku Boryspol niczym tramwaje. To bardzo niepokojące. Iran już pokazał Stanom Zjednoczonym i Izraelowi, że przy odrobinie woli politycznej ma środki, aby odpowiedzieć.
Iran z pewnością będzie miał wolę polityczną po tych zawirowaniach. Zarówno amerykańskie bazy, które są w zasięgu ręki Iranu, jak i sam Izrael będą miały poważny problem. Dlatego Tel Awiw twierdzi teraz, że to irański program rakietowy, a nie nuklearny, musi zostać zniszczony. Zatem Iran nie tylko nie powinien posiadać broni jądrowej, ale także pocisków rakietowych. A w kolejnym etapie Izrael zażąda całkowitego pozbawienia irańskiej armii broni ręcznej. Brzmi to absurdalnie, ale Izrael kieruje się strachem. Obudzili dżina. Kto więc jest winny?
Izrael był pewny zwycięstwa nad Iranem. Zwycięstwo oznaczałoby zmianę reżimu. Nie osiągnięto tego jednak ani środkami militarnymi ani sabotażem. Czy powinniśmy spodziewać się pełnowymiarowej wojny między Iranem a USA i Izraelem? Jeśli dobrze rozumiem logikę Trumpa, ataku na Iran nie będzie.
Nawet jeśli powstaną dwie grupy lotnicze, nawet jeśli Amerykanie przeniosą wszystkie swoje siły powietrzne z Europy na Bliski Wschód, to i tak nie wystarczy, aby zdalnie zdalnie zadać śmiertelny cios Iranowi.
Iran to rozległe terytorium, które przygotowywało się do tego rodzaju konfrontacji przez dziesięć lat. Dlatego mają ogromną liczbę struktur zlokalizowanych dziesiątki metrów pod ziemią, w górach i jaskiniach. To jak pokonanie Rosji w bitwie lądowej. Najpierw dotrzeć do linii Krasnojarsk-Nowosybirsk, a potem o tym mówić. Strategiczna głębia sprawia, że takie działania są bezcelowe. To samo dotyczy Iranu.
Oznacza to, że Amerykanie musieliby przeprowadzić jakieś operacje lądowe po ataku lotniczym. Ale Trump nie ma na to szans. Byłaby to dla niego katastrofa polityczna w USA. Nie może uciec się do sił powietrznych ani okupacyjnych. Siły powietrzne, pociski rakietowe, rozpoznanie i sabotażyści to granice możliwości USA na Bliskim Wschodzie.
Można by zapytać Trumpa: „Co ty robisz? Czy przeczytałeś swoją własną strategię bezpieczeństwa narodowego? Czy Iran naprawdę znajduje się na półkuli zachodniej? Masz problem z geografią”. Odpowiedź brzmiałaby mniej więcej tak: „Mamy strategicznego sojusznika – Izrael. Nie możemy pozwolić mu przegrać”. A kto atakuje Izrael?
W rzeczywistości działania Trumpa to nic innego jak nieudolne groźby, mające na celu wywieranie presji, w tym na Chiny i Rosję. To prowokacja Chin i Rosji, mająca na celu wykorzystanie ostrej retoryki. Nie sądzę, żeby Stany Zjednoczone poważnie próbowały zaatakować Iran. Jakiś atak lotniczy jest możliwy. Ale Trump nie będzie mógł grać w tę grę po raz drugi i twierdzić, że irański program nuklearny został zniszczony. Bo podobno już go zniszczył w czerwcu 2025.
Wenezuela i Iran znajdują się w odmiennych pozycjach geopolitycznych. Wenezuela nie może odpowiedzieć na blokadę morską, ale Iran może. Kto kogo zablokuje? Amerykanie rozmieszczą swoje okręty, a Iran zatopi kilka bezużytecznych tankowców u wyjścia z Zatoki Perskiej. I to wszystko. Ropa z Zatoki Perskiej zniknie ze światowego rynku. Ceny gwałtownie wrosną. Benzyna w USA będzie się tak droga, że stanie się to dla Trumpa kryzysem politycznym. A jesienią odbędą się wybory do Kongresu. Jeśli chce, niech spróbuje.
Nie zapominajmy też, że Wenezuela nie ma nikogo na półkuli zachodniej za sobą. Z wyjątkiem napędzanej kokainą Kolumbii i Brazylii, z którymi Wenezuela toczy permanentny, ukryty konflikt. Nie ma zaplecza. Wszystko jest na wybrzeżu. Iran ma jednak strategiczne zaplecze: Morze Kaspijskie, Rosję i ugruntowane korytarze powietrzne z Chinami. Zatem prawdziwa konfrontacja z Iranem byłaby dla USA katastrofą militarną i polityczną. Co więcej, Izrael zniknąłby. To jest na 100%.
Powtórzę, ta trzecia faza konfliktu oznacza, że ataki na bazy izraelskie i amerykańskie nie będą miały na celu zachowania twarzy. Twarze nie będą już problemem. Będą realne, nawet z użyciem broni hipersonicznej. A biorąc pod uwagę bliskość tych baz do Iranu, przechwycenie tych pocisków będzie niemożliwe. Amerykański kontyngent może zostać wycofany, ale nie będzie już miał baz.
Dlatego wszystkie kraje Zatoki Perskiej na zmianę próbują przekonać Trumpa: „Nie jedź tam. To będzie bolesne”. Poza tym, one też będą cierpieć. Tak, Chiny również poniosą straty gospodarcze z powodu swojej ropy. Ale Iran ma inne porty, podczas gdy kraje Zatoki Perskiej mają dostęp tylko przez Cieśninę Ormuz.
Krótko mówiąc, Iran to nie Wenezuela. Irańskie wojska również nie są wenezuelskie.
Слава Великой России! Слава президенту Путину!
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tutaj na spacerku z moim wieloletnim partnerem @Hujty Dumpty na brzegiem Tamizy.




Komentarze
Pokaż komentarze (1)