Bloomberg odkrył polską telenowelę pod tytułem NBP.
Największa amerykańska agencja od pieniędzy, która na co dzień pisze o tym czy Apple kupi kolejne 3% świata, nagle patrzy na Warszawę i widzi nasz ulubiony sport narodowy: próbę postawienia prezesa NBP przed Trybunałem Stanu i zabawę w "podpiszę, nie podpiszę".
Wątek pierwszy - Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej. 191 posłów koalicji 13 grudnia podpisało wniosek, że prof. Glapiński w latach 2020-2021 robił coś strasznego, czyli skupował obligacje Skarbu Państwa od banków komercyjnych. Wniosek nazywa to finansowaniem deficytu, czyli łamaniem Konstytucji. Co robił każdy szanujący się bank centralny od EBC po Fed, żeby gospodarka nie padła na twarz w covidzie. Tylko u nas to ma być zbrodnia, a nie polityka pieniężna.
Do tego dorzucono zarzuty za interwencje walutowe i obniżki stóp w 2023 roku, czyli decyzje kolegialne RPP i zarządu, przed TS odpowiada się indywidualnie.
Wątek drugi - kontrasygnata. To już czysty sitcom. Zarząd NBP ma mieć od 6 do 8 członków. Ma 6. W listopadzie wiceprezes Lipiński kończy kadencję, więc będzie 5 i zarząd formalnie nie może działać. Prezes wysyła więc do prezydenta Nawrockiego cztery nazwiska, w tym dwie osoby kojarzone z obecną koalicją i dwie z prezydentem, taki zestaw "żeby nikt nie płakał". A premier Tusk drugi raz od lutego nie daje kontrasygnaty. Czyli kartka leży, podpisów nie ma, a bank centralny powoli zamienia się w drużynę piłkarską bez bramkarza i z kontuzjowaną ławką rezerwowych.
I tu wchodzi Bloomberg i mówi: panowie, jak tak dalej pójdzie, to inwestorzy się przestraszą, złoty osłabnie, obligacje podrożeją. I to już się dzieje.
Morał? U nas jak w banku, nie ma nudy. Silni przyjdą i wyprowadzą.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)