Zbigniew Kopczyński Zbigniew Kopczyński
36
BLOG

Kiedy Putin się cieszy

Zbigniew Kopczyński Zbigniew Kopczyński Polityka Obserwuj notkę 5
Wygląda na to, że to właśnie Donald Tusk był i jest premierem wymarzonym przez Rosję, a może przez nią wychodowanym

Niedawne wezwanie prof. Czarnka, by Unia Europejska wstrzymała pomoc dla Ukrainy z powodu czczenia przez nią pamięci Ukraińskiej Powstańczej Armii, organizacji de facto nazistowskiej, wywołało wiele przeważnie negatywnych reakcji. Niewątpliwie pomoc Ukrainie to nasz oczywisty interes. Nie mniej pozostaje problem reakcji na odwoływanie się ukraińskich władz do upowskiej tradycji i zacieranie pamięci o popełnionych zbrodniach, ich skali i niespotykanym okrucieństwie.

Premier Tusk był uprzejmy skomentować wypowiedź pisowskiego kandydata na premiera stwierdzeniem "Lepszego kandydata na premiera niż wiceprezesa PiS Przemysława Czarnka Rosja nie mogła sobie wymarzyć". Premier zgrabnie nie zauważył, że wezwanie prof. Czarnka skierowane było bardziej przeciw Ukrainie niż wobec Rosji. Niewątpliwie każde osłabienie pomocy Ukrainie to powód do świętowania na Kremlu. Jeśli jednak sięgniemy nieco pamięcią i odrzucimy retoryczną przykrywkę oceniając bieżące działania, zobaczymy, że jest premier bardziej sprzyjający Rosji niż wygłaszający kontrowersyjne wezwanie kandydat Prawa i Sprawiedliwości. Jest nim Donald Tusk.

Spójrzmy, bardzo skrótowo na korzystne dla Rosji działania w czasie poprzedniego premierowania Donalda Tuska. Wymienię tu tylko kilka, moim zdaniem najważniejszych:

Trudno znaleźć precedens w historii stosunków międzypaństwowych dla oddania dochodzenia w sprawie smoleńskiej w ręce Rosji – pierwszego podejrzanego – z pełnym zaufaniem do profesjonalizmu i obiektywizmu funkcjonariuszy putinowskiego reżimu. Była to kulminacja Tuskowej służalczości wobec Moskwy.

Ekstremalne zaufanie do Rosji wykazał też rząd Donalda Tuska podpisując niezwykle korzystny dla niej kontrakt na dostawy gazu. Gdyby nie interwencja Komisji Europejskiej, w interesie Polski, ale wbrew stanowisku polskiego rządu, płacilibyśmy Rosji ciężkie pieniądze do końca roku 2037.

W kwietniu 2008 na szczycie w NATO miano zdecydować o zaproszeniu do członkostwa Gruzji i Ukrainy. Prezydent Lech Kaczyński przygotował list do przywódców państw sojuszu, w którym przekonywał do otwarcia im drogi do akcesji. Wysłanie listu wstrzymało Ministerstwo Spraw Zagranicznych, a sprzeciw Francji i Niemiec zablokował zaproszenie. Cztery miesiące później Rosja napadła na Gruzję, a po sześciu latach na Ukrainę.

Solą w oku rosyjskich strategów było wynegocjowane przez rząd PiS-u zainstalowanie amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce. Nie spodobało się to kremlowskiemu dyktatorowi, o czym nie omieszkał powiadomić Donalda Tuska podczas jednej z ich szczerych rozmów w ramach niesławnego resetu. Premier Tusk wziął sobie do serca utyskiwania przyjaciela i instalowanie tarczy storpedował.


We wrześniu 2013 roku podpisano umowę o współpracy polskiej Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa – następczynią osławionej KGB. SKW zobowiązała się wtedy, między innymi, do przekazywania FSB informacji o działaniach państw trzecich przeciw Federacji Rosyjskiej. Te państwa trzecie to nasi sojusznicy. Polska była wtedy i jest nadal członkiem NATO, uważanego przez Federację Rosyjska za swego głównego wroga. Zasadnym zatem staje się pytanie, po której stronie geostrategicznego konfliktu stanęły wtedy polskie służby, a w konsekwencji państwo? Wobec kogo były lojalne?

Miejsca brakuje na pobieżne choćby opisanie wielu innych działań, a wymienić trzeba choćby znaczącą redukcje polskiej armii i jej zdolności bojowej. Przygotowywanie jej jedynie do misji zagranicznych, a nie obrony polskich granic, co wynikało z oficjalnej doktryny o braku jakiegokolwiek zagrożenia ze wschodu. Dodajmy do tego wysuwaną propozycje przyjęcia Rosji do NATO.

Podarowano Gazpromowi zaległe opłaty za przesyłanie gazu i pozbawiono Polski kontroli tranzytu gazu. Milcząco zgodzono się na budowę gazociągu Nord Stream, utrudniającego żeglugę do Szczecina i przejęcie przez Rosję kontroli nad Cieśniną Pilawską. Dodajmy do tego wprowadzenie małego ruchu granicznego skutkującego niekontrolowanym de facto napływem do Polski mieszkańców Okręgu Królewieckiego, głównie na zakupy w polskich sklepach. A ilu wśród nich przybyło służbowo, wie tylko Władimir Putin.

Premier Tusk nie widział żadnych ideologicznych przeszkód, by sprzedać Rosjanom Lotos ani by polskich ambasadorów na corocznej naradzie pouczał Siergiej Ławrow, na osobiste zaproszenie polskiego ministra spraw zagranicznych. Nie widział też problemów ze szkoleniem członków Państwowej Komisji Wyborczej w Moskwie – oazie wzorcowej demokracji i transparentnych wyborów. Polska pomogła w Mińsku przymusić Ukrainę do przyjęcia pokoju na rosyjskich warunkach, a na pytanie o pomoc Ukrainie Donald Tusk odpowiedział „Nie będziemy wypruwać sobie żył”.

A to wszystko w sosie retorycznych zapewnień o pełnej zaufania współpracy z Rosją i pohukiwań na PiS jako na partię sypiącą piach w szprychy wzorowej współpracy i chcącej doprowadzić do wojny z Rosją.

Po ponownym objęciu kierowania rządem retoryka Donalda Tuska zmieniła się diametralnie. Teraz to Rosja jest wrogiem i zagrożeniem, a PiS rosyjską V kolumną. Ale to tylko retoryka. W rzeczywistości trudno znaleźć jakieś antyrosyjskie działania podjęte samodzielnie i wykraczające poza europejski mainsteam. Wiele jest natomiast działań ewidentnie na rzecz Rosji, z których wymienię tylko niektóre.

Donald Tusk zmienił retorykę w kwestii zapory na granicy i teraz deklaruje jej obronę. Deklaruje, bo podległa mu prokuratura nadal ściga żołnierza za strzały na granicy. Po to, by inni stracili ochotę do powstrzymywania imigranckiej inwazji. Gdy na granicy zjawią się sołdaci Putina, żołnierze będą głęboko zastanawiać się przed oddaniem strzałów.

Przed przekazaniem Pawła Rubcowa vel Pablo Gonzalesa – agenta GRU jego mocodawcy, podległa rządowi prokuratura umożliwiła mu szczegółowe zapoznanie się z aktami jego sprawy. Dowiedział się tam o metodach pracy polskiego kontrwywiadu, a to bezcenne informacje dla rosyjskiej razwiedki.

Histeria wobec używania Pegazusa, doprowadziła do utraty przez polskie służby możliwości korzystania z tego narzędzia. Publiczne przesłuchania niezbyt rozgarniętej komisji sejmowej i wywlekanie na światło dzienne spraw z natury swej tajnych, spowodowały wstrzemięźliwość innych służb do współpracy z polskimi. W efekcie nasze służby stały się ślepe i głuche. Trudno o lepszy prezent dla Rosji.

W oczywistym interesie Rosji jest osłabianie państwa polskiego, a w tej konkurencji osiągnięcia Donalda Tuska są wręcz imponujące. Od katastrofy budżetowej, poprzez wszystkie elementy funkcjonowania państwa i pozbawianie możliwości rozwoju.

Nie udało mu się jedynie, wskutek dużego oporu społeczeństwa storpedować budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, ale znacznie ograniczył ten projekt. Ważną funkcją CPK, oprócz hubu pasażerskiego i cargo, była możliwość szybkiego przyjęcia wojsk NATO (czytaj: amerykańskich) w razie zagrożenia i, dzięki systemowi szprych kolejowych, szybkiego przetransportowania ich w pobliże zagrożonej granicy na wschodzie i północy. Po zamianie szprych na Y, amerykanie będą mogli szybko i wygodnie dostać się do Wrocławia lub Poznania.

Zresztą budowa infrastruktury dla transportu i pobytu amerykańskich wojsk może okazać się zupełnie niepotrzebna, jako że rząd Donalda Tuska robi wiele, by zniechęcić amerykanów do sojuszu z Polską. Trudno znaleźć jakąkolwiek prośbę Amerykanów spełnioną przez polski rząd. Premier i minister sprawiedliwości prześcigają się w krytyce sojuszników i zamieszczaniu złośliwych wpisów w mediach społecznościowych, najczęściej na poziomie szkoły podstawowej. Od trzech lat Polska nie ma ambasadora w Waszyngtonie, co pokazuje Amerykom, jak małą wagę rząd Donalda Tuska przywiązuje do wzajemnych relacji. Upieranie się przy utrzymywanie w Waszyngtonie kierownika placówki nieakceptowalnego dla Amerykanów jest kolejnym policzkiem wymierzonym sojusznikom. Wszystko w wpisuje się w realizację wypychania Amerykanów z Europy, co od lat jest strategicznym marzeniem Rosji.

Wygląda na to, że to właśnie Donald Tusk był i jest premierem wymarzonym przez Rosję, a może przez nią wychodowanym.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj5 Obserwuj notkę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka