Rosyjska agresja na Ukrainę poprzedzona była przygotowaniem propagandowym, które, niczym przygotowanie artyleryjskie przed atakiem piechoty, miało osłabić pozycję przeciwnika. To klasyka działań Rosji, a i innych agresorów. Takie ofensywy propagandowe przeprowadzała Moskwa przed napaścią na Gruzję, a wcześniej Czeczenię.
W kwestii czeczeńskiej posunięto się nawet dalej. Nie wystarczyło przedstawianie władz czeczeńskich jako terrorystów i zagrożenie. Dokonano w rosyjskich miastach kilku zamachów bombowych i oskarżono o nie Czeczenów. To, że zginęło trochę obywateli Federacji Rosyjskiej nie miało znaczenia. Teraz ginie ich znacznie więcej i co?
Taki ostrzał propagandowy ma znaczenie przede wszystkim wewnętrzne. Przy faktycznym monopolu informacyjnym i charakterystycznym dla większości mieszkańców Rosji zaufaniu i posłuchu wobec władzy łatwo można osiągnąć poczucie zagrożenia faszystowską agresją na miarę tej z 1941. A to znakomicie usprawiedliwia konieczność akcji wyprzedzającej.
Na zewnątrz działa to słabiej. W zasadzie tylko na licznych, niestety, rusofilów, dla których każde słowo płynące z Kremla to prawda objawiona. Dodać trzeba też tych polityków, dla których rzekomy faszyzm moskiewskich przeciwników to wygodny pretekst do zamykania oczu na rosyjskie zbrodnie.
W Polsce moskiewskie oskarżenia to temat do kpin raczej niż poważnych reakcji. Śmieliśmy się do łez z pomysłu, że Żyd z Krzywego Rogu może być faszystą. Wiemy bowiem, że, zgodnie z zasadą sowieckiej propagandy już od czasów Stalina, faszystą jest każdy, kto nie kocha Związku Sowieckiego. Dziś jednak z tych oskarżeń śmiejemy się nieco mniej, a powodem tego są działania i wypowiedzi prezydenta Zełeńskiego oraz innych przedstawicieli ukraińskich elit. Działania i wypowiedzi niestety nieodosobnione i trwające już jakiś czas. Wygląda to na nowy kierunek polityki ukraińskiego prezydenta, dający mu może jakieś korzyści wewnętrzne, lecz fatalny w stosunkach międzynarodowych.
Szampany musiały wystrzelić na Kremlu nie z powodu odebrania prezydentowi Zełeńskiemu Orderu Orła Białego, co było logiczną konsekwencją decyzji ukraińskiego przywódcy. W Moskwie cieszyli się z honorowania Ukraińskiej Powstańczej Armii. Nie ma bowiem większej radości dla oskarżyciela niż dobrowolne przyznanie się oskarżanego do postawionych mu zarzutów. UPA, której kult propaguje prezydent Ukrainy, była organizacją po prostu nazistowską. Jeśli, wbrew sowieckiej propagandzie, zauważymy istotne różnice między faszyzmem a nazizmem, to nie sposób inaczej określić tych, których honorują ukraińskie władze.
Trudno zgodzić się z tłumaczeniami, że UPA bohatersko walczyła z Sowietami. Pewnie tak było. Niemniej to właśnie UPA dokonała ludobójstwa na Polakach, Żydach i Czechach, by uzyskać czystą etnicznie Ukrainę, bez żadnych mniejszości. A to już czysty nazizm. Z Sowietami walczyli też żołnierze Waffen SS, często bohatersko bronili swojej ojczyzny przed zalewem bolszewickiej dziczy. Mieli jednak w dorobku masowe zbrodnie, dlatego cała SS uznana została przez aliantów za organizację przestępczą. I jakbyśmy nie krytykowali niemiecką politykę relatywizacji dokonanych zbrodni, przerzucania winy na innych, to w całej powojennej historii Niemiec nikomu nie przyszło do głowy nazwać jakąś jednostkę Bundeswehry imieniem „Bohaterów Waffen SS”. A Wołodymyr Żełeński nie ma z tym problemu.
Ślimacze tempo zezwoleń na ekshumacje wpisuje się w tę politykę. Kopanie w kilku – w porywach – miejscach rocznie doskonale zaciera skalę zbrodni. Historycy wskazali około 2800 miejsc zbiorowego ukrycia zwłok. Ich ujawnienie pokazałoby skalę ludobójstwa i skalę okrucieństwa upowskich „bohaterów”. Rozbitą czaszkę dziecka trudno uznać za ofiarę walk polsko – ukraińskich.
Kultywując „bohaterów UPA” prezydent, a tym samym państwo ukraińskie pokazuje jakie wartości ceni i kogo chce naśladować. Żołnierze Ukraińskiej Powstańczej Armii kształtowani byli przez ideologię Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, której z kolei ideolodzy tworzyli wizję Ukrainy czystej etnicznie, jak łan zboża bez chwastów. Dokonywane zbrodnie i potworne okrucieństwa wobec innych, także niewyznających tych idei Ukraińców, uważane były za najwyższy wyraz patriotyzmu. Wolna Ukraina nie miała być demokratyczną republiką, lecz państwem z systemem wodzowskim, tak jak III Rzesza. A to już czysty nazizm.
Zwrot ukraińskich władz w kierunku konfrontacji z Polską, bez której Ukraina nie zdołałaby się obronić, to zwrot w kierunku budowy Wielkiej Ukrainy według wizji OUN, i dążenie do odgrywania roli lidera i rozgrywającego we wschodniej Europie. Wołodymyr Zełeński może się przeliczyć w polityce robienia wrogów z przyjaciół i zwrot może okazać się samobójczy. A dla Polaków jest wielkim rozczarowaniem.
Pamiętamy tą entuzjastyczną pomoc dla Ukrainy, wizje przyjaźni, a nawet unii. Gotowi byliśmy do zamknięcia sprawy Wołynia. W tej kwestii chcieliśmy jedynie prawdy i godnego pochówku ofiar – sprawy elementarnej w cywilizowanym świecie, na koszt państwa polskiego. Wystarczyłoby „Tak, nasi dziadowie dokonali rzezi, ale wiemy, że to był błąd i nigdy go nie powtórzymy. Poszukajcie więc i pochowajcie waszych po chrześcijańsku”. Nie doczekaliśmy się tego. Doczekaliśmy się oskarżeń o pracę dla Rosji i robienia bohaterów ze zbrodniarzy.
Nie tylko wobec Polski nastąpił zwrot. W mniejszym stopniu też wobec innych sąsiadów Ukrainy. Na oficjalnym zdjęciu z wizyty ministra obrony w Trzecim Korpusie Armijnym, generał Chmara odznacza żołnierzy na tle mapy Wielkiej Ukrainy. Wielka Ukraina według tej mapy nigdy nie istniała. Jest chorą wizją OUN-owskich ideologów. Oprócz niezłego kawałka Polski, w skład Wielkiej Ukrainy wchodzą terytoria prawie wszystkich sąsiadów, w tym jej przyjaznych jak Rumunia i Mołdawia. Publikowanie takiej mapy to komunikowania sąsiadom pretensji terytorialnych. W konsekwencji państwa te uznać będą musiały Ukrainę za państwo wrogie i im zagrażające. Doskonała metoda na robienie wrogów z przyjaciół, tym bardziej, że ich pomoc potrzebna będzie by kontynuować wojnę – nikt nie wie jak długo – a i po wojnie Ukraina bez pomocy się nie obejdzie.
Czy będziemy mieli na południowym wschodzie państwo wrogie i niebezpieczne? Niekoniecznie. Nie wszyscy Ukraińcy myślą jak Wołodymyr Zełeński. Może po wyborach, jakie powinny nastąpić po wojnie, władzę obejmie prezydent realnie myślący, który zrozumie, że korzystniejszy dla Ukrainy jest sojusz z Polską a nie wrogość. Wtedy będzie można odbudować zaufanie. Nie będzie to łatwe, bo dobre stosunki łatwo zepsuć, naprawienie ich wymaga znacznie więcej czasu.
Może polskiej krwi wylanej przez Niemców nie uniemożliwiło nam pokojowego sąsiedztwa. Jest raz lepiej, raz gorzej, ale nie wrogo. Warunkiem jest prawda i dobra wola obu stron. Jest wielu Ukraińców, dla których UPA nie jest życiowym wzorem. Prawie każdy Polak zna jakiegoś Ukraińca i może na bazie osobistych kontaktów uda się nasze stosunki naprawić. To taki plan minimum. Nie stać nas na kolejnego wroga w sąsiedztwie.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)