Dług publiczny Polski przekroczył niedawno 2 bln zł (słownie: dwa biliony złotych), a radosna twórczość rządzących zapowiada kolejne rekordy. Na ten astronomiczny wynik złożyły się wszystkie poprzednie rządy, aczkolwiek nie wszystkie w równym stopniu. Proponuję prześledzić dzieje budżetu III RP i zadłużenia państwa w krótkim i uproszczonym zarysie.
Ostatni rok PRL-u kończył się deficytem 4,73 biliona ówczesnych złotych, co daje niecałe pół miliarda dzisiejszych złotówek, czyli 473 mln zł. Skromnie, prawda? Zadłużenie państwa trudno porównać, ze względu na inną metodę jego liczenia. Podać można jedynie zadłużenie zagraniczne, a ono stanowiło największy problem budżetu i hamulec rozwoju. Wynosiło ono 42 miliardy dolarów, co po dzisiejszym kursie dałoby jakieś 160 mld zł.
Rok 1990 to rządy Tadeusza Mazowieckiego i spadek deficytu do 360 mln (tak: milionów) zł na dzisiejsze złotówki i wzrost zadłużenia zagranicznego do 48 mld USD. Po publicyście Mazowieckim premierem został ekspert gospodarczy Krzysztof Bielecki z Kongresu Liberalno – Demokratycznego – partii Donalda Tuska. Dzięki rządom ekspertów deficyt budżetowy wyskoczył ponad dziewięciokrotnie i osiągnął poziom 3,1 mld zł.
Rząd Jana Olszewskiego istniał niecałe pół roku, więc trudno przypisać mu konkretne osiągnięcia. Wynikiem roku 1992 – 7,1 mld zł deficytu i 55 mld UDS zadłużenia zagranicznego – musi podzielić się z rządem Hanny Suchockiej, na którego konto zapisać możemy też 8,7 mld zł deficytu w roku 1993. W tym też roku zaczęto obliczać zadłużenie podobnie jak robi się to dzisiaj i wyszło 6 mld zł. Z dzisiejszej perspektywy drobiazg.
Lata 1994 - 1997 to rządy koalicji Sojuszu Lewicy Demokratycznej z Polskim Stronnictwem Ludowym i premierów: Waldemara Pawlaka, Józefa Oleksego i Włodzimierza Cimoszewicza. W latach tych w budżecie brakowała kolejno: 8,5 mld, 8,7 mld, 12,5 mld i 13,2 mld zł. Od 1 stycznia 1995 mamy nowe złote i nie trzeba już przeliczać (Jedna nowa złotówka to dziesięć tysięcy starych). Nowe pieniądze dały nowy rozmach, więc warto zauważyć skok deficytu między latami 1995 i 1996 o 44%.
Koalicja Akcji Wyborczej Solidarność i Unii Wolności sprawowała rządy w latach 1998 – 2001, a premierem był prof. Jerzy Buzek. Deficyt początkowo nieco spadł do 13,1 mld zł w roku 1998 i 12,5 mld zł w 1999, by wzrosnąć do 15,4 mld zł w roku 2000 i następnie eksplodować o 110%, osiągając na koniec roku 2001 32,4 mld zł. Zadłużenie wzrosło w ciągu tych lat o 60% z 189,5 mld zł w roku 1997 do 302,1 mld zł w 2001.
Po AWS-ie przyszedł premier Leszek Miller i koalicja Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Polskiego Stronnictwa Ludowego i Unii Pracy. Leszek Miller osiągnął w pierwszym roku swoich rządów wzrost deficytu o 56% do 40,4 mld zł, by w roku następnym obniżyć go do 37 mld zł. Zadłużenie wzrosło za jego rządów o 35% do 408,6 mld zł.
Po wypchnięciu z koalicji PSL, rządząca koalicja składała się tylko z Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Unii Pracy, a później już tylko Sojuszu. W obu tych konstelacjach premierem był prof. Marek Belka. Za jego rządów deficyt nieco wzrósł do 41,4 mld zł w roku 2004, by następnie mocno, to jest o 31%, spaść do poziomu 28,4 mld zł. O 35% z kolei wzrosło zadłużenie i osiągnęło ono na koniec roku 2005 466,6 mld zł.
Wybory w roku 2005 niosły nadzieję na zupełne odsunięcie od władzy towarzyszy rodem z PRL-u i przejęcia władzy przez ugrupowania postsolidarnościowe: Platformę Obywatelską oraz Prawo i Sprawiedliwość. Deklarowano rządy koalicyjne po zwycięskich wyborach, a sondaże dawały obu tym partiom większość konstytucyjną. W kampanii wyborczej Platforma podkreślała swoje kompetencje ekonomiczne, a Prawo i Sprawiedliwość projekty uzdrowienia wymiaru sprawiedliwości. O gospodarce i budżecie PiS wypowiadał się dość oszczędnie. Sondaże przewidywały wygraną Platformy i Jana Marię Rokitę na stanowisku premiera oraz zdobycie Belwederu przez Donalda Tuska.
Niestety, Polacy znów źle zagłosowali i najwięcej głosów zdobyło Prawo i Sprawiedliwość, a prezydentem został Lech Kaczyński. Negocjacje koalicyjne o utworzeniu rządu PiS i PO, na żądanie Platformy, prowadzono w świetle kamer, co było prostą drogą do wysadzenie projektu POPiS-u w powietrze. I tak też się stało. Rząd utworzyła Koalicja Prawa i Sprawiedliwości, Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony. Premierem został Kazimierz Marcinkiewicz, zastąpiony później przez Jarosława Kaczyńskiego, a wicepremierami Roman Giertych i Andrzej Lepper. Platforma przeszła do zaciekłej opozycji.
Jak na ekonomicznych dyletantów, poszło im zupełnie nieźle. Pierwszy rok (2006) zakończył się małym spadkiem deficytu do 25,1 mld zł, a w roku następnym deficyt spadł o 35% do dawno nie widzianego poziomu 16 miliardów. Zadłużenie państwa wzrosło w ciągu tych dwóch lat o 60,8 mld zł i osiągnęło poziom 527,4 miliarda.
Rozpad koalicji spowodował przedterminowe wybory, w wyniku których rządy przejęła Platforma Obywatelska z Donaldem Tuskiem jako premierem w koalicji z Polskim Stronnictwem Ludowym. Ekonomiczni eksperci zaczęli ostro i już w pierwszym roku ich rządów deficyt wzrósł o ponad połowę, dokładnie o 51% do 24,3 mld zł. W następnych latach następował nieuchronny wzrost deficytu, choć z pewnymi wahaniami.
Uwagę zwraca szczególnie rok 2014 z deficytem jedynie 29 mld zł, co stanowi spadek o 31% wobec roku poprzedniego. Jest to efekt zawłaszczenia przez państwo składek obywateli zdeponowanych w otwartych funduszach emerytalnych. Po zagarnięciu składek i chwilowej uldze dla budżetu, wszystko wróciło do normy. W roku 2015 deficyt wyniósł już 42,6 mln zł, co stanowi wzrost o 47%, prawie o połowę. Zadłużenie państwa w ciągu ośmiu lat PO-PSL wzrosło o dwie trzecie i wyniosło 877,3 mld zł.
Tym razem Prawo i Sprawiedliwość wróciło do władzy z hasłami poprawy sytuacji budżetowej. i tak też się działo. W pierwszym roku deficyt nieco wzrósł – do 46,2 mld zł, ale już w roku 2017 było to 25,4 mld zł – spadek o 45%. W następnym kolejny spadek. Tym razem o całe 60% do wartości 10,4 mld zł, co stanowi najniższy deficyt od roku 1995. Wszystko szło w kierunku budżetu zrównoważonego i takie były zapowiedzi.
Wybuch pandemii i ogromne pieniądze wpompowane w ratowanie gospodarki spowodowały sześciokrotny wzrost deficytu do 85,1 mld zł. Później konsekwentny spadek do 26,9 mld w 2021 i 12,4 mld zł w roku 2022, pomimo olbrzymich pieniędzy wydanych na pomoc Ukrainie i Ukraińcom, a w zasadzie Ukrainkom.
Gwałtowny wzrost wydatków na zbrojenia spowodował siedmiokrotny wzrost deficytu do 85,6 mld zł w roku 2023. Był to jeden z powodów oskarżeń o marnotrawstwo publicznych pieniędzy. Skutkiem były przegrane wybory i objęcie władzy ponownie przez Donalda Tuska, tym razem na czele Koalicji Obywatelskiej.
Wyborcy, niepomni poprzednich rządów Platformy, mieli nadzieję na poprawę, a otrzymali powtórkę z rozrywki i to na pełnej petardzie. Już w roku 2024 deficyt wzrósł o blisko 150% - tak: sto pięćdziesiąt procent – to nie pomyłka i wyniósł 210,9 mld zł. W następnym 289 mld, na ten rok przewidziany jest deficyt 271,7 mld. Przewidziany, bo co ostatecznie będzie, Bóg jeden wie.
Planowane zadłużenie na koniec tego roku to 2,14 bln (tak: biliona) złotych. W ciągu jedenastu lat swoich rządów Platforma/Koalicja Obywatelska wygenerowała 1,14 bln zł długu. Stanowi to 54% zadłużenia państwa. To więcej niż zadłużenie spowodowane przez wszystkie pozostałe rządy. Trzeba przyznać, że robi wrażenie. A to dopiero początek.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)