Premier przekonuje o zaawansowanych planach Rosji ataku na Polskę. Według niego uderzenie nastąpi tuż, tuż. Poruszony tym ostrzeżeniem generał Andrzejczak pyta, czy coś robimy w tej sprawie. Odpowiada cisza.
Nie ma mobilizacji, ani nawet zarysów jej planu. Z pieniędzy otrzymanych z Unii Europejskiej na obronę wschodniej granicy rząd wybudował pod Warszawą atrapę umocnień, po której z dumą oprowadzano brukselską delegację. Wygląda na to, że strategią uśmiechniętej koalicji na wojnę jest pokonanie Rosji siłą spokoju.
Proszę bez głupich komentarzy i wyśmiewania rządzących. W tej strategii widać głęboki sens, gruntowne przemyślenie. Wyobraźmy sobie rosyjskie dywizje nabuzowane żądzą krwi i wolą walki, spodziewające się oporu jak na Ukrainie, choćby pod Kijowem, gdy wyparował kilkudziesięciokilometrowy pancerny konwój Putina. A tu cisza i spokój. Szok! Rosjanie z pewnością domyślą się, że Polacy przygotowali straszliwą zasadzkę. Ta świadomość spowoduje strach, przerażenie i depresję ruskich sołdatów. Następną konsekwencją będzie paniczna ucieczka.
By nic nie zmąciło mocarstwowego spokoju, rząd pozbył się pocisków Patriot, najbardziej zaawansowanego systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Dokładnie nie wiadomo czy tylko pocisków, czy też wyrzutni, bo informacje są skąpe i sprzeczne. Po wstępnych krętactwach, potwierdzono darowanie Patriotów Ukrainie, choć to do końca nie jest pewne. Wiemy, że prezydent Żełeński dziękował za ten dar Niemcom, nie Polsce. Pojawia się więc pytanie, czy przekazaliśmy Patrioty Ukrainie czy Niemcom, by to oni wystąpili w roli donatora?
Jakby nie było, rozbrajanie obrony powietrznej w obliczu bliskiego – według premiera – ataku Rosji, to działanie kuriozalne w teorii prowadzenia wojen. Oczywiście jest spójne ze strategią opisaną na wstępie, ale tak na zdrowy rozum można określić to jedynie jako decyzję pijanego idioty.
Ale to dopiero początek. By uspokoić wzburzone media, rząd Donalda Tuska użył ulubionego argumentu: „PiS był gorszy”. Minister obrony opublikował zestawienie sprzętu darowanego Ukrainie od początku rosyjskiej inwazji. Efekt miał być porażający. I był! Okazało się, że za rządów Zjednoczonej Prawicy Ukrainie przekazano dziesięć razy więcej niż przekazali trzynastogrudniowcy.
To akurat nie dziwi. Dziwi natomiast traktowanie pomagania Ukrainie jako czynu nagannego, z którego trzeba się tłumaczyć, i o który można oskarżać przeciwnika. No i ta logika pijanego debila.
Od 13 grudnia 2023 rządzący oskarżają Prawo i Sprawiedliwość o prorosyjskość i antyukraińskość. Każda krytyka trzynastogrudniowych patologii kwitowana jest stwierdzeniem premiera, że „Putin się cieszy”. A tu minister Kosiniak – Kamysz z miną demaskatora ujawnia, że proputinowski PiS dzisięcioktrotnie bardziej zwiększył możliwości Ukraińców zabijania sołdatów Putina niż proukraińska KO. Zapętlenie logiczne jest takie, że – jak mówią Rosjanie – bez pół litra nie zrozumiesz. Jedno jest pewne: z dziesięciokrotnej redukcji pomocy militarnej dla Ukrainy Putin naprawdę się cieszy.
Jeszcze niedawno, omalże w przeddzień kuriozalnej donacji, minister obrony narodowej odrzucił prośbę Amerykanów o przekazanie im Patriotów. Stwierdził przy tym zdecydowanie, że Patrioty przeznaczone są wyłącznie do obrony polskiej przestrzeni powietrznej. A teraz okazuje się, że nie.
Amerykanów trzynastogrudniowcy potraktowali z buta, bo po co nam ich pomoc wojskowa, parasol atomowy i wywiadowczy, skoro mamy Zjednoczoną Europę, w której Polska, a szczególnie Donald Tusk ma silną i niekwestionowaną pozycję. A jak silna jest ona przekonaliśmy się przy okazji powstania Koalicji Antybalistycznej.
Otóż dziewięć krajów europejskich: Dania, Francja, Niemcy, Włochy, Holandia, Norwegia, Hiszpania, Szwecja, Wielka Brytania oraz Ukraina. Powołały koalicję na rzecz wspólnego opracowania i produkcji systemów obrony przed pociskami balistycznymi. Polski tam nie ma i to, jak wynika z przecieków, na życzenie Ukrainy, która nie widzi tam dla nas miejsca. To taki specyficzny gest wdzięczności za przekazane Patrioty. Miejsca dla nas nie widzą tez nasi europejscy sojusznicy (?).
Pamiętacie, jak przed wyborami Donald Tusk zapewniał, że w Brukseli nikt go nie ogra. Tutaj koncertowo dał się ograć. A raczej nie tyle dał się ograć, co nie miał pojęcia, że jakaś gra się toczy, a o jej wyniku dowiedział się z mediów, jak my wszyscy.
Tacy to rządzą nami „miszczowie” dyplomacji. Zostaliśmy osamotnieni w Unii Europejskiej, wobec otwarcie agresywnej Rosji i coraz bardziej nieprzyjaznej Ukrainy. Co w tej sytuacji robi rząd? Premier i minister spraw zagranicznych wyżywają się w roli internetowych trolli, publikując coraz głupsze wpisy.
Jedyna konsekwentna działalność naszych dyplomatołków, to zniechęcanie do Polski Amerykanów, naszego jedynego rzeczywistego sojusznika, jedynego który może nam realnie pomóc w spodziewanej wojnie z Rosją. Antyamerykańskie działania i wypowiedzi polskich gwiazd dyplomacji to temat na osobny, obszerny tekst. A, że wyparcie Amerykanów z Europy to strategiczny cel Kremla, Putin naprawdę się cieszy.
Podsumowując: premier zapowiada rychłą napaść Moskali i w związku z tym rozbraja Polskę, dopuszcza do izolacji Polski w Europie i zraża najpotężniejszego sojusznika. Nie pytajcie, czy leci z nami pilot. Pilota już dawno nie ma. Samolot leci bezwładnie do wyczerpania paliwa, a w vipowskiej salonce zabawa trwa w najlepsze.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)