No i rozpisały się media, szczególnie te prawicowe, o wielkiej podobno aferze w Szpitalu Południowym w Warszawie. Czy naprawdę afera, a może to po prostu robienie wideł z igły? Bo cóż takiego się stało? Młody, zdolny, pracowity człowiek, harując jak wół, poświęcając się dla pacjentów, zarobił niezłe pieniądze. Wszyscy chcieliby tyle zarobić, ale nie każdy chciałby tyle pracować. Pytacie jak to możliwe, żeby pracować 11 godzin przez 30 dni w miesiącu w Szpitalu Południowym i łączyć to z pracą w innych szpitalach? Otóż jest to możliwe.
Dyżury na SOR-ze, czyli Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, z natury rzeczy są wymagające i wyczerpujące. Co więc umożliwiło temu lekarzowi tak szybką i skuteczną regenerację? To uśmiech! Spójrzcie na jego zdjęcia z premierem Tuskiem, prezydentem Trzaskowskim, posłem Arłukowiczem i innymi prominentami Koalicji Obywatelskiej. Na każdym z nich promienieje uśmiechem. To właśnie uśmiech daje mu siły do nadludzkiej pracy i jeszcze w jej czasie walki o demokrację. Gdybyście wy, prawicowi siewcy nienawiści, z zaciętymi ze złości ustami, wyrabiający ledwo osiem godzin dziennie z wolnymi weekendami, częściej uśmiechali się, też moglibyście zarobić tyle, co uśmiechnięty lekarz.
A jak to jest możliwe, żeby w czasie ostrych dyżurów walczyć o demokrację, biorąc udział w telewizyjnych występach, partyjnych spędach i sesjach Rady Dzielnicy? Cóż w uśmiechniętej Polsce możliwe są nie takie rzeczy. Czyżbyście zapomnieli, że Polak potrafi?
Z prawdziwą przykrością konstatuję, że młody lekarz ugiął się pod medialną nagonką i zwrócił szpitalowi dużą część ciężko zapracowanych pieniędzy. Pieniędzy, których wcale nie ukradł, jak zarzucają mu nieprzychylne media, a jeśli, to oddał. Jest więc ofiarą, a nie sprawcą. Miejmy nadzieję, że Urząd Skarbowy zwróci mu nadpłacony podatek.
Wiem, wiem, krzyczycie, że to dowód na fałszywość złożonych uprzednio faktur. Nie wiecie, czym jest faktura korekcyjna? I nie krzyczcie, że pierwotne faktury były fałszywe. Były po prostu błędne. Lekarz się pomylił i błąd skorygował. Wy nigdy się nie mylicie?
No i jeszcze to wyciąganie członkostwa w partii rządzącej. Też mi sensacja. Przecież wiadomo powszechnie, że Koalicja Obywatelska to partia młodych, zdolnych, wykształconych. Młody, ambitny i pracowity człowiek musi należeć do KO, to oczywiste.
A że nie ma specjalizacji i nie powinien zajmować tak odpowiedzialnego stanowiska? Czy takie ważne są dla Was papierki? Cóż w tym dziwnego, że zdolny i pracowity człowiek osiągnął poziom, który tępaki osiągają po wielu latach. Wielu z rządzącej koalicji pamięta jeszcze hasło „Nie matura, lecz chęć szczera, zrobi z ciebie oficera”. Dzięki takiemu podejściu zbudowano drugą armię w Układzie Warszawskim. Są więc sprawdzone wzory i Koalicja Obywatelska potrafi z nich korzystać.
Wreszcie to, co najbardziej rozpala zaciekłych krytyków: salonik VIP dla polityków koalicji rządzącej. A cóż w tym dziwnego? Korzystali z niego najważniejsi politycy, ci którzy w swych spracowanych dłoniach dzierżą ster nawy państwowej, na których barkach spoczywa odpowiedzialność za naszą Ojczyznę. I ci ludzie mieliby czekać godzinami na SOR-ze, zaniedbywać tym samym sprawy państwowe? SOR-y są dla wąsatych Januszów z Podkarpacia. Niech przyprowadzają tam swoje żony, by sobie rodziły, skoro już muszą.
No i jeszcze ten detoks dla polityków. Nie macie pojęcia, jak praca polityka jest ciężka i odpowiedzialna, pełna nieoczekiwanych zwrotów i wydarzeń. By sobie z tym poradzić trzeba czasem coś wypić lub powciągać. To zupełnie normalne, ale nie można dopuścić, by skutki zaburzyły pracę dla Kraju.
Czy naprawdę chcielibyście widzieć w Sejmie pijanego polityka? Albo na kacu? Mieliście kiedyś kaca? Wiecie jak trudno jest wtedy pracować z tak ciężką głową? A przecież to w umysłach polityków tworzy się przyszłość naszej Ojczyzny? Jak mają tworzyć ją skacowani?
Jak więc widać jasno, ta pseudoafera istnieje tylko w umysłach przeciwników obecnej władzy. To nie afera, tylko należyte zabezpieczenie możliwości wykonywania swych obowiązków przez czołowych polityków partii rządzących. To działanie w najlepiej pojętym interesie Rzeczypospolitej. To polska racja stanu!
Dowodem rozstrzygającym jest niedawne stwierdzenie Romana Giertycha. Otóż kwestionując istnienie afery w Szpitalu Południowym, uzasadnił to tym, że o niej nie słyszał. Biorąc pod uwagę ilość głośnych afer, w których pojawia się jego nazwisko, można z tego stwierdzenia wysnuć wniosek, że poseł Giertych wie o wszystkich aferach i szwindlach Koalicji Obywatelskiej. A może nie tylko wie.
Skoro więc Roman Giertych mówi, że o Szpitalu Południowym nie słyszał, to afery nie ma. I ja mu wierzę.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)