3 obserwujących
99 notek
47k odsłon
401 odsłon

Na Zachodzie zmiany

Wykop Skomentuj1

To już nie apokaliptyczne wizje politycznych Kasandr. Na naszych oczach rzeczywistością staje się logiczna konsekwencja radosnej, lewackiej utopii miltikulti, czyli wprowadzania wielokulturowości w krajach Europy Zachodniej.

Spacerując niedawno po centrum Wiesbaden – do niedawna jednego z najbardziej prestiżowych i drogich miast w Niemczech, poczułem się jak w dużym, turystycznym mieście Bliskiego Wschodu. Wśród niespodziewanie dużej ilości charakterystycznie ubranych arabskich kobiet, rdzenni mieszkańcy sprawiali wrażenie turystów. Tym bardziej, że Arabowie spacerowali zwykle z gromadką dzieci a Niemcy solo. Nie wyglądało to jeszcze tak, jak w parku w angielskim Birmingham, gdzie wśród spacerowiczów nie sposób znaleźć Europejczyka, jednak porównanie wieku spacerujących w Wiesbaden Niemców i Arabów nie pozostawia wątpliwości, jak będzie to miasto wyglądać za dwadzieścia lat.

Już w ubiegłym roku w państwowych szkołach w Austrii naukę rozpoczęło więcej dzieci muzułmańskich niż katolickich. A w tym roku usłyszałem od rodziców z miasta na obrzeżach Zagłębia Ruhry, że przestali posyłać swoje córeczki do przedszkola, bo były jedynymi w grupie niemówiącymi po arabsku.

Wielokulturowość i zmiany w strukturze narodowościowej są już faktem a pokojowe współżycie ludzi różnych kultur i ich wzajemne ubogacanie się pozostają lewacką ułudą. O ile w „starej” Europie stopniowanie zmian przez lata znieczuliło rdzennych mieszkańców, o tyle na terenach „nowej” Unii zmiany te wywołują opór.

Śmierć młodego człowieka, ugodzonego nożem przez muzułmańskich imigrantów wywołała duże i gwałtowne demonstracje w saksońskiej Kamienicy. Nawiasem mówiąc, dość komicznie wyglądało hasło manifestantów „My jesteśmy narodem”, nawiązujące do antykomunistycznych demonstracji przed upadkiem muru berlińskiego, przy monstrualnych rozmiarów głowie Karola Marksa, pozostawionej jako swoista ozdoba w centrum miasta, noszącego w czasach komunistycznych nazwę Karl-Marx-Stadt.

Niemcom nie było jednak do śmiechu. Polityków i media ogarnęła fala przerażenia. Nie tragiczną śmiercią młodego człowieka a reakcją na nią. Reporterzy prześcigali się w znajdywaniu inspiracji neonazistowskich a komentatorzy zastanawiali się, skąd biorą się takie gwałtowne, ksenofobiczne reakcje i jak im zapobiegać. Jako antidotum wymyślono i zrealizowano koncert. Nie wiem, czy liczono na to, że, poruszeni artystycznym przekazem, młodzi muzułmanie wyrzekną się przemocy i grzecznie zintegrują się z Niemcami, spożywając wspólnie piwo i wieprzowe kiełbaski, czy na to, że młodzi Niemcy spokojnie przyjmą rolę ofiar.

Efekt osiągnięto raczej średni. Kilka dni później w sąsiedniej Saksonii – Anhalt kolejna śmierć młodego człowieka po bójce z imigrantami. W pierwszych publicznych wypowiedziach miejscowe władze uspokajały i zapewniały, że są przygotowane i nie dopuszczą do … takich wystąpień jak w Kamienicy. Wszystko zgodnie z obowiązującym schematem: obawa, by Niemcy nie zareagowali zbyt gwałtownie i ani słowa o przyczynach tych reakcji, czyli zachowaniu muzułmańskich imigrantów i bankructwie polityki multikulti.

Zewnętrznemu obserwatorowi trudno dostrzec w tym logikę. Logiki rzeczywiście, jak we wszystkich lewackich teoriach i działaniach, nie za dużo. Istnieje jednak pewna, nie tak znów odległa, analogia historyczna.

Wygląda na to, ze zalewający Niemcy muzułmanie, świadomie czy nie, przystępują do realizacji projektu, o jakim myśleli co niektórzy liderzy koalicji antyhitlerowskiej, czyli „Ostatecznego rozwiązania kwestii niemieckiej”. Natomiast niemieckie władze i odpowiednie służby spełniają rolę analogiczną do tej, jaką w czasie ostatniej wojny spełniały Judenraty i Judenpolizei: pilnują, by ofiary bez sprzeciwu i ze zrozumieniem przyjęły swój los.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka