Zbigniew Kopczyński Zbigniew Kopczyński
60
BLOG

Na przełomie lat

Zbigniew Kopczyński Zbigniew Kopczyński Polityka Obserwuj notkę 1
Miniony rok był czasem zbierania gorzkich owoców głupich działań ostatnich dziesięcioleci. Ameryka zbiera owoce bezrozumnego pompowania rozwoju Chin, w czym wspomagała ją Zachodnia Europa. Europa z kolei budzi się z ręką w kilku nocnikach.

Koniec starego i początek nowego roku to zwykle czas podsumowań tego, co wydarzyło się w odchodzącym roku i spekulacji co czeka nas w roku przyszłym. Na oba tematy można pisać tomy. W tym tekście pozwolę sobie przedstawić najważniejsze, moim zdaniem, wydarzenia i procesy, zarówno w Polsce jak i na świecie, które nadały charakter minionemu rokowi.

Najistotniejszym wydarzeniem w polityce światowej było zaprzysiężenie 20 stycznia Donalda Trumpa jako 47 prezydenta Stanów Zjednoczonych. No i się zaczęło. Jego zwolennicy podkreślają konsekwencję działań na rzecz wydobycia Ameryki z odmętów lewackich idiotyzmów, a przeciwnicy wskazują na niekonsekwencje jego wypowiedzi, szczególnie w odniesieniu do wojny na Ukrainie.

Wygląda na to, że w roku 2025 Donald Trump osiągnął więcej sukcesów w polityce zagranicznej niż krajowej. W końcu udało mu się doprowadzić do zakończenia kilku wojen, z których trzy chciałbym wymienić. Pierwsza to wojna między Azerbejdżanem i Armenią, której kontynuacja mogła doprowadzić do zagłady pierwszego chrześcijańskiego państwa i jednego z najstarszych państw na świecie. Druga to niezwykle krwawa i zacięta wojna w Gazie, z ogromną ilością ofiar cywilnych. A trzecia to niezwykle niebezpieczna dla całego świata wojna między Indiami a Pakistanem, o konsekwencjach eskalacji której lepiej nie myśleć. Wszak walczyły z sobą mocarstwa atomowe.

Nie wyszło tylko z najbardziej nas dotyczącą wojną na Ukrainie. Trwają rozmowy, nie wiem dlaczego nazywane pokojowymi, bo jakiegokolwiek pokoju nawet na horyzoncie nie widać. Wprawdzie Władimir Putin zapewnia o dążeniu do zawarcia pokoju, lecz jako stary kagiebista pokój rozumie po sowiecku, jako panowanie nad całym światem. Koszty osiągnięcia takiego pokoju nie są dla niego istotne, ważny jest cel. Donald Trump to kolejny amerykański prezydent, który na własnej skórze musi przekonać się, że Rosja nie jest normalnym państwem, a Władimir Putin i jego dwór nie myślą kategoriami normalnych ludzi.

Pokój, w naszym rozumieniu tego słowa, może zapanować na Ukrainie dopiero po wyparciu z niej sołdatów Putina, a to zadanie niesamowicie trudne biorąc pod uwagę wsparcie, jakiego udziela Moskwie Pekin. Mam przeczucie, graniczące z pewnością, że wiemy tylko o małej części rzeczywistej chińskiej pomocy dla Rosji. Ale pewność siebie i zadowolenie moskiewskiego satrapy skończy się w dniu, gdy Chiny wystawią Rosji rachunek za udzieloną pomoc.

Ale to nie brak pokoju na Ukrainie był powodem pominięcia Donalda Trumpa przez Norweski Komitet Noblowski. Marzenia o Pokojowej Nagrodzie Nobla mogą świadczyć o naiwności 47 prezydenta USA. Komitet Noblowski nie przyzna mu upragnionej nagrody, nawet wypadku dorowadzenia do końca tej wojny. Prędzej przyzna ją Władymirowi Putinowi.

W Polsce najważniejszym wydarzeniem ubiegłego roku były wybory prezydenckie wygrane przez kandydata, który nie miał prawa ich wygrać. Przypomnę, że kampania finansowana była z darowizn obywateli, wskutek bezprawnego wstrzymania dotacji Prawu i Sprawiedliwości. Dodajmy do tego nagonkę medialną, duże a nielegalne zasilanie kampanii konkurenta ze źródeł krajowych i zagranicznych oraz jawne włączenie się służb specjalnych do działań przeciwko Karolowi Nawrockiemu.

Uważam, że obie te prezydentury są ze sobą powiązane, jako że, gdyby w Białym Domu pozostał Joe Biden, w ten czy inny sposób rządzący skręciliby te wybory. Mielibyśmy wtedy uśmiechniętego prezydenta, a dla polskiego premiera nie byłoby miejsca nawet w wagonie 2 klasy.

Po zaprzysiężeniu Karola Nawrockiego kolejna niespodzianka. Prezydent robi to, co zapowiedział. No szok! Kto by się spodziewał? Okrzyknięto go więc wetomatem. Podobnie jego poprzednika nazywali pieszczotliwie długopisem Kaczyńskiego, choć zawetował najwięcej ustaw pochodzących z własnego obozu politycznego ze wszystkich polskich prezydentów.

Prezydent Nawrocki podpisał, lekko licząc ponad setkę ustaw, a zawetował dwadzieścia, każde weto solidnie uzasadniając. Dużo to czy mało? Do wetomatu jeszcze daleko, a dla mnie zawetował za mało. Zbyt wiele przepuścił, choćby głośny ostatnio idiotyczny nakaz nazywania wykonywanych zawodów neutralnie płciowo.

Jeśli Sejm uchwala złe ustawy, to prezydent, poważnie traktujący swoje obowiązki, nie ma wyjścia, musi je zawetować. Mam nieodparte wrażenie, że rządzący celowo wypuszczają wadliwe projekty ustaw, by zmuszać prezydenta do veta, a później oskarżać go o przeszkadzanie w pracy. Najlepszym przykładem niedoszła ustawa o kryptowalutach.

Prezydent, wetując tę ustawę, dokładnie i obszernie uzasadnił, co spowodowało jego sprzeciw. Zaproponował też rządowi wspólną pracę nad nową jej wersją. Propozycja nie została przyjęta, w zamian ponowne skierowano do Sejmu dokładnie taki sam projekt ustawy. Albo jest to efekt zaciętej złości obrażonego dzieciaka, albo cyniczne dążenie do eskalacji konfliktu. Innego wytłumaczenia nie widzę.

Miniony rok był czasem zbierania gorzkich owoców głupich działań ostatnich dziesięcioleci. Ameryka zbiera owoce bezrozumnego pompowania rozwoju Chin, w czym wspomagała ją Zachodnia Europa. Europa z kolei budzi się z ręką w kilku nocnikach.

Naiwna otwartość na imigrację, szczególnie islamską, spowodowała wiadome problemy z agresywnym islamem, a także konieczność kontroli na granicach wewnętrznych Unii. Wysadzono tym samym jeden z filarów Unii Europejskiej – swobodny przepływ ludzi, a układ z Schengen trafił do lamusa. Naiwna wiara w klimatyczne idiotyzmy, walka z energetyką jądrową i plany rozwoju oparte na zielonych technologiach i tanich surowcach energetycznych z Rosji powodują dzisiaj zapaść europejskiego przemysłu i szybki kurs na światowy skansen.

Płaczą europejscy liderzy nad porzuceniem Europy przez Stany Zjednoczone, zapominając, że jest to realizacja ich, prowadzonej przez ostatnie dziesięciolecia, polityki wypychania Ameryki z Europy. Zarówno Francja, jak i Niemcy, dążyły konsekwentnie do tego, by bez wiążących im ręce Jankesów, budować świetlaną przyszłość z Rosją, przyjaciółką naszą odwieczną.

Nawiasem mówiąc, Donald Tramp nie tyle porzuca Europę, ile wymaga, by także sama zadbała o własne bezpieczeństwo. A to już dla Europejczyków szok. Bo fajnie było przez lata nie płacić na swoją obronę, zachowywać się nielojalnie, ale w razie czego „Ameryko ratuj!”

No i wracamy na nasze podwórko. To właśnie chcąc być w głównym europejskim nurcie, minister Sikorski zapraszał Rosję do NATO, polska doktryna obronna nie przewidywała zagrożenia na wschodzie, a minister Klich, obecny kierownik ambasady w Waszyngtonie, zlikwidował praktycznie polską armię, ograniczając jej zdolności do realizacji misji zagranicznych. Armia zredukowana została do niewielkiej ilości zawodowych wojskowych z przerostem wyższych oficerów. Zaniechano szkolenia rezerw. Gdyby teraz wybuchła wojna, może stawilibyśmy opór w pierwszych dniach, ale co potem? Ukraina walczy prawie cztery lata, bo ma wyszkolone rezerwy, my nie.

Prowadzona od lat coraz intensywniejsza wojna o sądy przyniosła w minionym roku chaos w wymiarze sprawiedliwości, a to już prosta droga do demontażu państwa. Nikt nie jest niczego pewny, podważane są wyroki, rosną wakaty w sądach. Nie widać, by rządzący mieli jakąkolwiek wizję poprawy tego stanu. Dla nich ważne są tylko mityczne rozliczenia i dojechanie pisowców, co zresztą średnio im wychodzi.

Premier zamiast zmusić rząd do efektywnej pracy, ogranicza się do złośliwości wobec opozycji i prezydenta i głupich wpisów na X-ie, a galopujące zadłużenie państwa to autostrada do bankructwa.

Kilkudziesięcioletnia kampania obrzydzania macierzyństwa i ojcostwa, szydzenie z wielodzietnych rodzin i przekonywanie młodych kobiet, że największą tragedią, jaka może je spotkać, to urodzenie dziecka, spowodowała katastrofę demograficzną. Wskaźnik dzietności Polek zbliża się do 1,0, co znaczy że z każdym pokoleniem będzie o połowę mniej Polaków. Nie widać sposobu, a może i chęci, odwrócenia tego trendu.

Nie jest to optymistyczna prognoza na nowy rok. Zostaje więc życzyć sobie, by ten nowy nie był dużo gorszy od starego. Pesymista powie, że będzie tak samo, tylko bardziej.

Ja jednak zakończę optymistycznie. Przyszłość jest nieprzewidywalna. Moje pokolenie przeżyło zawalenie się Sowietów, w co mało kto wierzył, a cztery lata temu pękł mit o potędze Rosji.

Nie traćmy więc nadziei, rozwijajmy naszą Ojczyznę, starajmy się łagodzić nasze spory i prośmy o opiekę Bożej Opatrzności.

Do siego roku!

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj1 Obserwuj notkę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka