54 obserwujących
1181 notek
830k odsłon
563 odsłony

Lajf coaching - w wydaniu Kościoła Katolickiego

Wykop Skomentuj12

image


Od kiedy pamiętam, miałem lajf coacha. Should I write it properly? Don't think so. Więc pozostańmy przy tej pokraczniej i nieprawidłowej formie - lajf coaching.

O dziwo pierwszym moim life coachem, był Kościół Katolicki (KK). O dziwo, bo właściwie powinni być to rodzice. Rodzice jednak jeśli pełnili tę rolę pouczyciela "jak żyć", to robili to dyskretnie, jeśli już to poprzez przykład z własnego życia, jeśli już to poprzez zwykłą troskę i opiekę, jeśli już to poprzez miłość, lepszą, gorszą, ludzką, mającą zawsze jakoś na celu dobro dziecka. Czyli byli "standardowymi rodzicami", bo każdy rodzic tak do dzieci podchodzi. Owszem, są w jego postawie pewne oczekiwania i narzędzia dyscyplinujące, by pociecha nie zeszła na psy, jednak głównym przesłaniem pozostaje zawsze miłość, wyrażająca się m.in. w trosce.

Z KK była zupełnie inna sprawa. Teoretycznie to mówił o sprawach najwyższych, duchowych. O Panu Jezusie, Bogu i tak dalej. I wszyscy wdrażaliśmy się do religii, pełni podziwu dla mądrości i niezwykłości tego duchownego-księdza w sutannie, którego nawet rodzice słuchają, a który ma moc... od Pana Boga i kontakt z Nim, i jest Jego przedstawicielem i nas poucza. Na stare lata dopadają mnie czasem wątpliwości - też wynikające z mojego własnego life coachingu - że to może była "g*wno" prawda.

A jednak, zupełnie niepostrzeżenie, jakby obok tych "głębokich prawd", wykonywana była nad nami ogromna praca formująca, ucząca nas - jak żyć. Jak mamy się zachowywać, jak postępować. Co jest dobre, jakie zachowania i strategie zachowań złe. I nie sposób zgodzić się z tymi naukami i dziś je podzielam, i chciałbym żeby jakoś innym zostały wtłoczone do głowy, że kraść jest źle, że tłuc butelki na ścieżce dla rowerów jest źle, że napierać samochodem tatusia na progu ryzyka jest źle, że słowa się dotrzymuje, że mówi się prawdę.

Bez tego zrębu zasad, kształtujących człowieka, a przez to kształtujących życie społeczeństwa, to społeczeństwo się degeneruje. Nie potrafi wykrzesać z siebie siły, nie potrafi wytworzyć wsparcia dla swoich wartościowych jednostek, przeciwnie, promuje miernoty, a to co wartościowe depcze, staczając się w chaos i bezład.

A jednak po naukach na temat rzeczy ostatecznych i wartości w życiu człowieka, to ciągle jeszcze nie był life coaching. Ten istniał w odbieranym nauczaniu jakby całkiem z boku. Udając, że go nie ma, stał sobie i pogwizdywał, jednocześnie w chwili niepełnej uwagi odbiorcy, kształtując jego długofalowe strategie życia w społeczeństwie. Jakie to strategie life coachingowe odbierałem za młodu od najwyższych autorytetów KK?

Posłuszeństwo

Chyba pierwszą było - posłuszeństwo. Musisz być wierny, i musisz być posłuszny. Posłuszeństwo raz po raz wplatane było w liny argumentacji i nauk, raz po raz przylepiane do panoramicznych widoków właściwego życia. Musisz być posłuszny, bo... pierwszy grzech był właśnie - nieposłuszeństwem. To dobra nauka, bo młodzież, szczególnie męska, nie ma tzw. drajwu do posłuszeństwa. Wszystko tylko nie to. Eksperymenty z niedozwolonym, przedsięwzięcia i przekraczanie wytyczonych granic, to typowe zajęcia chłopców w młodym wieku. No... może kiedyś, no... może nie seksualne - tak jak to postulują dzisiejsi lajf coachowie. Ale jednak.

Więc posłuszeństwo dobrze komponowało się z tymi naturalnymi preferencjami, utrzymując wszystko w jakiej takiej równowadze. Ale - komu należało być posłusznym? Przede wszystkim rodzicom, potem oczywiście nauczycielom w szkole, no i najwyższy rodzaj i wymiar posłuszeństwa, to posłuszeństwo Bogu. Kłopot z Bogiem polegał na tym, że realnie nie było możliwości go spotkać, przynajmniej tak, jak nauczyciela w szkole czy ojca po tym, jak się podpaliło z ciekawości firanki na oknie. Ale zamiast Boga, pojawiał się ksiądz. Był dostojny, poważny i w zasadzie był tym Bogiem tu na ziemi. Dla nas.

Teraz posłuszeństwo jest ostatnią cechą jaką ludziom ktoś by reklamował. Księża uczą żon nieposłuszeństwa, to znaczy posłuszny teraz ma być mąż, w wszystko w dialogu i tak dalej. Dzieci uczone są nieposłuszeństwa przez Pełnomocników do spraw wykolejania młodego pokolenia. Ci pełnomocnicy żywiąc się krwią narodu zbieraną przez macki państwa, oczywiście sami tylko sterują, dyrygują, przyzwalają, a tabuny edukatorów, którym tej krwi, o przepraszam pieniędzy, skapnie nieco do kieszeni, wyruszają w teren nieść prawdę o PRAWACH DZIECKA I OBYWATELA.

Wierność

Jakby konsekwencją posłuszeństwa była lojalność - musisz być wierny. Wierny danemu słowu, wierny Bogu, wierny obietnicom, które dajesz, decyzjom, które podejmujesz, celom, które sobie wyznaczasz, osobom z którymi się wiążesz. Lojalność albo wierność była tym drugim przesłaniem lajf coachingu KK, jaki obierało młode pokolenie.

Wykop Skomentuj12
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo