109 obserwujących
1606 notek
1187k odsłon
  341   4

Kościół Katolicki w Polsce - skarbem Narodu Polskiego

Zrobić własny chleb domowy nie jest łatwo. Właściwie to przekora wobec rosnących cen trochę mnie do tego skłoniła. Cena mąki, wody dodatków nijak nie przekłada się na te blisko 10, a czasem i więcej złotych za kilogram porządnego chleba. Więc spróbowałem samemu.

Trzeba wyhodować i utrzymać przede wszystkim zakwas. Potem ciąg postępowania. Rozczyn, zaczyn i voila, pachnący, smakowity, prawdziwy przerastający o głowę, wytwory byznesu, chleb. Powszechny. Sycący. Naturalny.

W Niemczech do kościoła chodzi 5-6%. Tylko nie wiem czy katolików, czy społeczeństwa. We Francji 3%. To są, wspaniałe, żywe, ale już nie będące głównym nurtem społeczeństwa wspólnoty. W Hiszpanii szkoda gadać, średnia wieku księdza hiszpańskiego to 70 lat.

Pełne kościoły w niedzielę, więcej niż jedna msza w kościele? Katedry jako miejsce żywych modlitw i nabożeństw? Nie, to nie Czechy, nie Austria. To... tylko w Polsce.

Polska w odróżnieniu reszty Europy, a może i Zachodu, a może i świata, zachowała swój Kościół Katolicki jako żywią formę życia społecznego. Jako instytucjonalne świadectwo przechowywanej w ludziach potrzeby sacrum. - Głupie - powiedzą nadęci mądrością i wskażą niekończącą się litanię błędów, przestępstw i głupot Kościoła. Ale to może nie jest ich głos. Nie bezpośrednio ich głos. Bo nie rozumieją, o czym mówią.

Instytucjonalizacja sacrum skutkuje stałym utrzymaniem - opowiadania, przepowiadania, odwoływania się, znów - trafnego lub trochę mniej - do życia, czynów i słów Jezusa z Nazaretu, Jezusa Chrystusa, który zgodnie z katolicką wiarą był i pozostaje wcieleniem się Boga w człowieka, który swoim życiem i śmiercią opowiedział ludziom o tym Bogu, którego częścią - nazywał ją Synem Człowieczym - był sam.

Więc to opowiadanie, to przekonanie, to odniesienie się do czegoś tak absurdalnego jak Bóg, absurdalnego, bo Boga nie ma w zupie, nie ma w oszukaniu drugiego, dzięki czemu robi się karierę i wspina po szczeblach dobrobytu. Nie ma go w pożyczce, w kredycie. Nie ma go w tłuczku, w garnku, a coś do garnka trzeba włożyć,  a jakość trzeba żyć.

A mimo tego, że jakoś - da się żyć, to ludzie odwołują się do niemożliwego, nieuchwytnego, do Sacrum właśnie. Do Boga. To bardzo dziwne. To wielkie. To właśnie jest - ludzkie.

Dziś w świecie, w którym media usiłują zastąpić Kościół, w którym apostołami zostają celebryci do kupienia oraz pseudo liderzy świata wyświetlani nam na medialnych ekranach, wizjerach i w trzy de, Kościół dalej w kółko opowiada o Bogu, nawet jeśli - niektórzy są przekonani - że z jego własną wiarą w Boga może jest już różnie. I tu Polacy, niepomni na - przecież sponsorowane, wzniecane i napędzane - masą ciemnego pieniądza i interesów - kampanie defamacyjne, zachowują żywy kontakt z Kościołem jako instytucją, zachowują uczestnictwo, które "rani" świadomość i samopoczucie tych, co uwierzyli w postęp, to znaczy w siebie, to znaczy we własną mądrość, będącą powieleniem stręczonych im, przez fachowców, narracji.

Polacy po prostu chcą tego Sacrum, w sposób może inny niż wielcy "intelektualiści", niż natchnieni duchowni. Chcą go jako normalnej części swojego życia. Czynią owo Sacrum, ten kontakt z Kościołem, zwyczajem. Właśnie tak - zwyczajem. Tu, morze głupców wydmie policzki i pokręci głową z politowaniem, bo zwyczaj to lipa, to coś nieważnego, bo "prawdziwa wiara", "żywa", "natchnienie", to może, ale zwyczaj? - Chodzą do kościoła, a potem są tacy sami. - A skąd wiesz? Czy tacy sami? A skąd wiesz, jacy by byli, gdyby do kościoła chodzić przestali?

To było późno, wieczór już, nachlana czwórka pragnęła wizyty u przyjaciela w jego domu. Wiadomo, zaczęli walić w drzwi, poszły w ruch kamienie. Czy oni chodzą do Kościoła? Myślę, że wątpię. A gdyby chodzili? Byliby lepsi czy gorsi? Tak, policja ma załatwiać takie sprawy. Ale czy ona je kiedykolwiek załatwi? Czy człowiek - tu rozumiany społecznie i generalnie - bez Sacrum, jest w stanie żyć? Jak długo da radę żyć na jego oparach, na już tylko skutkach dawnego do niego odniesienia? Bo jak pisał Nietzsche: Żyjemy na oparach chrześcijaństwa.

I przyznajmy, że bycie księdzem, to wyjątkowe poświęcenie. Tak, tak. Wiem. Dobre życie. Izolowane od codzienności i istniejących tam, raniących duszę i serce problemów. A jednak? Zdecydowałbyś się? No wiem, co powiedzą. Że ksiądz to też ma "te rzeczy", a i dzieci na boku. Trochę przykre te gadania, choć czasem, w ogromnej mniejszości, polegające na faktycznych zdarzeniach.

Ale zrezygnować z normalnego życia. Na serio. Czy byś się odważył? A może poszłabyś do zakonu? Czy widział ktoś większy bezsens? Przecież to jest autentyczna ofiara. Jest to świadome oddanie istotnej i ogromnej części możliwej egzystencji. Nie, nie moment na rozpatrywanie jak byłoby słuszniej, tylko moment na dostrzeżenie, że jest to poświęceniem. Więc ten mężczyzna, w wieku męskim, wykonuje przepisane gesty, uczy o Bogu, czasem lepiej, czasem gorzej, jest elementem struktury społeczeństwa, które w ten sposób zachowuje kontakt ze świętością, z Sacrum, bez którego życie też by się toczyło, tyle że finalnie, w kierunku bezmyślnej intensyfikacji użycia. I na koniec - walenia w drzwi, tłuczenia butelek na drodze, wykorzystywania i agresji wobec innych?

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo