109 obserwujących
1607 notek
1187k odsłon
  265   5

Ślepnąc od mediów

Media społecznościowe zamiast być dla nas narzędziem komunikacji, uzgadniania, dochodzenia do wniosków itd. stają się narzędziem kanalizowania naszej energii, naszych reakcji, kształtowania "nowych ludzi", trenowania ich do odpowiednich zachowań.

Film jest dosyć "chropowaty". Kanciasty. Może taki miał być w intencji Skoniecznego. Główna postać, gra Nożyński, jak z drewna. A jednak, ma ten film to coś. Na pierwszym miejscu bym wymienił fenomenalną kreację Jana Frycza. Po drugie... to miasto... spotykające bohaterów głównie nocą. Oślepiające swoimi światłami, goniących za emocją, pieniądzem, żądzą, odrobiną szczęścia.


image


Może my też po części jesteśmy w takiej sytuacji. Ludzi uwikłanych w mętną rzeczywistość. Szarpiących się z nią. Oślepianych nieustannymi błyskami medialnego flesza, który z prędkością karabinu maszynowego wypluwa z siebie serie śmiercionośnych obrazów, haseł, emocji. Więc... w końcu ślepniemy. Mamy otwarte szeroko oczy. Światło z medialnych ekranów nas drażni i wchłania. Wyzwala nasze reakcje. Echem się toczy w naszych myślach. Może to nie my korzystamy z mediów. Może media, korzystają z nas.


Drugi tydzień w jego części roboczej zrezygnowałem z mediów społecznościowych. Bez facebooka, bez platform blogerskich, po prostu bez. Zajrzę w weekend - powiedziałem i zrobiłem. Sam nie wiem dlaczego. Żaden plan ani zamiar.

Po pierwsze zniknęła wojna. Całkowicie. Serio. Zero. Na ulicy czasem spotkałem język ukraiński. Pani w kolejce przede mną zaśpiewała do ekspedientki "Dawaj!" zamiast "poproszę". A jednak wojna zniknęła. W ogóle wszystko zniknęło. To, co dawniej. W to miejsce znalazłem sobie sam zainteresowania, zarówno te osobiste jak i te ze świata, jak proces Heard-Depp.

Pytanie czy czegoś nie tracimy? Przecież każdy wie, jak wygląda ten czerwony znaczek na niebieskiej belce facebooka. Nie klikniesz? A jak coś ważnego? Nawet wiadomość, okazuje się dostałem. Odpowiedziałem po pięciu dniach, bo nie, to nie.

No a wojna. Przecież CODZIENNIE są wiadomości. Tam codziennie. One są co godzinę. Serwisy informacyjne. Magazyny formacyjne. Leady. Czołówki. Teksty. Notki. Tam, ścierają się poglądy. Idzie o ważne sprawy. Ważne dla nas wszystkich. Kto kogo. Co będzie. Musisz się dowiedzieć.

Pieprzę to. Pieprzę bo wietrzę. Wietrzę jakiś podstęp. Jakąś grę. Gdy po tygodniu wszedłem ponownie, stwierdziłem, że nic właściwie się nie wydarzyło. Napisałem tekst zbierający obserwację z tej abstynencji. Trzeba kliknąć widoczek... to chyba mysz! :)

image

Po następnym tygodniu mam podobne obserwacje. Owszem, coś tam się dzieje. Ale nic wymagającego codziennego doglądania.

W zasadzie, na co dzień, toniemy w informacjach. Media w tym społecznościowe rozpętują tsunami komunikatów. Większość przygotowanych i spreparowanych tak, by wywołać nasze reakcje. By upolować naszą uwagę. Mówimy sobie: To na nas nie działa. Ja sam wybieram itp. Guzik prawda. Ślepniemy od "świateł". Od krótkotrwałych błysków emocji. Emocji krzywdy, zagrożenia, złości, wściekłości, pogardy i gniewu. Z racji wielkości strumienia kierowanego do populacji, wartość pojedynczego przekazu, blogerskiej notki, materiału wideo, spada na łeb na szyję. Inflacja informacji.

Większość osób... ile razy dziennie zagląda "Co nowego"? Ja pewnie kilka. Zaglądałem. Głupie - teraz sobie myślę. Z powodu nadmiaru informacji, a także w jego towarzystwie, ludzie przestają dokonywać wyboru, co ma być przed ich oczami. No wiem. Ty wybierasz. No pewnie. Guzik prawda. Jeśli media są za darmo - Ty jesteś towarem. Twoja głowa. Twoja psychika. Twoja świadomość, którą napełniają specjaliści od stwarzania piekła na ziemi. Spece od Public Relations. Albo zwykli ogłoszeniodawcy pragnący byś zjadł ich ciastka, zaszczepił się ich preparatem, wziął ich pożyczkę. Biznes is biznes.

Jeden z blogerów napisał notkę z tezą, że obecne społeczeństwa stały się niezdolne już do skutecznego i praktycznego wyrażenia sprzeciwu, który nawet w czasach komunizmu, przyznajmy systemu brutalnej władzy, potrafiły wyrażać poprzez fale masowego społecznego buntu. Teraz... nic. Zamykają milion Polaków w domach - nic. Po dwóch tygodniach następny milion - nic. Dziesiątki tysięcy naszych bliskich zginęły wskutek tego, o czym nie wolno mówić, - nic. Napisałem kiedyś, że "Umieramy bezimiennie" - nic. Potok nowych informacji. Trzeba więcej. Nowości.

Nic nie jest ważne, nic się nie liczy, poza "bieżącą sprawą", którą m u s i s z  wspierać. Raz jeszcze - liczy się tylko BIEŻĄCA SPRAWA. Nic poza tym się nie liczy. Na tej zasadzie, zniknęła ze świadomości ludzi facyjata pewnego pana, który powtarzał z uporem psychopaty "zamykamy, zamykamy, zamykamy...". Co więcej, populacji zajętej już n o w ą bieżącą sprawą, udostępnia się częściowo prawdę o tej poprzedniej. Mówi się jej wprost: "Testy dawały wyniki fałszywie pozytywne". Oczywiście, w przypadku testowania przesiewowego itd. Z zastrzeżeniem przez paragraf. Mówi się i się obserwuje. Populacja jest zajęta "bieżącą sprawą". Niedługo będzie im można powiedzieć niemal wszystko. Nie zareagują. Będą zajęci "bieżącą sprawą".

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale