Zbyszek Zbyszek
201
BLOG

Sursum corda! - Komentarz do notki NON POSSUMUS

Zbyszek Zbyszek Społeczeństwo Obserwuj notkę 6

Szanowny Kemirze:


1. Żaden przytomny i ogarnięty człowiek nie pije whisky schłodzonej, jak to relacjonujesz odnośnie własnej osoby. Albo to jakaś blended lura, albo jakaś kopia sceny z mainstreamu. Whisky to jest bukiet smaków i - może przede wszystkim - zapachów. Równie dobrze można by pić czerwone wino z Rioja z kostkami lodu. Ogarnij się i nie rób tego!


2. Pisać, że "polski rząd zabił 200 tys. ludzi" to przesada.

Po pierwsze grono osób, które kształtowało z ramienia rządu politykę walki z ludźmi, o przepraszam, walki z david19, to minister zdrowia <- premier <- Jarosław Kaczyński jako faktyczny przełożony obu wcześniejszych.<br />

Po drugie określenie zabił, bez choćby określnika "nieumyślnie", sugeruje celowe działanie w celu pozbawienia życia. Tak raczej nie było. Ci ludzie działali w innych celach, a śmierć dziesiątek albo i setek tysięcy Polaków, będąca wynikiem ich działań, nie była przez nich ani zamierzona, ani świadomie - prawdopodobnie - dopuszczana. Ta kwestia "świadomości" może być dyskusyjna, ale określenie "zabił" jest niestosowne i przeciwskuteczne.


3. Masz rację pisząc o przeładowaniu informacyjnym. Zapytaj sam siebie czy i ty mu nie ulegasz. Ja na przykład tak. Staram się ograniczać. Ty też? Jak?


4. "Rozdzieranie szat", na którym polega 99% tekstów kontestujących działania finansowo-polityczno-medialnej struktury władzy, jest zamierzonym przez tę strukturę sposobem działania osób przez nią krzywdzonych, na rozmaite sposoby.


Takiemu "rozdzieranie szat" towarzyszy nadzieja, że ludzie od niego się "przebudzą". Jest to nadzieja mająca drobne podstawy, ale na tyle drobne, że wprowadzające w poważny błąd, co do oglądu spraw. Ludzie się nie przebudzą od rozdzierania szat. Zwłaszcza indywidualnego. Zwłaszcza publicystycznego.


Tutaj jest kilka osób praktykujących tę postawę i ja sam czasami się zaliczam być może do tej grupy, z tym, że czasami, bo nie należy chować głowy w piasek, bo zło należy wskazywać i piętnować, ale to nigdy nie może być mainstreamem myślenia, postrzegania i pisania człowieka, z tego prostego powodu, że "Jak ktoś patrzy w otchłań, to otchłań zaczyna patrzeć w niego". A to znaczy, że ten człowiek zaczyna patrzeć oczyma otchłani, a to się przekłada na jego:

  • - negatywny stan emocjonalny
  • - drażliwość
  • - pesymizm
  • - zapętlenie w tych trzech


Stąd doradzam, wiem, zazwyczaj zupełnie nadaremnie, by

  1. patrzeć w Niebo
  2. próbować, myśleć, by z r o b i ć, a nie jedynie mówić, coś pozytywnego, coś dla innych



To jest droga "wojownika", to jest droga chrześcijanina, to jest droga człowieka.


Stałe osobiste jak i wspólne rozdzieranie szat, ewidentnie pozbawione drugiego, niebieskiego, dominującego elementu, niczego dobrego w dłuższej perspektywie nikomu nie przyniesie i - to moja opinia - jest zaplanowane przez System.


System celowo tworzy takie środowiska ludziom, alby się stawali:

  • a) skłóceni
  • b) negatywni
  • c) agresywni
  • d) obcy sobie
  • e) osamotnieni poza wspólnym wyznawaniem pogardy i nienawiści do słusznie lub błędnie wybranych ludzi, podmiotów, zjawisk itp.


Wystarczy spojrzeć na dobór publikacji, na nasycanie negatywnymi treściami, często wynajętych osób przestrzeni, na kształtowanie negatywizmu.


Oczywiście, można powiedzieć, że ludzie są sobie sami winni. To trochę tak, jak w przypadku "Wojen opiumowych" pomiędzy Wielką Brytanią a Chinami. Wielka Brytania nasycała ludność Chin - opium. Chińczycy się narkotyzowali, co prowadziło do upadku ludzi, państwa i kraju. Nikt ich do tego narkotyzowania się nie zmuszał, więc można powiedzieć, że sami sobie winni. Czy jednak na pewno? Może "Niewidzialna ręka" redaktora, sponsora, nadzorcy, admina, albo wyżej, nasyca przestrzeń komunikacji ludzi owym "opium" agresji i negatywizmu, pesymizmu itd. A ludzie są podatni.


W tej sytuacji, pozostaje zaczynać od siebie. Pytać samego siebie, ale wtedy, gdy nikt nie patrzy i nikt nie widzi, co ja dobrego dla ludzi robię? Co robię dobrego dla siebie? Dla wierzących, co robię w kwestii relacji do Boga?


Dobro przetrwa. Oby w nas...


Ktoś kiedyś wszystko odbuduje. Obyśmy się do tego w jakimś stopniu przyczynili. Ja wierzę, że ludzie potrzebują dobra. Choć z drugiej strony szereg doświadczeń przekonuje mnie, że nie. Że są już tak zajadli, tak skupieni na sobie i swoich przekonaniach, które sobie wykuli. Że widzą tak bardzo siebie, z dużym pominięciem wszystkiego innego, którego po prostu NIE WIDZĄ, nie "odrzucają" tylko "nie widzą", stali się,, stają się niewidomi, na wszystko poza sobą, swoimi emocjami, ideami, itd.


Więc ten szereg doświadczeń przekonuje mnie, że ludzie tego dobra nie potrzebują. Co więcej, gdy im jest zaoferowane, to wykorzystają sytuację by napełnić drugiego złem i negatywizmem.


Ale coś mi nie pozwala ostatecznie przesądzić, że to powyższe dotyczy ludzi w ogóle. Gdyby tak było, to opętani chciwością plutokraci tego świata, ta świta zmierzająca prosto do celu, jakim jest w pierwszym rzucie totalna dominacja, a w drugim osobiste piekło wieczne, mieliby RACJĘ. Bo skoro ludzie są negatywni i głupi, skoro głupotę i zło, egoizm i siebie, cenią więcej niż wszystko inne, to czemu nie zrobić z nimi tego, cokolwiek się chce?


Więc dlatego właśnie. Nie daję wiary w całkowity ludzi upadek i staram się wierzyć w nich, na przekór nim samym, na przekór sobie samemu. Oczywiście mam powód, ale to nie publiczne komentarze. Sursum corda! W górę serca. Cokolwiek by to było, wypada szukać ścieżki w górę i cokolwiek ale jednak budować. Budować. Budować...

Zbyszek
O mnie Zbyszek

http://camino.zbyszeks.pl/  Kopia twoich tekstów: http://blog.zbyszeks.pl/2068/kopia-bezpieczenstwa-salon24-pl/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo