Załóżmy, że Polska wyjaśni, że w katastrofie smoleńskiej Rosjanie zamordowali tych wszystkich ludzi. Pomińmy tu na razie, kwestię prawdy, fałszu i prawdopodobieństwa. Co wtedy?
Otóż wtedy nic się nie stanie. Wtrącimy do więzenia paru naszych, co niedopatrzyli albo mataczyli. Wobec Rosjan wyrazimy natomiast swoje daleko idące oburzenie w nocie dyplomatycznej. I na tym koniec. Świat dalej się będzie kręcił jak dziś. Dzieci się będą rodzić, towary przepływać przez granice, wojska stacjonowac w koszarach. Nie padnie żaden strzał. Z wyjaśnienia, że Rosja zamordowała prezydenta i generalicję jednego z państw NATO i UE, nic zupełnie nie wyniknie, poza przejściowym szumem dyplomatycznym.
A może komuś potrzebna jest jakaś wojna, której możliwość a nie, podawany jako oficjalny powód, wybuch wulkanu na Islandii, spowodował zamknięcie ruchu lotniczego nad całą Europą i odmowę przylotu do Polski, mimo wcześniejszych zapewnień, prezydenta USA, kanclerza Niemiec i innych głów państw NATO. Bo ten pył w powietrzu...
Na scenie międzynarodowej od pewnego czasu trwają procesy prowadzące do zadrażnienia relacji z Rosją. Coraz to nowe elementy ocierają się o wypowiedzenie gorącej wojny i uruchomienie zbrojnego konfliktu - ostatnio Turcja zestrzeliła rosyjski samolot wojskowy. Polska i działania nowego rządu, mogą tu wpisać się w pewien scenariusz.
UE nie chce nowych sankcji wobec Rosji. No i... jakie trzeba mieć plecy, żeby nagrywać ministra spraw wewnętrzny i cały rząd?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)