Mechanizm funkcjonowania portalu internetowego jest demokratyczny. Im więcej odwiedzin i komentarzy, tym lepszy jest portal, bo tym większe jego oddziaływanie, a co najważniejsze, możliwości generowania dochodu, a więc utrzymania samego portalu.
Każdy więc administrator, będzie się starał dać ludziom to czego chcą. Inaczej biznes, którym administruje, zejdzie na przysłowiowe "psy", czyli utraci finansowe podstawy swojego istnienia.
Co przyciąga ludzi, co wyzwala w nich chęć zabrania głosu i przeczytania czegoś? Oczywiście - silne emocje, i to te negatywne. Takie emocje nie mogą być skojarzone ze zbyt wyszukaną formą, odniesieniami do kanonów myśli czy kultury, muszą być zawarte w wypowiedziach obejmujących krąg doświadczenia "przeciętnego czytelnika i komentatora" takiego portalu.
Gdy Salon24 obejmowała "w posiadanie" pani Bogna Janke, dało się zauważyc próby przeciwne. Próby kształtowania przestrzeni portalu, najpierw przez urozmaicenie kręgu osób dopuszczanego na tzw. stronę główną, następnie przez włączenie na tą stronę tematów spoza polityki, tematów o życiu, zdrowiu, itp. Czas jednak robi swoje i wymogi funkcjonowania robią swoje. Flagowa strona główna stała się polem erupcji chwilowych, codziennie nowych, przez to nigdy naprawdę nie ważnych, "tematów politycznych".
A w polityce polskiej wiadomo, pogarda i nienawiść. Zbawienie i odpuszczenie. Prawda i Fałsz, przez duże P i przez duże F. Oszaleli z tych emocji sympatycy obu stron, zaczynają przypominać "Tutsi i Hutu" co zasugerował w swoim artykule Brat Damian. Oczywiście, sugestie by zakończyć "tę wojnę", spotkały się z odporem z, najwyższych "podbudek etycznych".
Autorami tej fali błota w głowach Polaków są wielcy demiurdzy polityczni i ich pułkownicy medialni. Jednak, jedni i drudzy są już teraz zakładnikami wytworzonej sytuacji, roznieconych afektów, szaleństwa grup ludzkich.
Media z tego żyją, bo Polacy kupują ich produkty, za wyrażanie ich chorych emocji. W przeciwnym razie, z czego będą żyć redaktorzy i właściciele? Przecież poza parkanem chwilowego dobrobytu jest szerokie pole nędzy i beznadziejności, czyli ogromne połacie Polski z ich coraz trudniej zauważalnymi mieszkańcami.
Politycy z tego żyją, bo gdyby zakopali topór wojenny, to ich adoratorzy poczuli by się oszukani. Partie, zagrzewające swoje zastępy po obu stronach barykady, straciłyby rację bytu. Politycy - źródła utrzymania swoich rodzin, wykształcenia swoich dzieci, finansowania posiadanych kredytów. Nie, to niemożliwe. Nie mogą przestać. Są już zakładnikami Tutsi i Hutu.
Jest szereg pewnych oczywistych prawd, których ludzie nie dostrzegają w danej chwili czasu. Taką prawdą jest stwierdzenie, że wszyscy tracą na zaistniałym konflikcie, że degraduje on zachowania indywidualne i społeczne, że miernoty, których jedyną zdolnością jest plucie żółcią, na podstawie prymitywnych do bólu schematów myślowych, są zawsze najgłośniejsze, w każdym środowisku, w którym brak jest zasad normujących zachowanie i postepowanie. Prymityw zawsze krzyczy najgłośniej, zawsze najłatwiej wydziela z siebie potok chamstwa i prostactwa.
I tak oto, materializuje się ideał demokracji. Gdzie każdy ma równy głos. Gdzie obywatele demokratycznie mogą zamordować filozofa. Gdzie demokratycznie mogą ze sobą walczyć na zajadłość i prostactwo. Gdzie poszukiwanie mądrości i prawdy nie ma sensu, bo każdy prawdę już ma, na miarę czytanych codziennie propagandowych tekstów długości jednej strony.
Nie ma dobrych wyjść z sytuacji. Brat Damian sugerował rolę Kościoła, jako godzącego strony. Ale Kościół, będąc instytucją i tocząc bój o kształtowanie społeczeństwa systemem prawnym (bo ten system kształtuje i moralność i postawy), nie może zająć równej odległości wobec sił politycznych postulujących różne rozwiązania prawne i różne rozwiązania instytucjonalne wobec struktury Kościoła.
Gdy sąsiedzi Polski byli skłóceni, Polska miała się dobrze. Gdy Polska jest wewnętrznie skłócona... No ale najniebezpieczniejszą, podawaną stale i ciągle jest recepta na usunięcie tego skłócenia. Zwycięstwo naszej strony. Anihilacja przeciwnika. Przebudzenie narodu za pomocą naszych mediów i mediów naszych przyjaciół. Itd. Itp. Jakby nie było oczywiste, że różnice zawsze będą, że nie da się wdeptać w ziemię wewnętrznego wroga, a jego wdeptywanie tylko go umocni w symetrycznej ale przewciwstawnej postawie. Jakby nie było wiadomo, komu to skłócenie naprawdę służy i kto może zacierać ręce i odbijać szampana, na widok naszej jedynie słusznej walki z drugą częścią Polski.
Jest duża szansa, choć wcale nie stu procentowa, że ludzie kiedyś pójdą, po tak zwany rozum do głowy. Są też jaskółki takiej wiosny. Ale tymczasem zima i przyszłość wcale nie pewna. Więc przynajmniej na niedługo rozpoczynający się okres Wielkiego Postu, pozbawię się przyjemności (?), czytania i pisania w tym miejscu. Co potem? Nie wiem. Chyba to nieważne.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)