Tylko wolność jest ciekawa
No, może nie tylko wolność. Świat wokół też jest niczego sobie. Jak go jednak poznawać, gdy wolności zabraknie...
18 obserwujących
48 notek
27k odsłon
  492   5

Euro 2020, czyli 2021, czyli o zdradzie

Nie oglądałem meczu Polski ze Słowacją ani z Hiszpanią, a niniejszy tekst piszę tuż przed „meczem o wszystko” ze Szwecją.  Możliwe, że świadczy to o moim defekcie w zakresie patriotyzmu  - jeśli tak to ułomność ta towarzyszy mi już dosyć długo i zrodziła się, gdy przez wiele lat nie mogłem się doczekać od naszej reprezentacji poziomu gry, który dawałby mi szansę na poczucie satysfakcji z oglądania dobrej piłkarskiej roboty. Bynajmniej, nie o wynik tylko mi chodzi, nie o to, że żadnych sukcesów w żadnych istotnych wydarzeniach nie odnosimy. Większość drużyn nie odnosi, bo wygrywają nieliczni i przeważnie wciąż ci sami - rzecz w tym, że ja lubię piłkę nożną, dobry meczyk to frajda dla oka i ducha. Niestety, nasi tego nie pokazują, są słabi, niekiedy wręcz żenująco, jedni z najgorszych w Europie. Permanentnie i od dziesięcioleci.

Dla faceta takiego jak ja imprezy klasy mistrzostw świata czy Europy to (była) uczta. Podobnie duża część rozgrywek Ligi Mistrzów. Lubię tę kopaninę, lubiłem kopać sam, grałem jako dzieciak na podwórku i dałem radę grać z kolegami gdzieś tak do czterdziestki. Miewałem i wciąż mam ulubionych piłkarzy, takich którzy jakoś tam pasują do mojego wzorca w tym fachu. Dawno, dawno temu był takim Kazik Deyna, czy Robert Gadocha, potem mistrzami, których gra sprawiała mi największą przyjemność byli np. Platini, Rummenige i przede wszystkim Zidane, piłkarz fenomenalny, absolutny, którego najlepszą charakterystykę podał któryś z komentatorów słowami: jedyne czego nie może zrobić na boisku Zinedine Zidane to… podanie do Zidane’a. Całkiem niedawno był Iniesta i wciąż pracujący Messi. Ten ostatni to zresztą „moje odkrycie”, bo pamiętam jak zobaczyłem go w jakimś meczu, gdy był młodziutki i jeszcze nieznany, a ja się nim zachwyciłem, „odkryłem” go…

Dlaczego wspominam o tych swoich piłkarskich sentymentach? By rzucić tło dla refleksji o trwającym Euro 2020, czyli 2021. Pierwszy raz w życiu oglądam je bardzo wyrywkowo. Olewam je. Tak jak mecze naszych orzełków. Powód jest prosty i nudny jestem z nim, ale cóż począć, taka jest prawda: „pandemia”. Szopka, cyrk, ponura groteska przy okazji „święta futbolu” wyłażąca w monstrualnie rozdętej postaci. Trudno mi wyobrazić sobie większą kpinę z rozumu i bardziej czytelny przekaz, niż to co widzę w telewizorze. Jedenaście stadionów rozrzuconych równomiernie po Europie, na każdym co najmniej kilkanaście tysięcy ludzi, na kilku pełne trybuny. Po wielokroć. W sumie setki tysięcy wrzeszczących kibiców rozrzuconych po kontynencie na którym trwa dżuma? Toż za chwilę wszyscy wymrzemy!

Mam wrażenie, że zarządzający tym spektaklem mówią dosłownie coś takiego: koniec z pozorami, zero kamuflażu. Oto patrzcie, wpuszczamy na stadion pięćdziesiąt tysięcy ludzi. Niech siedzą obok siebie, wrzeszczą, gwiżdżą, tłoczą się. Niech po boisku biega dwudziestu paru innych i ekscytuje tych, tam na trybunach. Zero masek, zero udawania, że coś tam komuś zagraża. Pośród tego ogromnego tłumu zgromadzonego w niecce stadionu łazi kilku pajaców w maseczkach – to jacyś działacze UEFA, sędziowie, personel techniczny czy co. Urągowisko, kpina z logiki, ale miliony patrzące na to przed telewizorami mają to widzieć, odczytać otwartym tekstem wydrukowany przekaz: patrzcie na te jaja, tak, odstawiamy taki kabaret i co nam zrobicie? Pokazujemy wam krowę, mówimy, że to kura i potem macie ustawić się grzecznie w kolejce po jaja od tej kury. „Pandemia” trwa i macie, błazny, dalej się jej bać – i towarzycho wszystko to łyka.

Nie chce mi się patrzeć na ten pokaz buty - z jednej strony, i odmóżdżenia - z drugiej. Czuję się poniżony, czuję, że, już bez udawania, telewizor drwi: patrz, każemy paru facetom chodzić w maskach pośród tłumu bez masek i ty dalej masz wierzyć, że to jest działanie antypandemiczne. I masz zakładać szmatę na ryj gdzie ci każemy i kiedy ci każemy. Bo miliony robią to bez mrugnięcia okiem, a nasz pokaz kabaretowy pt. „bilet na Euro zabezpiecza przed straszną pandemią” potwierdza, że możemy dalej robić z nimi co nam się żywnie spodoba.

Jest jeszcze drugi element tej całej szopki, taki bardziej już „narodowy”. Nasze „orły” noszące dumnie godło na koszulkach podobno się wyszczepiły. Podobno prawie wszyscy. Podobno sam orzeł na orłami, najlepszy piłkarz na świecie, gwiazda bundeswe…, przepraszam, bundesligi, też się wyszczepił. Piszę „podobno” bo wielu w to wątpi, zwłaszcza odnośnie ober-gwiazdy, która pytana jednego dnia o wyszczepienie bardzo się zdziwiła, że miałaby to zrobić, a już dnia następnego gawiedź została powiadomiona, że jednak tak, nakłuł się. A przecież koledzy klubowi z bundes-reprezentacji się nie wyszczepili, Niemcy bowiem ani swoich żołnierzy, ani piłkarzy  - cóż za ciemnogród – nie nakłuwają.

Podobno, podobno – mniejsza o to: jeśli nasi się wyszczepili to, by być konsekwentnym, muszę ich uznać za durniów i swych osobistych wrogów (uzasadnienie tu). Jeśli tego nie zrobili - bo mają na tyle rozumu, by nie ryzykować wkłuwania sobie jakiegoś preparatu w organizmy z których wyrastają ich cenne nogi – to znaczy, że są dwulicowymi kanaliami firmującymi dla maluczkich zło, którego sami unikają. W tym przypadku poziom mej pogardy wznosi się duuuuużo wyżej. W obu odmianach postawa piłkarzy nie skłania mnie do emocjonowania się ich wyczynami; reprezentują mnie bowiem durnie służący złu, lub obłudni karierowicze, którym wciąż mało zarobionych milionów i chętnie sprzedadzą jeszcze trochę swej, pożal się Boże, godności, za te parę srebrników więcej.

I tyle. Tak widzę Euro moje ogromne (swą kabaretowością ponurą). Pod auspicjami symbolu korupcji widzę symbol kpiny z ludzi. Z ludzi, nie z covidian, którzy w tej materii są pozbawieni „zdolności  honorowej”; ich żaden, największy nawet cyrk nie obudzi z wiary w wirusa-zabójcę i dobroczynne rządy. Szkoda mi trochę piłki kopanej – jedyna pociecha, że nie muszę dziś oglądać trzeciej części męki naszych nielotów w nierównej walce z lepszymi od siebie.

P.S. Wyczytałem, że na takie, na ten przykład, Węgry nie można wjechać pod żadnym pozorem. Ze szczepieniem, z testem, z przeciwciałami w pudełeczku, turystycznie czy tranzytem – nie można, strasznie to niebezpieczne. Można na Węgry wjechać z biletem na Euro 2020, czyli 2021; UEFA czyni cuda - pospołu z rządem węgierskim.

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport