42 obserwujących
754 notki
946k odsłon
398 odsłon

Miss Piggy przybywa do Waszyngtonu, czyli z kosmosu na ziemię

Wykop Skomentuj18

Dawno, bardzo dawno temu, będąc młodym czytelnikiem zaledwie kilkuletnim dostałem w prezencie pod choinkę powieść Daniela Defoe "Przygody Robinsona Cruzoe". Przeczytałem ją z zapartym tchem i od tego momentu tak się to moje życie potoczyło, że książka stała się moją swego rodzaju ucieczką od rzeczywistości. Nie radio, także nie telewizja czy kino (na te dopiero czas nadchodził), ale właśnie książka.

Wśród setek przeczytanych  pamięć wyławia mi więc te, które głęboko w niej zapadły. Pamiętam więc powieść przygodową napisaną u schyłku Dzikiego Zachodu, bo w roku 1902. Autorem był Owen Wister, a książka nosiła tytuł "Wirgińczyk". Historia spisana jakich wiele późniejsze wytwórnie filmowe z Hollywood wykopywały z bibliotek na pęczki, obsadzając w roli owych Wirgińczyków swoich filmowych herosów.

Nie o tym chcę jednak napisać. Otóż w powieści Wistera obok głównego bohatera, wspomnianego Wirgińczyka, zakochanego miłością czystą - o ile mnie już pamięć nie myli, bo czytałem powieść ponad pół wieku temu - w małomiasteczkowej nauczycielce, jeżdżącego dodatkowo na gniadym koniu o imieniu Monte, jest także ten Zły bohater.

Nazywał się Tramp. Nie Trump, ale Tramp, co jednako się w naszej polszczyźnie czyta. Kibicowałem wówczas Dobru przez kolejne strony w tym pojedynku  ze Złem, bo Tramp w/g Wistera miał wyjątkowo paskudny charakter, więc oczywiście strasznie się cieszyłem kiedy ostatecznie Dobro zatriumfowało nad Złem.

Dzisiaj, kiedy sięgam pamięcią wstecz okazuje się, że nie wszystko było takie kolorowe jak chciała tego literatura oraz kino.

Na przykład reżyser Frank Capra w swoim nagrodzonym Oscarem filmie "Mr Smith jedzie do Waszyngtonu"  (1939) pokazuje nam dzisiejszą Amerykę, przynajmniej taką jaka powinna ona być, a jaką już oficjalnie od pewnego czasu nie jest. Filmowy bohater z obrazu Capry, prostoduszny, prowincjonalny senator, w tej roli James Stewart, z pomocą swojej sekretarki  (Jean Arhur) odkrywa korupcję polityków. Jedzie więc do Waszyngtonu gdzie w płomiennym wystąpieniu ujawnia ją, czym zyskuje sławę oraz tzw. polityczną moc pognębiając tym samym  swoich przeciwników z którymi walczył.

Nie miał już takiego szczęścia inny filmowy bohater o imieniu Cable Hogue, w tej roli Jason Robards z  "Ballada o Cable Hogue" (1970) Sama Peckinpaha. Ograbiony przez koleżków na środku pustyni i zostawiony by padł z pragnienia dociera cudem do jej krańca i otwiera z czasem dobrze prosperujący zajazd dla dyliżansów. Niestety, nowoczesność która brutalnie wtargnęła na bezkresny Far Wild West pozbawia go dalszej nadziei na lepsze, odbierając mu złośliwie życie pod kołami...nowej ekstrawagancji - samochodu!

Ludzie mówią, że nic nie może wiecznie trwać, ani klęska, ani też zwycięstwo, nie mówiąc już o życiu doczesnym człowieka.

Wiedział o tym doskonale Jack London, który włóczył się po Ameryce pociągami, co zresztą świetnie opisał później w swoich nowelach. Wyrzucony pewnego razu przez konduktora z wagonu na środku pustkowia, splunął sobie pod nogi i mówiąc: "Śmierć frajerom",  powędrował dalej torami pieszo.

Niemniej i on zauważył, że coś dziwnego dzieje się w Ameryce, wtedy jeszcze jakby podzielonej na pół. Zresztą, proszę przeczytać ten fragment:

"Mocny" to tramp. W swoim czasie miałem szczęście podróżować przez kilka tygodni z hordą, która liczyła dwa tysiące głów i znana była pod nazwą "armia Kelly’ego". W drodze z Kalifornii przez Dziki Zachód generał Kelly i jego bohaterowie szturmem brali pociągi, co się na nic nie zdało, bo po przekroczeniu Missouri napotkali zniewieściały Wschód."

Tak... "zniewieściały Wschód". 

Ten zniewieściały Wschód wziął sobie dzisiaj ten dawny, nieustępliwy, twardy, ale sprawiedliwy Zachód; Świat trampów i Trumpów pod swój atłasowo-obrzydliwy, zniewieściały pantofelek kochających inaczej fagasów i dandysów, dając mu w formie zapłaty paskudny los wspomnianego Cable'a Houge'a.

Twierdzę więc, że następujący po prezydencie Donaldzie Trumpie prezydent Joe Biden nie będzie silnym  kowbojem pokroju tego filmowego jakiego stworzył u boku Glena Forda Jack Lemmon w westernie Delmera Davesa pt. "Kowboj" (1958). Biden i owszem jest już prezydentem, ale raczej wielkiego hotelu.

Takim naczelnym jego recepcjonistą, będącym na nieustających usługach, któremu  przy wejściu będą, jak to słudze rzucać  w twarz wyłącznie polecenia typu: Przygotować pokój! Gorąca woda jest na kąpiel? Do cholery, gdzie jest jedzenie dla kilkunastu ludzi?!  I to wszystko będzie nie na dziś, ale na wczoraj, a więc natychmiast i od zaraz.

Można się oczywiście uśmiechać, ale ta zmiana warty nad Potomakiem nie wnosi żadnej dobrej nowiny.

Wspomniana zmiana przypomina mi więc zabawną mini serię z osławionego "Muppet Show", a konkretnie  odcinki  pt. "Świnie w kosmosie" z kapitanem Linkiem Świńskotruchcikiewiczem, oficerem Miss Piggy oraz profesorem Dziwnokotleckim w rolach głównych.

Kapitanowi Świńskotruchcikiewiczowi zepsuła się jego szczerozłota zapalniczka. Profesor Dziwnokotlecki, jak zawsze usłużny próbuje ją więc naprawić ,ale robi to niezręcznie bo jest w pewnej części swego mózgu idiotą. Kapitan obawiając się więc o los ukochanej zapalniczki, proponuje profesorowi pomoc pierwszego oficera Miss Piggy, ale ta (akurat weszła do kabiny) oburzona sykiem publiczności odmawia dalszej gry w serialu. Kapitan stwierdza, że Miss zachowuje się jak  ostatnia "mimoza", a profesor informuje, że to nie syczy publiczność, tylko zapalniczka kapitana,  którą właśnie niefortunnie upuścił na podłogę. Razem zaczynają jej więc szukać, przy czym profesor oznajmia, że poszuka latarki, gdyż pod stołem jest ciemno, a obok znajduje się dodatkowo karnister z nitrogliceryną. "Nie trzeba" - odpowiada kapitan - "Mam przecież zapałki". Na dźwięk słowa "zapałki" Dziwnokotlecki ucieka. Następuje potworny wybuch. Po czym następuje głucha cisza.

Narrator pyta więc: "Czy był to ostatni odcinek "Świń w kosmosie"?

Publiczność krzyczy z sali, Och, TAK!

Narrator odpowiada: "Wobec tego zapraszam na kolejny."

Puliczność odkrzykuje -  Och, NIE! 

"Nie, to nie - oznajmia Narrator  - Myślicie że mi na tym zależy?"


No właśnie, czy nowej administracji USA będzie zależało na losie jAmerykanów i świata?

Wykop Skomentuj18
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura