58 obserwujących
894 notki
1087k odsłon
  217   2

Niemiecka polityk na paradzie równości w Opolu

Zdaje się że było to 26 września br.  Celowo napisałem "zdaje się", gdyż dat organizowania Marszu Równości przez homoaktywistów z LGBT nie zliczam, wszak pełno ich wszędzie. Niemniej ten marsz zanotowałem, gdyż odbył się on po pierwsze w Opolu, a po drugie, że w marszu tym wzięła udział konsul Republiki Federalnej Niemiec w Polsce pani Brigit Fisel-Rosle.

Manifestacja odbył się pod hasłem "Chcemy być sobą" (ciekawie brzmi szczególnie na Śląsku) oraz z błogosławieństwem prezydenta miasta Opola, pana Arkadiusza Wiśniewskiego, byłego samorządowca z Platformy Obywatelskiej. W homoseksualnej opolskiej paradzie wzięli udział również, a jakże, posłowie Lewicy, a więc znany ze swojej orientacji seksualnej i związku z posłem Robertem Biedroniem poseł  Krzysztof Śmiszek oraz posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Niby nic takiego. Tymczasem jednak jest coś na rzeczy. Z trybuny honorowej do tęczowych manifestantów przemówiła wspomniana niemiecka konsul, która stwierdziła, że rząd Niemiec nie zgadza się na wszelkie formy dyskryminacji osób LGBT oraz że każdy powinien okazywać szacunek i akceptację wobec wszystkich przedstawicieli różnych mniejszości, w tym osób identyfikujących się jako homoseksualiści, transseksualiści itp. Nie tylko na to zapewne rząd niemiecki się nie zgadza. pewnie nie zgadza się także na istnienie  niepodległego państwa polskiego.

I tutaj mam pytanie gdzie były nasze władze? To że Niemcy od roku 1945 dokonują ustawicznego zawłaszczania Rzeczpospolitej poprzez różnego rodzaju akcje gospodarcze (tylko tam gdzie wcześniej rządzili), to wszyscy wiemy, ale przypadek kiedy pani konsul bierze udział w manifestacji na terenie miasta, które przed wojną należało do Niemiec powinien zwrócić uwagę naszych służb. Nie bądźmy ostatecznie tak durni jak przedwojenna czeska administracja Edvarda Benesza, która pozwalała Niemcom sudeckim na tak wiele, iż  tamtejsza mniejszość niemiecka zaczęła sobie z czasem ogłaszać ustami ich wodza Konrada Henleina pro hitlerowskie manifesty w Karlovych Varach. 

Tutaj wprawdzie tego jeszcze nie ma, ale kto wie? Na Śląsku żyje przecież blisko 300 tysięcy Niemców, którzy są w większosci potomkami tych, co uciekli spod bolszewickiej kuli i bagnetu łzawymi opowiastkami, że są nie Niemcami, ale niewinnymi niczemu Austriakami, a z tymi przecież wielka ACz nie walczyła. Jest też pro niemiecki aktywny RAŚ pana Gorzelika domagający się pseudo autonomii dla regionu, a w rzeczywistości żądający tego samego od Polski, co w roku 1938 żądał  od Czechosłowacji Konrad Henlein, czyli przyłączenia do Niemiec.

Proszę też wziąć sobie pod uwagę obecne wyniki AfD w  wyborach do Bundestagu wynoszące 10%. Adolf Hitler równie zaczynał niemrawo, dopóki się politycznie nie rozkręcił, w czym pomógł mu też znacznie we wdrapaniu się na szczyt władzy wszechobecny kryzys lat trzydziestych.

Poza tym jakby reagowali Niemcy, gdyby Polacy w Niemczech poczęli się domagać od rządu federalnego zwrotu majątku przedwojennego Związku Polaków w Niemczech, który to majątek wraz z wybuchem II wojny światowej Niemcy sobie po chamsku przywłaszczyli. Wyobraźmy sobie więc taką manifestację, a na jej czele polskiego konsula lub ambasadora RP. Jakby to odebrał niemiecki rząd federalny? Wiadomo.

A u nas? Po dawnemu. Jak przed wojną, kiedy to złapano na granicy w Zbąszyniu senatora RP pochodzenia niemieckiego (nazwiska nie pomnę) z walizą pełną broni wiezionej dla V kolumny w Poznańskim, lecz go zaraz po odebraniu mu trefnego towaru puszczono wolnym, bo przecież było zalecenie rządowe, żeby nie zadrażniać i tak już napiętych stosunków z III Rzeszą. Nie zadrażniajmy więc i teraz, a z czasem Niemcy wejdą nam na głowę nie tylko z tęczową flagą w rękach.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo