54 obserwujących
5648 notek
1979k odsłon
  483   6

Utracony kompas Karoliny N.

Pani Karolina poruszyła problem laicyzacji, którego nie rozumie, warto więc się zastanowić nad jej przyczyną. Poza tym pani Karolina wydaje się ucieleśnieniem gimbazy, stanowiącej w Polsce poważny problem społeczny.

Otóż laicyzacja jest pewnym zjawiskiem kulturowym , a  takie zjawiska należy interpretować jako efekt zerwania ciągłości kulturowej wskutek braku przekazu wartości kulturowych w rodzinie i samego upadku instytucji rodziny i edukacji. Lata okupacji niemieckiej, sowieckiej a następnie systemu postkomunistycznego do takiego zerwania doprowadziły. Trudno więc mówić o normalności tego zjawiska i trzeba uznać je za objaw destrukcji cywilizacji.

Jeżeli pani Karolina jest osobą świadomą natury procesów kulturowych powinna zadbać o kontynuowanie właściwego przekazu kulturowego, w tym przekazu wiary, a jeżeli sama występuje przeciwko wierze religijnej, to oznacza to samobójstwo kulturowe.

Tak więc pani Karolina, jezeli jest osobą swiadomą, powinna sobie zdawać sprawę z faktu upadku kulturowego, który możemy obserwować w postaci powszechnego, a do tego instytucjonalnie promowanego kłamstwa, wulgarności i schamienia, a nie są to oznaki rozwoju cywilizacji. Osoba odpowiedzialna powinna więc przeciwdziałać upadkowi kultury. Tymczasem pani Katrolina sprawia wrażenie jakby się cieszyła z tego samobójstwa.

Do dyskusji pozostaje kwestia czy  doświadczamy upadku cywilizacji, a w konsekwencji ruiny, czy tylko upadku systemu demoliberalnego, który zostanie zastąpiony systemem bardziej spójnym kulturowo, a warunki spójności określił w swojej koncepcji Jonathan Haidt. Moja koncepcja natury przestrzeni społecznej i pakietu relacji społecznych też ma tu zastosowanie.

A teraz zajmijmy się bardziej dokładnie kwestią laicyzacji.

Red. Pospieszalski zastanawia się w tygodniku Sieci nad przyczynami odpływu młodych z Kościoła. Ja wolę popatrzeć na to z własnej perspektywy.

Zacznijmy od rzeczy widocznych gołym okiem, a dopiero potem zajmijmy się interpretacją rozmaitych danych. Na pierwszy plan wysuwa się obecność Kościoła w sferze publicznej, ale nie medialnej.

Kiedy państwo widzieliście księdza katolickiego w sutannie poza terenem parafii, a choćby i na terenie parafii, poza plebanią ? Można śmiało przyjąć, że problem powstał niejako przy okazji, gdy księża przesiedli się do samochodów. NIe mam zamiaru namawiać księży do pozbywania się samochodów, ale fakt jest faktem.

A teraz zajrzyjmy do książek których adresatem są małe dzieci. Czy widzieli tam państwo jakieś akcenty religijne, kościoły, księży, uroczystości religijne czy inne wizerunki związane z Kościołem ? Tak się składa, że zostałem rodzinnym specem od lektur dla maluchów i jeżeli weźmiemy pod uwagę choćby opisy czy wizerunki dominujące w przestrzeni publicznej, to brak w nich jakichkolwiek symboli religijnych. Chyba że za wizerunek uznamy choinkę stojącą obok bałwanka.

Problem istnieje od dawna jednak przez wiele lat był maskowany obecnością Jana Pawła II, który był postacią niezwykle charyzmatyczną i potrafił wypełnić media swoją bogatą osobowością. Wraz ze śmiercią świętego okazało się, że w hierarchii kościelnej panuje mizeria i nikt nie potrafi się nawet zbliżyć do poziomu jaki prezentował JP II. A do tego jeszcze dodajmy wybryki niektórych duchownych, które nie dodają im autorytetu. Lemański albo Sowa to są osobniki godne pożałowania.

Warto też dodać, że dla młodych ludzi istotne są nie teoretyczne dywagacje lecz praktyczne przykłady. Pokolenie rodziców jest, co tu dużo mówić, nijakie i usiłuje swoje braki usprawiedliwiać zabieganiem i troską o sprawy bytowe, a na dawanie dobrego przykladu go nie stać. Skutki widać:  rodzice nie poradzli sobie z plagą wulgaryzmów, a teraz nie radzą sobie z epidemią smartfonów i z psychologicznymi skutkami pandemicznej izolacji.

Biorąc pod uwagę nastawienie obecnej młodzieży, to obce są jej realne problemy duchowe, a umysły wypełnione są strawą popkulturową i od kapłanów oczekiwałaby raczej kogoś na modłę Spidermana czy Avengersów niż Franciszka z Asyżu. Pomysł, żeby kaplani przenieśli się za młodzieżą do stery wirtualnej wydaje mi się chybiony, jako leczenie grypy cholerą. Nic dziwnego, że takie umysły łatwo padają łupem propagandy antykościelnej, wykorzystując i rozdymując do niebotycznych rozmiarów skandale seksualne wśród duchownych, które przecież są efektem panującej w przestrzeni publicznej rozwiązłości i promocji homoideologii.

Wróćmy jednak do źródła inspiracji tego tekstu czyl;i naszej Muzy salonowej, pani Karoliny. Wydaje się rzeczą oczywistą, że światopogląd pani Karoliny przy którym tak stanowczo się upiera, nie jest wynikiem jej głębszej refleksji, lecz wyborem gotowej ideologii, którą przyjmuje ze względu na prywatną mentalną wygodę a nie ze względu na prawdziwość, której poszukiwanie wymagałoby sporo trudu a na dodatek wywoływałoby ostry dysonans poznawczy.

Lubię to! Skomentuj97 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale