Czy to upodobanie do imigrantów okazywane przez nich nie jest czymś dziwnym.? Przecież wokół jest tyle faktów świadczących o negatywnych skutkach. Nie należy też ich posądzać o dbałość o rozwój gospodatczy państwa ani o uczucia humanitarne, bo przecież w wielu kwestiach okazuje się czarno na białym, że takich uczuć wobec bliźnich nie żywią, wręcz odwrotni, oni ich nienawidzą.
Spróbujmy tę zagadkę rozwikłać i zorientować się, o co im naprawdę chodzi.
Słyszeli państwo zapewne o tzw. wojnie polsko-polskiej.
A o wojnie włosko-włoskiej czy francusko-francuskiej czy węgiersko-węgierskiej lub szwedzko-szwedzkiej państwo słyszeli ? Bo ja nie słyszałem. Nikt tam o takich wojnach nie słyszał. Czy to nie jest dziwne ?Już ta rozbieżność w stosowaniu pojęć powinna nas zastanawiać.
Tym niemniej jest faktem, że we wszystkich tych krajach toczą się konflikty, ale tło tych konfliktów jest jednoznaczne i nie da się tego ukryć - chodzi o rozmaite mniejszości, w tym imigranckie z innych sfer kulturoqwych. I ten fakt prowadzi nas na trop afery.
Jezeli się racjonalnie a nie powierzchownie przyjrzymy sytuacji w Polsce, to wprawdzie żadnej mniejszości imigranckiej tu nie zauważymy, ale mamy inną mniejszość, której obecność oni starają się ukryć za wszelką cenę. Chodzi o mniejszość komunistyczną zainstalowaną w Polsce po II WŚ przez Sowietów. To mniejszość postkolonialna, taka warstwa burżuazji kompradorskiej, stworzona na bazie ludzi z aparatu komunistycznego, a w tzw. III RP poszerzona o lewicę postsolidarnościową i tworząca układ postkomunistyczny.
I to ta warstwa usiłuje się ukryć za motywem tzw. wojny-polsko polskiej Ale to jeszcze nie koniec, bo trzeba się zastanowić po co im imigranci. Sprawa jest oczywista, nie czują się będąc w antypolskiej mniejszości, komfortowo i chcą tę mniejszość poszerzyć, a imigracja jest do tego jedynym narzędziem. Taka poszerzona baza spoleczna ułatwia prowadzenie polityki "dziel i rządź".
Nie ma więc żadnej wojny polsko-polskiej, jest wojna układu postkomunistycznego i jego zagranicznych mocodawców z polskim rządem i wspierającymi go środowiskami.
Tak ta kwestia wygląda od strony strukturalnej i historycznej, ale warto jeszcze przyjrzeć się ich retoryce i tłumaczeniom. Skąd według nich bierze się wojna polsko-polska ? A tu pojawia się kolejny ulubiony motyw z polityki liberalnej: różnorodność. Wojna toczy się bo Polacy się różnią i należałoby zmienić strukturę państwa i różniące się grupy rozparcelować po odmiennych landach. Takie pomysły im się roją w głowach.
Ha, ha, ha - Polacy się różnią. A Włosi, Francuzi i Szwedzi się nie różnią ? Jeśli się różnią to i tam powinny toczyć się tego rodzaju wojny. Taka to jest liberalna logika.Warto więc wskazać tu, że ludzie się różnią, ale za sprawą genetycznej specyfiki związanej z rozmnazaniem płciowym. Natomiast w kwestiach kulturowych Polacy są Polakami ze względu na kulturową tożsamość. Kto tej tożsamości kulturowej nie przejawia i wykazuje różnice nie jest Polakiem.
Tak więc jednoznacznie należy stwierdzić, iż propagowanie imigracji jest tylko narzedziem wojny kulturowej, wojny nie tylko z Polską, ale także z całym Zachodem, jak wykazuje Douglas Murray w książkach "Szaleństwo tłumów" czy "Wojna z Zachodem"..


Komentarze
Pokaż komentarze (15)