Pisałem już o specyficznym podejściu do rzeczywistości charakterystycznym dla prawników.
https://www.salon24.pl/u/zetjot/1350603,prawo-i-balwochwalcy
Podobnymi cechami wykazuje się inna grupa, ekonomiści.
Obie te grupy zachowują się podobnie do szalonego budowlańca, który usiłuje budować dom poczynając od dymu z komina. Obie te grupy utrzymują, że to czynniki, którymi zajmują się ich profesje, decydują o kształcie świata. Tymczasem ani prawo, ani ekonomia nie dotykają kwestii zasadniczych czyli zasad konstrukcji struktury cywilizacji i zmian systemowych. Ci ludzie nie są w stanie rozpoznać generatora pozwalającego na trwanie cywilizacji bądź uruchomiającego proces jej dynamicznego rozwoju, a zamiast tego tworzą urojone mity i rozpowszwechniają je w społeczeństwie.
A generator tkwi w specyficznej konstrukcji wymiarów przestrzeni społecznej, opartej na pakiecie relacji prawda, miłość, wolność.
Prawnicy i ich nadaktywność w społeczeństwi powinna być dzwonkiem alarmowym wskazującym, że coś złego się dzieje w społeczeństwie, co sprawia, że zamiast moralności życie społeczne zaczyna regulować prawo.
Ekonomiści zaś koncentrują się nie na sprawach pierwotnych, kluczowych dla cywilizacji, lecz na efektach końcowych rozmaitych procesów, których nie poddają refleksji, takich jak PKB czy wzrost gospodarczy.
Mówiąc o człowieku zawsze trzeba kierować się mottem: "Każdy kij ma dwa końce", i pamiętać, że gdy mówimy o człowieku, to musimy rozpatrywać jednocześnie aspekt jednostkowy i aspekt społeczny.
Trzeba więc odróżniać to, co się dzieje na poziomie indywidualnym, od tego co się dzieje na poziomie zbiorowym. Na poziomie indywidualnym dzieją się rozmaite rzeczy, często dla nas niedostępne, podczas gdy poziom zbiorowy to nie jest suma zachowań indywidualnych, lecz pewna wypadkowa zachowń jednostek o charakterze statystycznym. W wyniku działania takiej wypadkowej rozmaitych złożonych procesów tworzy się określony system, który oddziałuje następnie na całość życia spolecznego i wszystkie jednostki.
Ekonomiści ignorują oczywisty fakt, że na poziomie indywidualnym ludzie nie myślą "ekonomicznie". Ludzie przede wszystkim zajmują się sobą, swoimi kontaktami z rodziną i przyjaciółmi, lubią się bawić i mieć jak najwięcej czasu wolnego, a praca jest najczęściej niezbyt przyjemną koniecznością niezbędną dla przetrwania.
Lecz to własnie praca jest tym czynnikiem, który liczy się na poziomie zbiorowym i ksztaltuje system. Praca staje się, na poziomie zbiorowym zjawiskiem interakcji czyli współpracy między jednostkami i tu się dopiero zaczyna jazdą. Współpraca podlega instytucjonalizacji, instytucje zaczynają rządzić pewnymi sferami życia i dominować w życiu społecznym i nim, uwaga, sterować.
Na poziomie indywidualnym tylko część populacji wykazuje skłonności do przedsiębiorczości, podczas gdy na poziomie zbiorowym ta cecha zyskuje dużą materialną wagę, tworzy trwałe struktury i zaczyna dominować w postaci gospodarki o określonej strukturze, takiej jak kapitalizm lub konsumpcjonizm.
I właśnie wtedy w opinii publicznej i propagandzie zaczynają dominować pojęcia takie jak wzrost gospodarczy, które przecież nic nie ma wspólnego z cechami jednostki i żeby tę systemową cechę jakoś wyjaśnić ekonomiści tworzą mity i odwołują się do urojonej cechy jaką jest "chciwość". Żadna tam chciwość, to po prostu jedna z form zwykłego chciejstwa, a chciejstwo jest przejawem woli, które zyskuje większe pole do działania, gdy zwykła wola przeksztalca się, dzięki chrześcijańskiemu dogmatowi o wolnej woli, właśnie w wolną wolę, która znajduje w wolnym społeczeństwie rozmaite formy ujścia czy wyrazu, czasem bardzo szkodliwe.
W systemie konsumpcjonistycznym opartym na liberalizmie, wzrost gospodarczy nie jest dążeniem jednostek lecz manipulacyjnym efektem decyzji sektora bankowo-finansowego, ktorym podporządkowana zostaje polityka państwowa, a konkurencja polityczna między partiami, chcącymi się wykazać przed wyborcami swoją sprawnością, temu motywowi dodaje jeszcze większego kopa. I wszystkie instytucje robią co mogą, by wygenerować przy pomocy marketingu i propagandy popyt, skłaniając jednostki do zakupoholizmu. Promocje, czarne piątki itd.. I oddalamy się coraz bardziej od podstawowych fundamentów rzeczywistości ludzkiej.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)