Zawał miał być widoczny już przy przyjęciu na SOR
Do zdarzenia doszło 14 maja 2026 roku. Pani Grażyna źle poczuła się w drodze do pracy. Na przystanku autobusowym w pobliżu Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego pojawił się silny ból w klatce piersiowej oraz bardzo wysokie ciśnienie tętnicze. Po wezwaniu pogotowia została przewieziona na Szpitalny Oddział Ratunkowy.
Jak ustalił portal Zero, pacjentkę oficjalnie przyjęto na SOR o godz. 10.50. Otrzymała trzeci stopień pilności w triażu (kolor żółty), a już 20 minut później wykonano badanie EKG.
Portal informuje, że do dokumentacji medycznej dotarli jego dziennikarze, a jej treść przeanalizowali niezależnie kardiolog oraz specjalista medycyny ratunkowej. Obaj mieli dojść do wniosku, że personel nie rozpoznał ostrego zawału serca.
Zdaniem cytowanego przez Zero kardiologa już pierwszy zapis EKG wskazywał na zawał ściany przedniej. W połączeniu z bólem w klatce piersiowej pacjentka – według eksperta – powinna zostać niezwłocznie skierowana do pracowni hemodynamiki, gdzie wykonuje się zabiegi udrażniające tętnice wieńcowe.
Kacprzyk nie rozpoznał zawału
Jak wynika z dokumentacji cytowanej przez portal Zero, o godz. 11.41 wpisu do historii choroby dokonał lekarz Dawid Kacprzyk. Odnotował, że pacjentka jest w stanie ogólnym dobrym. Zlecił podanie paracetamolu, tomografię komputerową klatki piersiowej bez kontrastu, ponowne badanie EKG oraz monitorowanie chorej. Następnie przekazał ją pod opiekę lekarza sali obserwacyjnej.
Portal zapytał jednego z ekspertów, czy z dokumentacji wynika, że lekarz nie rozpoznał zawału serca. – Tak wynika z dokumentacji medycznej. Choć dokumentacja ma luki – odpowiedział specjalista.
W dokumentacji znalazły się również wyniki oznaczenia troponiny – jednego z najważniejszych markerów zawału serca. Górna granica normy dla zastosowanego testu wynosiła 16 jednostek. Pierwszy wynik pani Grażyny wyniósł 94,6, jednak – jak podaje Zero – z dokumentacji nie wynika, kiedy badanie zostało zlecone ani który z lekarzy zapoznał się z jego wynikiem. Kolejny pomiar wykazał już wartość przekraczającą 2200 jednostek.
Zdaniem specjalisty medycyny ratunkowej brak skierowania chorej na oddział kardiologii przy takich wynikach jest niewytłumaczalny. Po godz. 14 wykonano kolejne badanie EKG. Według ustaleń portalu wskazywało ono już na bardzo rozległy zawał serca. Jednocześnie karta zleceń SOR miała pozostać w większości niewypełniona, dlatego – jak zaznacza Zero – nie da się jednoznacznie ustalić, który lekarz odpowiadał wtedy za pacjentkę.
Pacjentki nie udało się uratować. Jest śledztwo
Około godz. 15 personel SOR zgłosił zamiar przekazania kobiety na Oddział Intensywnej Opieki Kardiologicznej. Z dokumentacji wynika, że przekazano wówczas informację o stabilnym stanie chorej oraz braku cech zawału STEMI. Niedługo później stan 61-latki gwałtownie się pogorszył. Około godz. 15.30 trafiła na oddział kardiologiczny już nieprzytomna. Konieczne było rozpoczęcie resuscytacji.
Specjalista medycyny ratunkowej cytowany przez portal Zero ocenił, że na oddział kardiologii przekazano już pacjentkę, której praktycznie nie można było uratować. W karcie informacyjnej leczenia szpitalnego jako wyjściową przyczynę zgonu wskazano ostry pełnościenny zawał serca ściany przedniej. Lekarka kardiolog odnotowała, że od wystąpienia zawału do śmierci minęło około siedmiu godzin. Sekcja zwłok wykonana 18 maja wykazała zawał serca typu STEMI oraz pęknięcie mięśnia sercowego w obrębie ogniska zawału.
Po zapoznaniu się z dokumentacją medyczną oraz wynikami sekcji zawiadomienie do prokuratury złożyła siostra cioteczna zmarłej Joanna Łukomska. W zgłoszeniu wskazała nazwisko Dawida Kacprzyka jako jednego z lekarzy opiekujących się pacjentką. – Życia Grażynki nic nie wróci, ale chcę wierzyć, że może nasza rodzinna tragedia uratuje życie komuś innemu. Może spowoduje przyjrzenie się standardom, procedurom? – powiedziała w rozmowie z portalem Zero.
Prokurator Remigiusz Krynke z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga potwierdził, że Prokuratura Rejonowa Warszawa-Praga Północ prowadzi postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci pacjentki. Śledztwo zostało wszczęte w sprawie, a nie przeciwko konkretnej osobie. Materiały trafiły do prokuratury w połowie lipca, dlatego postępowanie znajduje się na wstępnym etapie.
Kacprzyk od wybuchu afery, czyli od początku czerwca, nie został przesłuchany przez śledczych. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, jak i przedstawiciele Prokuratury Okręgowej w Warszawie tłumaczyli to praktyką prowadzenia postępowań, wedle której osoba podejrzewana jest zapraszana do złożenia wyjaśnień na samym końcu. '
Fot. Dawid Kacprzyk, były radny KO i szef SOR Szpitala Południowego w Warszawie/East News
Red.




Komentarze
Pokaż komentarze (43)