Przeciek z przesłuchania Kaczyńskiego. Prokuratura wskazała, kto może za nim stać

Redakcja Redakcja Śledztwa Obserwuj temat Obserwuj notkę 12
Goniec opublikował fragmenty nagrania Jarosława Kaczyńskiego z przesłuchania ws. śledztwa wokół dwóch wież. Postępowanie zostało miesiąc temu umorzone. Redakcja portalu twierdzi, że sprawdzenie, kto stoi za wyciekiem nagrania z siedziby prokuratury, jest atakiem na dziennikarzy i informatorów. Śledczy podają, że dostęp do materiału miał jeden z dwóch obrońców austriackiego biznesmena - Roman Giertych lub Jacek Dubois.

Portal Goniec.pl opublikował w serwisie YouTube fragmenty nagrania z przesłuchania prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. Polityk był przesłuchiwany 10 czerwca 2026 roku w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie jako świadek w śledztwie dotyczącym tzw. "dwóch wież”.  


Wyciek ze śledztwa ws. dwóch wież 

Jeszcze tego samego dnia Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała, że prowadzi czynności sprawdzające w związku z ujawnieniem materiału. – Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi czynności sprawdzające w związku z opublikowaniem dziś w internecie nagrania z przesłuchania świadka Jarosława Kaczyńskiego w sprawie tzw. dwóch wież, które stanowi załącznik do protokołu przesłuchania świadka – przekazano w komunikacie opublikowanym w serwisie X.

Śledczy dodali, że jedyną osobą, która wystąpiła o dostęp do całości akt sprawy, był jeden z pełnomocników pokrzywdzonego, wcześniej pouczony o odpowiedzialności wynikającej z art. 241 Kodeksu karnego, dotyczącego tajemnicy postępowania przygotowawczego.

Prokuratura przypomniała również treść przepisu, zgodnie z którym osoba, która bez zezwolenia publicznie rozpowszechnia informacje z postępowania przygotowawczego przed ich ujawnieniem w sądzie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do dwóch lat.   

Janusz Schwetner, który jest współautorem artykułu i zapowiedział ujawnienie kolejnych fragmentów nagrań wideo z prokuratury, stwierdził, że to atak na redakcję i informatorów. Redakcja Gońca stoi na stanowisku, że ma prawo pokazywać materiały ze śledztwa ze względu na ważne dobro społeczne. Z kolei częśc prawników zwraca uwagę, że dopóki postanowienie prokuratury o umorzeniu śledztwa się nie uprawomocni, tego typu publikacje są przestępstwem.  

Kaczyński ocenił Giertycha i przejęcie prokuratury

Śledztwo dotyczące tzw. „dwóch wież” było prowadzone od lutego 2025 roku. Dotyczyło planowanej budowy dwóch wieżowców na warszawskiej działce należącej do spółki Srebrna, powiązanej z PiS. W przedsięwzięcie miała być zaangażowana również Fundacja Instytut im. Lecha Kaczyńskiego.

Prokuratura badała, czy w latach 2017–2018 doszło do doprowadzenia austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera do niekorzystnego rozporządzenia mieniem o wartości co najmniej 1,3 mln euro przez osoby działające w imieniu spółki Srebrna. 25 czerwca 2026 roku, dwa tygodnie po przesłuchaniu Jarosława Kaczyńskiego, śledztwo zostało umorzone z powodu braku znamion czynu zabronionego. 

W trakcie przesłuchania prezes PiS na wstępie zaznaczył, że uważa prokuraturę za nielegalnie przejętą siłowo przez rząd, a zeznania składa tylko z tego względu, aby po zmianie władzy wrócić do tego wątku i został po nim ślad "przy przywracaniu praworządności". - Nigdy nie byliśmy po imieniu ze względu na różnicę wieku i na moją bardzo niską ocenę pana osoby - zwrócił się prezes PiS do Romana Giertycha, obecnego podczas czynności. 

Schwetner poza tym uznał, że słowa Kaczyńskiego o prokuraturze podczas przesłuchania były elementem zastraszania śledczych. Innego zdania jest Prokuratura Okręgowa w Warszawie. - Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej wyraźnie opisał na konferencji po przesłuchaniu świadka oświadczenia złożone przez Jarosława Kaczyńskiego do protokołu. Nie były one ani wtedy ani teraz traktowane jako zastraszanie. Reakcja jest adekwatna do podejrzenia znamion przestępstwa - ocenili śledczy. 

   


Giertych nadal walczy ws. dwóch wież 

Na komunikat prokuratury zareagował Roman Giertych, pełnomocnik Geralda Birgfellnera. W mediach społecznościowych skrytykował działania śledczych, zarzucając im sugerowanie sprawcy wycieku jeszcze przed zakończeniem czynności sprawdzających. Wcześniej oceniał, że umorzenie śledztwa ws. dwóch wież jest dowodem na wpływy Zbigniewa Ziobry w organach ścigania - mimo przejęcia ich przez nowy rząd, a także wymianę wielu szefów jednostek prokuratury w skali kraju. 

Giertych stwierdził również, że dostęp do nagrania miała nie tylko strona pokrzywdzonego, ale także sama prokuratura. W jego ocenie opublikowane fragmenty przesłuchania mają świadczyć o tym, że prowadząca sprawę prokuratorka nie zareagowała na zachowanie Jarosława Kaczyńskiego, które – zdaniem adwokata – mogło wyczerpywać znamiona przestępstwa.

Polityk zapowiedział, że jeszcze w tym tygodniu złoży zawiadomienie o możliwości popełnienia przez prezesa PiS przestępstwa polegającego na kierowaniu gróźb wobec prokuratorki prowadzącej postępowanie.

– Wszyscy mogą usłyszeć, jak te groźby brzmiały. To te groźby moim zdaniem spowodowały, że najpierw uchyliła mi ona 80 proc. pytań, a potem umorzyła z absurdalną argumentacją postępowanie. Po prostu dała się zastraszyć. Tak uważam, ale nawet gdyby było inaczej, to i tak postępowanie świadka należy ocenić jako przestępstwo – podsumował Giertych.  


Fot. Przesłuchanie Jarosława Kaczyńskiego w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Obecni są mecenasi Jacek Dubois i Roman Giertych/screen YouTube Goniec

Red. 


Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj12 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo